Reklama

Chiny obiecane

Chińska Republika Ludowa istnieje już od 65 lat. Od kiedy kraj ten w 1978 r. otworzył się po epoce komunizmu w wersji Mao, stał się ziemią obiecaną dla światowego biznesu. Ale nie dla firm z Polski. Czy teraz uda się nam przeskoczyć Wielki Mur?

Owszem, w Chinach działają takie polskie firmy jak Selena, Rafako, Kopex i Fasing. Według danych Ministerstwa Gospodarki łącznie polskie BIZ w Chinach na koniec 2012 r. osiągnęły wartość 131 mln 300 tys. euro. Dużo? Zestawmy to z obecnością chińskiego kapitału nad Wisłą. Chińczycy zainwestowali u nas w branżę elektroniczną (produkcja telewizorów i monitorów LCD - TCL Corporation w Żyrardowie, TPV w Gorzowie Wlkp., Digital View w Koszalinie), przemysł elektromaszynowy (Nuctech w Kobyłce), dystrybucję produktów (GD Poland w Wólce Kosowskiej) oraz w sektorze IT (ZTE, Huawei).

Reklama

Ich inwestycją w Polsce o największej jak dotąd wartości był zakup Huty Stalowa Wola na początku 2012 r. za w sumie 300 mln zł przez firmę Liugong. Znamienne jest to, że zarazem była to pierwsza w Polsce prywatyzacja z wyłącznym udziałem kapitału chińskiego. W 2013 r. chińska firma Tri Ring zakupiła Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku - nie ujawniono kwoty przejęcia 89,15 proc. udziałów FŁT, ale dziennik "Rzeczpospolita" szacował ją na 150 mln zł. W październiku 2013 r. na GPW zadebiutowała pierwsza chińska spółka Peixin Int. Group. W tym roku na warszawskim parkiecie ruszył obrót papierami JJ Auto, a do wejścia szykuje się kolejna firma z Chin. W sumie wartość inwestycji chińskich w Polsce stanowi mniej niż 1 proc. ogółu inwestycji zagranicznych.

Kilka wielomilionowych transakcji nie przesłania mizerii polsko-chińskiej współpracy gospodarczej. Jest jeszcze gorzej, gdy przyjrzymy się danym dotyczącym naszej wymiany handlowej, zwłaszcza od strony importowej. Chiny są trzecim krajem po Niemczech i Rosji, z którego sprowadzamy najwięcej towarów. Według GUS-u od stycznia do czerwca tego roku sprowadziliśmy z Państwa Środka towary na kwotę 32 mld 637 mln zł (7 mld 791 mln euro), co daje w całym krajowym imporcie 9,7-proc. udział. W ubiegłym roku było to 8,9 proc. Jak widać import rośnie. Z kolei eksport do Chin jest po za pierwszą dziesiątką krajów i w ubiegłym roku zamknął się kwotą 6 mld 395 mln zł (1 mld 595 mln euro).

Jeszcze dosadniej stan wymiany handlowej ilustrują dane dotyczące liczby eksporterów i importerów. Według danych Ministerstwa Gospodarki z Polski do Chin towary wysyła ponad 2100 firm, podczas gdy z tego kraju na nasz rynek importuje ponad 22 tys. przedsiębiorstw. Horror ekonomiczny. Ale czy na pewno? Powyższe dane są z pewnością niepokojące dla bilansu handlowego i statystyki. Jednak problemu nie widać na poziomie konkretnych przedsiębiorstw. Dlaczego? Umyka uwadze to, że te 22 tys. firm w Polsce daje pracę 22 tysiącom ludzi. W rzeczywistości wiele z nich zatrudnia 5 lub więcej osób. Wcale więc nie będzie przesadą stwierdzenie, że przy obsłudze importu z Chin pracuje w Polsce 100 tys. osób, jeśli nie więcej.

Poza oficjalną statystyką jest też mikroimport, dokonywany przez pojedyncze osoby fizyczne, które korzystając z chińskich platform handlowych kupują towary i je sprowadzają, a następnie sprzedają za pośrednictwem polskich platform transakcyjnych. Wartość tych operacji można jedynie z grubsza szacować; prześledzenie w Internecie ruchu na wybranych platformach daje obraz wolumenu obrotów, który może wynosić rocznie nawet kilkaset milionów złotych.

Dalekowschodni łącznik

- Polska przespała swoją okazję w Chinach - podkreśla Antoni Roszczuk, dyrektor Rynków Europejskich w Europa Corporation Ltd, polsko-hongkońskiej firmy, zajmującej się wprowadzeniem przedsiębiorstw na rynek azjatycki. - Polska integrując się z Unią Europejską całkowicie zapomniała o utrzymaniu i rozwijaniu zdobytych rynków oraz wchodzeniu na nowe. Dywersyfikacja w handlu zagranicznym nie była strategią żadnego polskiego rządu, choć posługiwano się tym pojęciem nieraz, ale bez realnych działań. Zaś katastrofą dla współpracy ekonomicznej było zmarginalizowanie dyplomacji gospodarczej - tłumaczy ekspert.

Jak podkreślił, z punktu widzenia ekonomii zupełnie niezrozumiałe było w tamtym czasie zaniechanie przez polski rząd wskazania przynajmniej priorytetowych rynków eksportowych poza strefą Unii Europejskiej. - W efekcie zamiast rozwoju naszego przemysłu miała miejsce jego likwidacja i wykupywanie przez zagraniczny kapitał. Obecnie drepczemy w miejscu, bo podejmowane dziś działania są bardzo spóźnione i wymagają większego wysiłku oraz pieniędzy - podsumowuje Roszczuk.

Zupełnie inaczej wygląda to z chińskiego punktu widzenia. Polska dla kapitału z Chin stała się krajem pierwszego wyboru rozpoznania w środkowo-wschodniej części Europy. Tylko od stycznia tego roku do końca sierpnia Polskę odwiedziło ponad 100 delegacji chińskiego biznesu rozmaitego szczebla oraz branż.

O ważności Polski ma świadczyć podpisane 1 września porozumienie o współpracy między Polską Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) a China Exim Bank. Jak podkreśla Andrzej Szewczyk, zastępca dyrektora Departamentu Promocji Gospodarczej PAIiIZ, trudno ocenić skutki ekonomiczne podpisanego porozumienia dla całej gospodarki, ale niewątpliwie wiele polskich firm na nim skorzysta i ma ono pomóc w przyciągnięciu do Polski większej liczby chińskich inwestorów.

Drugie podejście

Decyzje i zaniechania polityczne sprzed dekady, dwóch, tylko w relacjach handlowych Polska-Chiny odbijają się obecnie kilkudziesięciomiliardowym (liczonym w złotych) deficytem. Zdaniem urzędników resortu gospodarki czy spraw zagranicznych to się zmieni, choć nie ukrywają, że nie uda się odwrócić całkowicie tego trendu na naszą korzyść. Pierwszym ważnym krokiem w tym kierunku było - według Szewczyka - uruchomienie platformy GoChina.gov.pl, która daje polskim firmom podstawową wiedzę o zasadach inwestowania za Wielkim Murem.

A czy są tam jeszcze jakieś szanse? Zdaniem Szewczyka są, i nie jest on w tej opinii odosobniony. - Uważam, że polskie firmy w określonych branżach nadal mogą odnieść sukces na tym rynku. Mówiąc o branżach mam na myśli branże: spożywczą, ochrony środowiska i górniczą. Z pewnością jest tam miejsce dla wielu polskich produktów - mówi Szewczyk.

Pogląd dyrektora Szewczyka podziela Adrian Leung, dyrektor Departamentu Bankowości Korporacyjnej HSBC Bank Polska. - Chiny nadal pozostają atrakcyjnym kierunkiem dla polskich przedsiębiorstw, zwłaszcza chcących tam produkować na własne potrzeby bądź importować gotowe produkty.

Jego zdaniem polskie firmy powinny się skoncentrować na sektorach, które związane są z transformacją, jaką przechodzą Chiny. - Obszarami perspektywicznymi są zwłaszcza infrastruktura miejska, drogowa, lotnicza, kolejowa oraz technologie z tym związane. Również sektory związane z zaspokajaniem potrzeb rosnącej klasy średniej - szeroko pojęta ochrona zdrowia, edukacja, żywność wysokiej jakości, kosmetyki - oferują liczne możliwości. Generalnie dobrze rokują wszystkie branże związane z bogaceniem się społeczeństwa - mówi Leung.

Według ekspertów decydując się na wejście na chiński rynek należy mieć na uwadze, że obecnie nie każde tamtejsze miasto się nadaje dla polskich firm jako przyczółek. Najlepiej zdaniem Andrzeja Szewczyka omijać wielomilionowe metropolie. - Lepiej skupić się na mniejszych miastach - mówi. Z kolei Adrian Leung tłumaczy, dlaczego należy wybierać właśnie miasta takiej wielkości, a nie innej. - Wiele z chińskich miast liczy po kilka lub kilkanaście milionów mieszkańców, więc zagospodarowanie takiego obszaru jest pracochłonne.

Wejść bocznymi drzwiami

Zdaniem Filipa Keniga z Amber Foods, firmy która otworzyła pierwszą polską restaurację "Sarmatia" w Foshan, w prowincji Guangdong na południu kraju, motto firm wchodzących do Chin winno brzmieć: "Przede wszystkim ci, którzy myślą o Chinach muszą naprawdę tego bardzo chcieć". - Pierwszym i najważniejszym krokiem na chińskim rynku winno być znalezienie solidnego lokalnego partnera biznesowego - odpowiada Andrzej Szewczyk na pytanie, co należy zrobić, by biznes w Chinach się udał.

Słowa te potwierdza Maciej Wilk, przedstawiciel w Polsce Rady Rozwoju Handlu Hongkongu (Hong Kong Trade Development Council HKTDC), dodając, że determinacja jest konieczna, ale nie trzeba iść na całość frontalnym atakiem. W jego ocenie można Chiny podbić łatwiej.

- Na rynek chiński można próbować wejść bezpośrednio, ale droga przez Hongkong jest o wiele łatwiejsza. Przede wszystkim ze względu na nieobciążanie towarów podatkiem VAT, wolny port i ochronę inwestorów. Dzięki prostym procedurom firmę zakłada się niemal "od ręki", a obecność największych banków sprawia, że transakcje finansowe przeprowadza się szybko i sprawnie. Rozbudowany sektor usług prawnych, certyfikacyjnych i konsultingowych, a także sprawność sądów arbitrażowych zapewniają wysoki poziom bezpieczeństwa w prowadzeniu interesów - tłumaczy Wilk.

Tę drogę doradza ekspert banku HSBC. - Jest to pomysł wart rozważenia, choćby ze względu na to, iż Hongkong oferuje dużo bardziej rozwiniętą infrastrukturę i logistykę i łatwość robienia biznesu. Bardzo duża część hongkońskiego importu jest reeksportowana do Chin; jest to bardzo popularne w przypadku żywności - mówi bankowiec. - Ale największa przewaga Hongkongu tkwi w lokalnych biznesmenach, którzy bardzo swobodnie poruszają się w realiach chińskiej administracji i świata biznesu. Polskiemu eksporterowi będzie o wiele łatwiej robić interesy z partnerem z Hongkongu, bo ten z kolei lepiej zrozumie swoich chińskich partnerów - podkreśla Adrian Leung.

Nie każdą firmę stać na tak odważną decyzję. Dlatego zdaniem Macieja Wilka można stopniować trudności, oswajając się z nimi biorąc udział w targach.

- Pierwsze kroki na drodze do podboju chińskiego rynku najlepiej postawić na targach branżowych, bo kluczem do sukcesu jest znalezienie odpowiedniego partnera biznesowego. W ubiegłym roku organizowane przez HKTDC imprezy handlowe w Hongkongu odwiedziło ponad 2,5 tys. przedsiębiorców z Polski. Największym zainteresowaniem cieszyły się targi elektroniki, oświetlenia, zabawek i upominków. Na sierpniowych targach Food Expo w Hongkongu swoje produkty zaprezentowały aż 23 firmy z Polski - tłumaczy Wilk.

W teorii polskie firmy mogą wchodzić na chiński rynek. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że nie dostają one takiego wsparcia od rządu na tym rynku jak niemieckie od swojego. I wcale nie jest wytłumaczeniem, że Niemcy są wielkie i nie ma się co z nimi porównywać. Dość często wystarczy właściwe zdefiniowane celów w stosunku do swoich możliwości. Żaden polski rząd nigdy wcześniej ich nie zdefiniował. Czy obecna koncepcja zdobycia Chin się sprawdzi? Czas pokaże.

Jacek Strzelecki

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | rynki wschodzące | Ale | ten | eksport | China

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »