Reklama

Ceny gazu rosną w obawie o zmniejszenie dostaw. Nadciąga wielki kryzys gazowy?

Niemcy twierdzą, że niedobory gazu mogą wywołać kryzys gospodarczy podobny do tego, jaki miał miejsce kilkanaście lat temu po upadku banku Lehman Brothers, gdyż Europa stoi przed bezprecedensową perspektywą braku energii dla firm i konsumentów. Rząd w Berlinie apeluje do obywateli, aby oszczędzali gaz. Rurociąg Nord Stream, który transportuje rosyjski gaz do Niemiec, ma zostać zamknięty 11 lipca na dziesięć dni z powodu prac konserwacyjnych.

  • Rosja ogranicza dostawy gazu do Europy, a importerzy rywalizują o dostawy skroplonego surowca z innych kierunków
  • Polska wydaje się być zabezpieczona przed sezonem zimowym, gdyż nasze magazyny są wypełnione gazem w ponad 90 proc.
  • Niemiecki bank centralny przewiduje, że wstrzymanie dostaw gazu mogłoby wywołać recesję ze względu na duży udział rosyjskiego surowca w niemieckim miksie energetycznym
  • Sytuację na rynkach światowych poprawiają gasnące strajki na norweskich polach naftowych

Reklama

Gaz ziemny jest kluczowym czynnikiem napędzającym globalną inflację. Wzrost jego ceny na Starym Kontynencie o około 700 proc. od początku zeszłego roku popycha europejską gospodarkę na skraj recesji. Wojna w Ukrainie przeniosła kryzys gazowy na nowy poziom. Rosja ogranicza dostawy rurociągami do Europy, której przedstawiciele twierdzą, że i tak chcą przestać kupować od Moskwy. Walka o wypełnienie tej luki przeradza się w ogólnoświatową panikę, ponieważ importerzy rywalizują o zapewnienie sobie prze sezonem zimowym jak największych dostaw gazu skroplonego.

Mniej rosyjskiego gazu

Główny rurociąg Nord Stream (NS1), który transportuje rosyjski gaz do Niemiec, ma zostać zamknięty 11 lipca na dziesięć dni z powodu prac konserwacyjnych i rosną obawy, że Moskwa może go ponownie nie otworzyć. Jednak już wcześniej (w połowie czerwca) w związku z awarią sprężarki odpowiedzialnej za przepływ surowca z Rosji przez NS1, Gazprom zmniejszył wolumen dostaw o 60 proc. Od tego czasu ceny gazu w kontraktach na najbliższe miesiące zwiększyły się średnio o 70 proc. i osiągnęły w holenderskim hubie TTF poziom 170 euro/MWh, choć na początku marca, czyli w pierwszych dniach rosyjskiej napaści na Ukrainę, wynosiły nawet 225 euro/MWh.

Moskwie, która ciągle dużo zarabia na sprzedaży ropy naftowej, może nie zależeć na pełnym przywróceniu dostaw gazu, ale z drugiej strony na takie działanie najwięksi importerzy próbują się przygotować. Grupa siedmiu najważniejszych krajów świata (G7) szuka bowiem sposobów na ograniczenie dochodów Rosji z gazu, bo te pomagają finansować inwazję na Ukrainę.

Tymczasem biedniejsze kraje, które zbudowały systemy energetyczne w oparciu o tani gaz, teraz walczą o przetrwanie. Wiele państw postawiło na gaz ziemny w ramach przechodzenia na czystszą energię i podjęło próbę wycofania się z brudniejszych paliw kopalnych, takich jak węgiel, a w niektórych przypadkach również z energii jądrowej.

Analitycy banku Goldman Sachs zakładają, że w najbliższym czasie nie dojdzie do przywrócenia pełnego przepływu surowca przez gazociąg NS1 i podwyższają prognozy cen gazu w nadchodzących kwartałach. Ich zdaniem, w drugiej połowie tego roku i w pierwszych miesiącach 2023 roku należy spodziewać się notowań na poziomie 150-160 euro/MWh.

Michał Stajniak, analityk rynku surowców w firmie XTB, podkreśla, że Polska wydaje się być zabezpieczona przed sezonem zimowym, gdyż nasze magazyny są wypełnione gazem w ponad 90 proc., choć zazwyczaj ten poziom zapasów osiągaliśmy dopiero na przełomie października i listopada. Gorzej jest z Europą Zachodnią, a w szczególności z Niemcami, gdzie magazyny wypełnione są w około 50 proc. Warto jednak pamiętać, że magazyny u naszych zachodnich sąsiadów są 5-6 razy większe niż w Polsce.

Niemcy pełni obaw

Jak podaje portal Politico, Niemcy obawiają się, że dostawy rosyjskiego gazu nie zostaną w ogóle wznowione po rutynowej przerwie w funkcjonowaniu NS1. Wówczas Uniper, największy nabywca rosyjskiego gazu w Niemczech, znalazłby się na krawędzi upadku. Dlatego rząd w Berlinie bierze pod uwagę przygotowanie ustawy pozwalającej na ratowanie koncernu za pomocą specjalnej opłaty, która równomiernie rozłożyłaby rosnące koszty gazu między klientów i firmy.

Jak szacują analitycy, całkowite wstrzymanie dostaw z Rosji kosztowałoby Uniper 30 milionów euro dziennie. Skala problemu jest na tyle poważna, że koncern informował w ubiegłym tygodniu o możliwości utraty płynności finansowej. Aby ją zachować, firma rozważa wzięcie pożyczek zabezpieczonych przez państwo.

Niemiecki bank centralny przewiduje, że wstrzymanie dostaw gazu mogłoby wywołać recesję ze względu na duży udział rosyjskiego surowca w niemieckim miksie energetycznym. To tylko dołożyłoby się do już istniejących problemów z najwyższą od zjednoczenia kraju inflacją i wolniejszym wzrostem gospodarczym po pandemii koronawirusa.

Najnowsze dane wskazują, że niemiecka gospodarka traci także status potęgi eksportowej. W maju tego roku bilans wymiany handlowej Niemiec był negatywny po raz pierwszy od 31 lat. Różnica pomiędzy wartością importu i eksportu wyniosła aż miliard euro.

Norwegowie już nie strajkują

W ostatnich dniach uwaga świata skupiona była na norweskim sektorze ropy i gazu. Strajk pracowników pól naftowych sprawił, że doszło do krótkotrwałego spadku norweskiego eksportu gazu o około 56 proc. Norwegia jest teraz jednym z największych dostawców gazu do Europy, jeśli brać pod uwagę poważny spadek eksportu surowca z Rosji oraz wciąż ograniczony eksport ze Stanów Zjednoczonych.

Dorota Sierakowska z DM BOŚ przypomina, że strajk objął najpierw trzy pola naftowe, by później każdego dnia rozprzestrzeniać się na kolejne i obejmować coraz więcej norweskiej produkcji ropy i gazu. - Jednak zagrożenie minęło, gdyż pojawiły się informacje o szybkim zakończeniu strajku, potwierdzone zarówno przez ministra pracy, jak i władze związku zawodowego Lederne. Wszystko za sprawą rządu w Oslo, który wykorzystał swoje prawo do interwencji w tej sprawie i przekonał związki zawodowe do zaakceptowania ubiegłotygodniowego porozumienia płacowego. To nie pierwsza taka inicjatywa norweskiego rządu, ale tym razem szczególnie ważna - podsumowuje Dorota Sierakowska.

Jacek Brzeski

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »