Reklama

Broń na kołku - branża obronna czeka na modernizację

Przemysł obronny trwa w zawieszeniu. Branża czeka na modernizację, a szczególnie na 130 mld zł z budżetu. W jakim kierunku podążą decyzje nowego kierownictwa MON-u?

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz i bezpośrednio odpowiadający za uzbrojenie i unowocześnianie naszych sił zbrojnych wiceminister Bartosz Kownacki, obecny model unowocześniania naszej armii oceniają jako nieracjonalny i wprowadzający chaos w zarządzaniu.

Wnioski? Plan modernizacji armii w latach 2013-2020, a także jego realizacja, wymagają istotnych korekt.

Pomoc i krytyka

Resort obrony szykuje zatem zmiany - na poziomie konkretnych decyzji ministra, a być może także reformy ustawowe, zwłaszcza w kwestii procedur przy zakupie sprzętu - ujawnił Kownacki. Jego zdaniem, ów tryb trzeba koniecznie uprościć.

Reklama

- To wielomiesięczny, niesamowicie skomplikowany proces, którego nie jestem jeszcze w stanie zrozumieć - tłumaczył wiceszef MON-u. - Nikt nie zrozumie, na czym polega ten proces podejmowania decyzji. Jednocześnie to proces unikania odpowiedzialności.

Jeden z przejawów innego podejścia to zamiar korzystania z unijnych przepisów, pozwalających wyłączyć stosowanie Prawa zamówień publicznych z uwagi na ważny interes bezpieczeństwa państwa. Łączy się z tym inna deklaracja MON-u: najlepiej, by dzięki temu wojsko kupowało uzbrojenie i sprzęt od polskiego przemysłu. Także eksperci z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych w raporcie o potrzebach wojska akcentują nieodzowność zmian w systemie wsparcia przemysłu.

Co proponują? Na przykład ulepszenie systemu zamówień publicznych, finansowego wspierania podmiotów badawczych i komunikowania im planów zamawiającego, uporządkowanie legislacji polityki zbrojeniowej czy rozwinięcie systemu szkolenia kadr na potrzeby Inspektoratu Uzbrojenia (IU) i instytucji planistycznych MON-u. Trzeba także ustalić programy do priorytetowej realizacji.

Resort zdaje sobie zarazem sprawę z mankamentów polskiego przemysłu obronnego. Bartosz Kownacki tak krytykował bierność państwowych zakładów zbrojeniowych: - Czekają jedynie na kolejne zamówienia z MON-u i nawet nie próbują szukać nowych klientów dla swej produkcji.

Ocenił też, że eksportem nie są nawet zainteresowane firmy mające dobre wyroby.

- Nasz przemysł zbrojeniowy jest odtwórczy - o taką diagnozę, formułowaną z nieco innego punktu widzenia, pokusił się zaś gen. dyw. Zygmunt Mierczyk, rektor-komendant Wojskowej Akademii Technicznej.

Kierunek eksport

Szef Inspektoratu Uzbrojenia, gen. Adam Duda, nie bez racji uważa, że próba budowy naszego przemysłu zbrojeniowego tylko na fundamencie potrzeb polskich sił zbrojnych to "ślepa uliczka". Wspomniany raport NCSS alarmuje: nie będzie eksportowego sukcesu polskich firm bez jasnego wskazania rynków zbytu oraz produktów z realnymi szansami sprzedaży za granicą i bez przemyślanej koncepcji współpracy międzynarodowej.

Na rynki zagraniczne zamierza postawić szef Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Arkadiusz Siwko przyznał, że polityka eksportowa PGZ pogrążona jest w chaosie. Choć zawarto sto umów pośrednictwa (często reprezentant Grupy ma wyłączność na danym rynku), to nie są one realizowane. Jego zdaniem, nasz sektor obronny ma jednak potencjał, by uczestniczyć w globalnym transferze technologii.

- To od nas będzie zależało, czy ten transfer się odbędzie. A transfer technologii jest jedyną szansą dla polskich zakładów. (...) Idzie nie tylko o prawo do zakupu, ale również eksport, bo tylko wtedy uzyskamy dodatkową wartość dla przemysłu - sumuje.

Szef PGZ oczekuje jednak, że MON wesprze rodzime przedsiębiorstwa i zakupy zagranicznego uzbrojenia uzależni od absorpcji obcych technologii przez zbrojeniówkę. PGZ nie zamierza czekać z ogłoszeniem nowej strategii do września, jak to było przyjęte w jego firmie dotychczas.

- Proces integracji przemysłu zbrojeniowego może się zakończyć w roku 2016. Musimy pilnie ujednolicić w korporacji politykę zarządzania badaniami, produkcją, finansami, eksportem - powiedział Siwko.

Zarys ogólnych planów MON-u już znamy, ale konkretów - jeszcze nie. A tu zazwyczaj pies jest pogrzebany...

Przykłady? Potrzebny jest zbiornikowiec dla marynarki wojennej - najpóźniej do 2020 r., a budowa trwa kilka lat. Okręt ma dostarczać paliwo nie tylko naszym, ale i innym natowskim jednostkom. To kontrakt na kilkaset milionów złotych, a IU MON szuka chętnych od dwóch lat... Marynarka wojenna ma teraz tylko dwa takie okręty: ORP "Bałtyk" (w służbie od 1991 r.) i Z-8, na którym banderę podniesiono w 1970 r. (niedługo przestanie pływać).

- Rozmowy ze stroną norweską na temat wspólnego zakupu okrętów podwodnych są dość zaawansowane. Porównaliśmy wymagania; są zbieżne - ujawnił w Sejmie gen. Adam Duda. W programie "Orka" MON chce nabyć 3 nowe okręty (Skandynawowie - 6).

- Norwegowie mają duże doświadczenie, jeśli chodzi o flotę okrętów podwodnych, a także pragmatyczne, chłodne podejście do procesu ich budowy. Nie chcą eksperymentować z niesprawdzonym rozwiązaniem - podkreślał gen. Duda.

Umowa międzyrządowa ma szansę się zmaterializować w tym roku. Nieoficjalnie mówi się, że jest też trzeci zainteresowany: Holandia. Czas goni, bo nasi podwodniacy mają "na stanie" cztery leciwe okręty klasy Kobben, które w ciągu pięciu lat mają być wycofane ze służby.

Wiceminister Kownacki sygnalizował też kilkumiesięczne opóźnienia (które już z rzędu?) w oddaniu do użytku okrętu patrolowego ORP "Ślązak". Jednostka miała wejść do służby w końcu 2016 r.

Pytajnik na tarczy

Tarcza Polski, czyli program Narew i Wisła, to chyba najtrudniejszy temat i zarazem najdroższy projekt. Rząd PO-PSL rozpoczął rozmowy z amerykańskim koncernem Raytheon w sprawie zakupu Patriota w ramach programu Wisła.

- Po bliższej analizie okazało się, że zapewne ktoś wprowadził w błąd prezydenta Bronisława Komorowskiego - powiedział Antoni Macierewicz, odnosząc się do programu Wisła. - Ten kontrakt w istocie nie istnieje.

Negocjacje z Amerykanami nadal trwają, ale oferta USA przedstawiona Polsce jest, zdaniem gen. Dudy, nieakceptowalna finansowo.

Do gry o Narew startuje też francusko-brytyjsko-włosko-niemieckie konsorcjum MBDA. Didier Philippe, wiceprezes tego producenta, przyznał, że jeśli polskie firmy nie wezmą udziału w "wiślanym" projekcie, nie mają szans przetrwać. Albo przyjmą ofertę MBDA i zyskają silnego partnera plus szansę na wysoki poziom rozwoju, albo Polska kupi cały system za granicą. Odnosi się to do wszystkich elementów zestawu. Deklaracja MON-u jest jednoznaczna: to program, który będzie realizowany w kooperacji.

Drony do obrony

Przypomnijmy: polskie wojsko na 350 bezzałogowych maszyn chce wydać 2,55 mld zł. Armię zasilą 4 klasy dronów: od najmniejszych po duże, zdolne przewozić ciężki sprzęt.

Kryptonimy "Wizjer" (klasa mini: 15 zestawów) i "Orlik" (drony krótkiego zasięgu: 12 zestawów) kryją zamówienia dla polskich producentów (deklaracja poprzedniego kierownictwa MON-u obowiązuje i obecnie).

Kryptonimami "Gryf " i "Zefir" oznaczono bezzałogowe samoloty zdolne przenosić uzbrojenie (klasy MALE - Medium Altitude Long Endurance). W obu przypadkach rozważa się dwie oferty: izraelską i amerykańską.

- Po stronie polskiego przemysłu nie ma zdolności samodzielnego wykonania takiego systemu. Systemy te są dostępne tylko w umowach międzyrządowych. (...) W najbliższym czasie będziemy rozstrzygać, z którym państwem podpiszemy umowę. Oczywiście będzie się to wiązało z transferem technologii - wyjaśnił gen. Adam Duda.

Ugruntowało się przekonanie, że to przede wszystkim Amerykanie i Izraelczycy są w czołówce producentów dronów. Prawda. Ale i Polacy też mają się czym pochwalić.

Konstruowaniem, produkcją i eksportem dronów zajmuje się gliwicka firma Flytronic, wchodząca w skład ożarowskiej spółki WB Electronics. Ich flagowy model (FlyEye) nasza armia od 2010 r. wykorzystuje do bliskiego rozpoznania. Należący do PGZ PIT Radwar ma zaś w portfolio Bezzałogowy System Lotniczy BSL E-310, opracowany wspólnie z mielecką firmą Eurotech.

W projekcie "Gryf" MON planuje kupić 12 zestawów (z tego sześć do roku 2022). I w tej sprawie - podobnie jak w przypadku "Zefira" - został skierowany wniosek do ministra obrony narodowej.

Faworytami są bezzałogowiec Watchkeeper, oferowany przez firmę WB Electronics we współpracy z Thalesem oraz Hermes 450, proponowany przez PGZ we współpracy z Elbitem. Decyzję o wyborze dronów MALE podejmie szef resortu obrony.

Śmigłowce we mgle

Nie tak dawno Antoni Macierewicz i urzędnicy resortu twierdzili, że przetarg na 50 śmigłowców Caracal firmy Airbus Helicopters należy powtórzyć. Podsumowując 100 dni rządu, szef MON-u stwierdził jednak, że Caracale jeszcze w tym roku pojawią się w Polsce. Mówił jednak zagadkowo. Równie niejasno odpowiadał na pytania dotyczące przetargów Bartosz Kownacki:

- Odziedziczyliśmy pod tym względem olbrzymie zaniedbania... Program śmigłowcowy tworzył wielkie kłopoty ze względu na obciążenie Skarbu Państwa kwotą, która zamiast na rozwój polskiego przemysłu, miała być wydana za granicą... Trwają negocjacje z Airbus Helicopters... Chcemy, by Caracal pracował dla Polski, ale chcemy oprzeć możliwości działania polskich śmigłowców na fabrykach w Mielcu i Świdniku, nie rezygnując z Caracala... Pierwsze śmigłowce zostaną dostarczone jeszcze w tym roku.

Tymczasem w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyły się dwie rozprawy w związku z pozwem firmy PZL-Świdnik (z czerwca 2015 r.), wnoszącym o zamknięcie postępowania przetargowego na zakup śmigłowców wielozadaniowych bez wyboru oferty.

- Dwie oferty, w tym naszą, odrzucono ze względów formalnych. Trzecia również nie wypełniała stawianych warunków - argumentował Krzysztof Krystowski, który reprezentuje PZL-Świdnik.

Trudno czynić zarzuty o opieszałość w decyzjach nowemu kierownictwu MON-u, gdyż sama weryfikacja, a tym bardziej kontynuacja czy reorientacja kontraktowych rozmów, wymagają analiz i czasu. Gra idzie o miliardy złotych, więc rozwaga jest tu tym bardziej wskazana...

Tak czy inaczej jednak: czas płynie, armia czeka na broń, a związkowcy domagają się pracy. Ci z Huty Stalowa Wola chcą na przykład szybkiego podpisania umowy na zakup przez wojsko moździerzy Rak (armatohaubice Krab już kupiono). Narzekali też na kolegów z zakładu Bumar-Łabędy, którzy - według nich - chcą przejąć produkcję Kraba.

Z jednej strony trzeba mieć nadzieję, że odejdziemy od zasady "zawsze dobre, bo polskie", a z drugiej - tam, gdzie to tylko możliwe (jakość, parametry, perspektywy rozwoju) postawimy na nasz przemysł obronny. Proste, ale - jak uczy doświadczenie - niełatwe w realizacji.

Katarzyna Walterska

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »