Reklama

Chińskie klany umożliwiły eksplozję demograficzną

Biznes ubezpieczeń na życie jest zyskowny dlatego, że wielu ubezpieczających się nie dotrzymuje umów i przestają płacić składki; eksplozja demograficzna w Chinach była możliwa dzięki konfucjańskim klanom, a koty nie zachowują się jak inne zwierzęta. To wnioski z najnowszych badań naukowych.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zhiwu Chen i Chicheng Ma opracowali analizę "The Confucian Clan as a Risk-Sharing Institution: How Pre-Industrial China Became the Most Populous Nation" ("Konfucjański klan jak instytucja służąca dzieleniu się ryzykiem: jak preindustrialne Chiny stały się najbardziej ludnym krajem świata"). Zauważają w niej, że od 976 do 1850 r. ludność Chin zwiększyła się jedenastokrotnie, z 34 mln do 427 mln.

Dla porównania, populacja globu wzrosła od 1000 do 1900 r. z 300 mln do 1,6 mld. A to wzrost tylko 4,3-krotny. W tym okresie ilość ziemi rolnej w przeliczeniu na mieszkańca w Państwie Środka spadła o dwie-trzecie. Część z tego spadku zniwelowano zwiększoną produktywnością (w przypadku zbóż wzrosła ona o 50 proc. w ciągu 900 lat) i rozpoczęciem uprawy nowych roślin. Przykładowo wprowadzenie tylko kukurydzy odpowiada za wzrost populacji Chin o 19 proc. w latach 1776 -1910.

Reklama

Mimo tego, wzrost produkcji żywności był mniejszy, niż wzrost ludności. Dlaczego zatem Chińczykom udało się utrzymać tak duży wzrost populacji? Autorzy podkreślają, że z historii wynika, że to nie produkcja żywności jest głównym czynnikiem wpływającym na klęski głodu, tylko to, jak jedzenie jest dystrybuowane. Przykładowo - wielki głód w Chinach w latach 1959-1961, który kosztował życie 16,5-45 mln osób nie był spowodowany zbyt małą ilością wyprodukowanej żywności, bo ta wyprodukowana wystarczyłaby na 2080 kalorii dziennie w przeliczeniu na każdego człowieka, czyli znacznie więcej niż 804 kalorii wymaganych do przeżycia.

Autorzy wywnioskowali z tego, że do eksplozji demograficznej w Chinach musiało dojść ze względu na wyjątkowo sprawne instytucje związane z ograniczaniem ryzyka głodu za pomocą gromadzenia zapasów żywności i sprawnego ich przekazywania potrzebującym. Naukowcy uznali, że taką instytucją były konfucjańskie klany, czyli grupy spokrewnionych ze sobą ludzi współpracujących na konfucjańskich zasadach lojalności, solidarności i wzajemności.

Było to połączenie wartości dużej rodziny z regułami państwa opiekuńczego. Autorzy pracy sprawdzili jak siła klanów w 269 chińskich prefekturach w latach 976-1851 wiązała się z gęstością zaludnienia. I okazuje się, że im więcej klanów w regionie, tym większa gęstość zaludnienia. Każdy dodatkowy klan zwiększał tę gęstość o ok. 4,45 proc. To przekłada się na dodatkowe 53 tys. ludzi na prefekturę w ciągu stulecia.

Ubezpieczenie oparte na niedopatrzeniu

Daniel Gottlieb i Kent Smetters przygotowali pracę "Lapse-Based Insurance"("Ubezpieczenie oparte na niedopatrzeniu"). Piszą w niej, że ubezpieczenia na życie to gigantyczny przemysł w krajach rozwiniętych. Przykładowo w USA ponad 70 proc. rodzin wykupuje taki produkt, a roczne składki przekraczają 110 mld dolarów.

Przeciętna wartość sprzedawanej polisy na życie za oceanem w 2017 r. (czyli kwota, którą otrzymaliby uposażeni w przypadku zgonu ubezpieczonego) to 165 460 dolarów, a więc o 100 proc. więcej niż wynosiła mediana wartości netto majątku amerykańskiego gospodarstwa domowego, włączając w to pieniądze odłożone na kontach emerytalnych i spłaconą część nieruchomości. Jednak większość polis na życie jest przerywana przez ubezpieczających przed ich zakończeniem. Powodem jest zaprzestanie płacenia składek.

A ponieważ wartość wpłaconych składek w pierwszym okresie przewyższa aktuarialną wartość polis, to ich przerwanie jest bardzo niekorzystne finansowo dla ubezpieczających. Od 1990 r. do 2010  r. zrezygnowano z ubezpieczeń na życie, które mogłyby wypłacić 24 bln dolarów i było to 78 proc. wszystkich ubezpieczeń (pod względem wartości potencjalnych wypłat) zawartych w tym okresie.

Najciekawsze w biznesie ubezpieczeń na życie jest to, że ubezpieczyciele nie zarabiają na polisach, za które składki są regularnie płacone. Zarabiają za to na tych, które są przerywane i zyski z tych klientów dotują polisy płacących regularnie, tak że całkowity zysk na rynku ubezpieczeń na życie nie jest rażąco wysoki. W większości stanów USA prawo nie pozwala polisie ubezpieczeniowej na życie wygasnąć, nawet jeżeli składka nie została wpłacona w terminie, jeszcze przez miesiąc. Jednak większość stanów nie wymaga od firm ubezpieczeniowych, by przypominały klientom o wpłacie, a one same nie mają interesu, by to robić.

Autorzy postanowili sprawdzić, dlaczego klienci dopuszczają do tak niekorzystnej z punktu widzenia ich finansów osobistych sytuacji jak niezapłacenie składki za polisę na życie. Przeprowadzili ankietę, z której wynika, że nowi nabywcy polis nie doszacowują prawdopodobieństwa niezapłacenia przez nich w terminie składki. Zwyczajne zapominalstwo jest odpowiedzialne za 37,8 proc. niezapłaconych składek za ubezpieczenie na życie w USA, a problemy z płynnością to kwestia 15,4 proc. przypadków.

Koty nie są jak inne zwierzęta

Mikel M. Delgado, Brandon Sang Gyu Han i Melissa J. Bain przygotowali pracę Otwiera się w nowym oknie"Domestic cats (Felis catus) prefer freely available food over food that requires effort"("Udomowione koty wolą korzystać ze swobodnie dostępnego jedzenia niż z jedzenia, którego otrzymanie wymaga wysiłku"). Opisują w niej eksperyment, w którym wzięło udział 17 wysterylizowanych, oswojonych kotów. Kotom zaoferowano jedzenie na talerzu, którego wzięcie nie wymagało żadnego istotnego wysiłku oraz zagadkę, za której rozwiązanie nagrodą była żywność.

Tylko 4 z 17 kotów wolało "zapracować" na posiłek, a osiem po prostu zjadło swobodnie dostępne jedzenie. Wynik eksperymentu jest o tyle zaskakujący, że z innych testów wynika (pierwszy taki test przeprowadził w 1963 r. psycholog Glen Jensen na szczurach), że zarówno ludzie, jak i wszystkie inne badane zwierzęta (m.in. myszy, kurczaki, szympansy, niedźwiedzie grizzly, świnie, żyrafy) wykazują tendencję do tego, by wybierać posiłki, których otrzymanie wymaga wysiłku.

Takie zachowanie ma nawet swoją nazwą w języku angielskim - contrafreeloading - czyli niechęć do życia kosztem innych. Przed przeprowadzeniem eksperymentu naukowcy przewidywali, że koty zachowają się tak, jak inne zwierzęta. Wynik testu okazał się zaskakujący, na co nikt - jak na razie - nie potrafi znaleźć wytłumaczenia.

Aleksander Piński

Autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »