Reklama

CIA - agencja nierozumiejąca świata

Nie ma pewności, czy zapowiadana reforma CIA będzie dogłębna, ale zdecydowanie jest spóźniona.

Na początku marca br. szef CIA John Brennan, w otwartym liście do podległych pracowników, przedstawił wizję zmian w agencji (Our Agency's Blueprint for the Future - Plan agencji na przyszłość). Polskie media od razu i na wyrost okrzyknęły propozycję Brennana, jako dogłębną i nie mającą precedensu reformę. Na tego rodzaju zachwyty jest bowiem zdecydowanie za wcześnie, ale warto przy tej okazji więcej uwagi poświęcić kondycji amerykańskiego wywiadu w ogóle, a CIA w szczególności.

Reklama

CIA w odczuciu zwykłego zjadacza chleba jawi się jako organizacja potężna, a w świadomości polskiego obywatela wyryła wręcz wizerunek służby omnipotentnej. Jest to jednak tylko złudzenie biorące się z fikcji literackiej, a zwłaszcza ze sprawnie realizowanych hollywoodzkich filmów. Jak powiedział jeden z pracowników, agencja u szczytu swojego rozkwitu miała wspaniałą reputację i okropny dorobek. Mit o doskonałej i wszechmogącej CIA jest jej własnym dziełem, produktem reklamy i propagandy oraz wykuwanego od lat 50 przeświadczenia, że agencja może zmieniać świat.

CIA można zarzucić wiele błędów, nieprawości, morderstw politycznych, wspieranie krwawych dyktatur, oszukiwanie prezydentów czy stosowanie tortur (skąd my to znamy?). Tymczasem największy problem z CIA, jeszcze do niedawna niewątpliwym kreatorem globalnych stosunków międzynarodowych, polega na tym, iż agencja nigdy nie rozumiała i nie potrafiła opisywać świata, w którym funkcjonowała, a zwłaszcza tej części, która znajduje się poza półkulą zachodnią. O ile jeszcze w miarę sprawnie poruszała się w manichejskiej zimnowojennej rzeczywistości, o tyle upadek muru berlińskiego oznaczał już tylko jej zjazd po równi pochyłej. CIA, zdaniem Tima Weinera (autora książki "Dziedzictwo popiołów. Historia CIA"), okazała się niezdolna odnaleźć w wojnie, w której najpotężniejszą bronią stały się informacje i idee.

Problem CIA i całej amerykańskiej społeczności wywiadowczej to nie problem głodu informacji, ale także kwestia prawidłowej interpretacji, a więc ich zrozumienia. Mówiąc obrazowo: nie wystarczy mieć narzędzia do podsłuchiwania kanclerz A. Merkel (tu akurat NSA), ale trzeba mieć ludzi, którzy pojmą treść, zamiary i kontekst.

Niezrozumienie przez CIA "rozpracowywanego wywiadowczo" świata jest wypadkową wielu przyczyn. Skupmy się więc na najistotniejszych, które dotyczą całego wywiadu amerykańskiego.

Rozmyte, nieefektywne zarządzanie

Państwo demokratyczne z jego skomplikowanymi procedurami nie sprzyja sprawnemu kierowaniu wywiadem, a co najważniejsze nie gwarantuje utrzymania tajemnic. Zarządzanie wywiadem amerykańskim jest skomplikowane, często niezrozumiałe i rozmyte, a amerykańska społeczność wywiadowcza to 17 podmiotów, których koordynacja nastręcza ogromnych trudności, nie wspominając już o dzieleniu się informacją i jej sprawnym przepływie. Wydarzenia z 11 września 2001 roku są przykładem najbardziej tragicznej, choć jednej z wielu spektakularnych wpadek z tym związanych.

W okresie 68 lat istnienia agencji kierowało nią 26 szefów, co daje 2.7 roku na przeciętną kadencję. Podkreślmy, że w tym samym czasie Ameryką kierowało tylko 12 prezydentów, a więc tyleż samo administracji. Znawcom nie trzeba tłumaczyć, iż w przypadku wywiadu to wynik wołający o pomstę do nieba. Jeszcze gorzej ta statystyka wygląda po zimnej wojnie: przez 23 lata agencją kierowało 12 szefów. Gdy wziąć pod lupę okres po 2001 roku, gdzie CIA zupełnie się pogubiła stwierdzimy, iż przez 13 lat kierowało nią 9 szefów, co daje średnią na kadencję nieco powyżej 1,3 roku. To wymowny bałagan, a warto zaznaczyć - co również podnosi T. Weiner - że niemal wszyscy dyrektorzy agencji zostawiali ją w gorszym stanie niż zastali.

Według raportu komisji prezydenckiej z 2005 roku powołanej do oceny działań CIA w Iraku pod przewodnictwem sędziego Laurence`a Silbermana, dyrektor CIA kierował "rozdrobnioną, słabo zarządzaną i marnie skoordynowaną" mozaiką zespołów zajmujących się gromadzeniem danych i analizami wywiadowczymi.

Odrębną kwestią jest to, iż prezydenci często nie rozumieli zadań agencji lub wręcz ją lekceważyli. Po 11 września 2001 r. - według Weinera - stało się oczywiste, że Biały Dom, Pentagon i Departament Stanu nie interesują się już co ma do powiedzenia agencja. Prezydent Bush publicznie okazywał swoją niechęć do CIA po wpadce z bronią masowego rażenia.

W tym kontekście przekonuje ocena, że "niemal żaden prezydent, niemal żaden Kongres, i niemal żaden dyrektor centrali wywiadu od lat 60 XX wieku, nie potrafił pojąć mechanizmów rządzących CIA".

Słabość HUMINT - osobowych źródeł informacji

Skrzętnie skrywaną tajemnicą CIA było to, iż zawsze miała problem ze źródłami osobowymi. Raport komisji Silbermana był w tej kwestii bezlitosny. Według niego 50 lat mozolnej pracy operacyjnej w Związku Radzieckim, zaowocowało jedynie kilkoma ważnymi źródłami agenturalnymi, a jej zasadniczą skazą był "nędzny wywiad ze źródeł osobowych" i niezdolność do prowadzenia działań szpiegowskich. Agencja nigdy nie miała źródła osobowego na Kremlu, a agentów mających dostęp do ważnych radzickich informacji można było policzyć na palcach jednej ręki z tym, że żaden z nich nie został zwerbowany, a wszyscy zaoferowali ochotniczo swoje usługi CIA. Podobnie było z R. Kuklińskim, który był "tylko" sztabowcem, ale nawet jako taki uchodził za "najwyżej postawione źródło agencji za żelazną kurtyną". Ponure jest to, że większość poniosła śmierć za sprawą zdrady pracowników wydziału radzieckiego CIA.

Jeszcze gorzej było w okresie po zimnowojennym, a dobitnym tego przykładem jest poszukiwanie broni masowego rażenia w Iraku. Przywoływany wcześniej L. Silberman wysiłki agencji skomentował następująco: "gdyby armia amerykańska popełniła gdziekolwiek błąd tak wielki jak nasza wspólnota wywiadowcza, oczekiwalibyśmy zdegradowania generałów". Okazało się, iż początek konfliktu, który uczynił dzisiaj z Iraku państwo upadłe, wziął się z tego, iż CIA fałszywie zinterpretowała zdjęcia satelitarne i oparła się na jednym źródle, które w dodatku świadomie kłamało. Ponieważ w tajnych raportach źródło to funkcjonowało pod trzema różnymi kryptonimami, decydenci uwierzyli, iż dysponują informacją wieloźródłową. Uzbrojony w taką "wiedzę" Collin Powell wystąpił na forum Narodów Zjednoczonych i machina ruszyła, porywając przy tym gotowych na każdą wojenną awanturę Polaków.

W przypadku konfliktu na Ukrainie na usprawiedliwienie CIA trzeba zaznaczyć, iż przed jego wybuchem USA nie przykładały specjalnej wagi do działań wywiadowczych w tym rejonie, koncentrując swoje zasoby w Azji i na Bliskim Wschodzie. Ale to zaniedbanie jest dzisiaj wymowne. Wywiady amerykański i państw zachodnich nie mają agentów w terenie oraz ograniczone możliwości ich bezpiecznego umieszczenia. Opierają się jedynie na wysiłkach analityków, które nie są imponujące ze względu na skąpe dane wywiadowcze.

Kiedy konflikt rozlał się w Donbasie wywiady USA i państw zachodnich jeszcze bardziej pozostały w tyle. Osadzanie agentów w regionie kontrolowanym przez separatystów okazało się bardzo trudne, ponieważ żaden agent nie mógł mieć uwiarygodnionej legendy lub skutecznie ukryć tożsamości. Jak powiedział jeden z oficerów wywiadu brytyjskiego, to nie jest ten rodzaj otoczenia, w którym można umieścić agenta z solidnym "przykryciem".

Słabość pracy ze źródłami osobowymi to również rezultat nadmiernej wiary w możliwości nowoczesnych technologii, które niewątpliwie pomagają służbom wywiadowczym pozyskiwać informacje, ale jednocześnie ograniczają jej horyzonty, rodzą lekceważenie innych form pozyskiwania informacji, zwłaszcza ze źródeł osobowych. To również przypadłość CIA. Szpiegowskie satelity umożliwiały w okresie zimnej wojny przeliczenie radzieckiej broni, ale nie przekazały najważniejszej informacji: tego, że komunizm upada. Żaden satelita nie był w stanie namierzyć Osamy bin-Ladena, ponieważ ten nie posługiwał się tradycyjnymi, elektronicznymi środkami łączności. Dzisiaj Amerykanie dzięki technologiom znają doskonale marszruty rosyjskich wojsk na terytorium Ukrainy, ale nie przekażą decydentom tego, co siedzi w głowie decydentów na Kremlu.

Outsourcing wywiadowczy i rosnące wpływy korporacji

Przypadek E. Snowdena to wierzchołek współczesnej patologii w wywiadzie - rozbuchanego do niebotycznych rozmiarów outsourcingu. Do tego stopnia, iż są poważne wątpliwości czy służbami specjalnymi kieruje administracja prezydenta czy korporacyjna Ameryka. Te dwa światy bowiem wzajemnie się przenikają i świetnie uzupełniają.

W przypadku agencji wywiadowczych USA, została przekroczona pewna masa krytyczna, a panowanie korporacji jest tak wszechpotężne, iż istnieją obawy czy jest z tej sytuacji jakieś rozsądne wyjście. Według Biura Narodowego Wywiadu od wielu lat około 70% całego budżetu wywiadu było wydawanych na prywatnych kontraktorów. W całych Stanach Zjednoczonych jest zarejestrowanych około 2000 firm uprawiających prywatny wywiad w około 10 tys. lokalizacjach, zatrudniających setki tysięcy ludzi, z czego 265 tys. osób z poświadczeniem bezpieczeństwa do informacji o klauzuli "ściśle tajne". Dla porównania w 2006 roku ilość osób z prywatnego sektora z dopuszczeniem do tej klauzuli informacji wynosiła około 100 tys.

Praca operacyjna w terenie w poważnej części przeszła w ręce firm prywatnych lub wywiadowczych "najemników". Analityk bezpieczeństwa narodowego R.J. Hillhouse wskazywał w "Washington Post", że połowa pracowników wydziału tajnych operacji CIA to osoby będące na kontraktach i wywodzące się z takich firm jak Abraxas, Booz Allen Hamilton, Lockheed Martin i Raytheon. Dochodzi do tego, że "zewnętrzni" rekrutują szpiegów, tworzą fałszywe tożsamości i kontrolują ruchy oficerów etatowych CIA.

Co do zasady nie ma nic złego w pozyskiwaniu ekspertyz i wiedzy z sektora prywatnego. Przy dynamicznym rozwoju technologii zaangażowanie prywatnych firm w działania wywiadowcze jest nie tylko nieuniknione, ale również pożądane. Jednak outsourcing "puszczony na żywioł" jest większym problem niż korzyści z niego płynące. Rząd i Kongres USA będą miały poważny problem ze zmniejszeniem ogromnego wpływu sektora prywatnego na politykę bezpieczeństwa narodowego. Mamy bowiem do czynienia ze zjawiskiem, gdzie przysłowiowy ogon kręci psem.

Niezrozumienie świata

CIA była zaskakiwana wieloma wydarzeniami mającymi ogromne konsekwencje dla świata. Nie przewidziała np. irańskiej rewolucji, która wyniosła do władzy Chomeiniego. Ówczesny szef CIA admirał Turner przyznał, iż nie zrozumiano kim jest Chomeini i jakie poparcie ma jego ruch. Podobnie, agencję zaskoczył rozwój wypadków w Afganistanie w 1979 roku. Jeszcze na 3 dni przed inwazją analitycy uznali, że Rosjanie nie zamierzają zaatakować tego państwa.

Najbardziej spektakularna wpadka CIA to niewątpliwie jednak nieprzewidzenie upadku komunizmu. Kiedy ZSRR się rozpadał CIA donosiła, że radziecka gospodarka się rozwija. Analitycy brali oficjalne radzieckie statystyki za dobrą monetę, pomniejszali je o pewien procent i przekazywali dalej. CIA "dała się nabrać na radziecką wieś potiomkinowską".

Fasady brała za rzeczywistość. Upadek Związku Radzieckiego wywarł na agencję "podobny skutek jak uderzenie meteorytu na dinozaury" (Studies in Intelligence t. 49 nr 3, 2005).

Kiedy na przełomie XX i XXI wieku rozgorzała zacięta walka z terroryzmem, służby wywiadowcze USA, a zwłaszcza CIA, były nastawione na działania przeciwko armiom i państwom, natomiast nie przeciwko małym grupom i pojedynczym ludziom. W tragicznym 2001 roku CIA liczyła około 17 tysięcy pracowników, z czego olbrzymia większość siedziała za biurkami, a tylko około tysiąc agentów działało w terenie, około 400 koncentrowało swój wysiłek na Al-Kaidzie, ale polegało to głównie na wpatrywaniu się w monitory w Langley. 11 września 2001 r., nastąpił "drugi Pearl Harbor", któremu agencja nie zapobiegła mimo, że takie miała zadanie.

11 września 2001 r., to też swoista cezura w dziejach CIA. Agencja zaczęła przepoczwarzać się bowiem ze służby stricte wywiadowczej w rodzaj ogólnoświatowej żandarmerii, aresztując i wtrącając do więzień (w tym w Polsce) setki podejrzanych. W ciągu roku od zamachu na World Trade Center pracownicy CIA "rozpełzli" się po świecie, pojmali i uwięzili ponad 3 tysiące osób w ponad 100 krajach. Jednak spośród tych trzech tysięcy tylko 14 osób należało do kierowniczych kręgów Al-Kaidy i ich przybudówek. Te globalne policyjne łowy - jak przyznał G. Tenet, ówczesny szef CIA - ostatecznie zniweczyły działalność agencji.

Ostatnie wypadki na Ukrainie nie poprawiły notowań CIA. Przeciwnie - wywiad amerykański znalazł się ogniu krytyki. Część członków Kongresu domagała się postępowania w sprawie działań wywiadu dotyczących kryzysu, szczególnie na Krymie. CIA broniła się utrzymując, że systematycznie sygnalizowała złowrogie trendy w rosyjskiej polityce zagranicznej od prezydentury Putina w 2012 roku, a 26 lutego 2014 r. ostrzegała, że Krym jest punktem zapalnym konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Niektórzy członkowie Komitetu ds. Wywiadu Kongresu (House Intelligence Commitee) przyznali, iż interwencja znajdowała się na liście "wielu możliwości". Zanosi się jednak na dochodzenie w celu ustalenia czy jest to kwestia braku informacji wywiadu, czy problem z ich analizą. Pewne jest to, że bez solidnej wiedzy wywiadowczej polityka USA i państw zachodu wobec tego konfliktu była i pozostanie w dużej mierze niekonsekwentna i nieskuteczna.

Quo Vadis Agencjo?

Zapowiedź głębokiej reformy CIA, rzekomo największej od czasu jej powstania, budzi mieszane uczucia ekspertów. Z tego, co ujawniono opinii publicznej można wnosić, że o ile zapowiadane działania wydają się logiczne, bo niejako wymuszone rozwojem wydarzeń i postępem technologicznym, o tyle trudno na tym etapie mówić o przełomie, a tym bardziej rewolucji.

Uzasadniona wydaje się kolejność postawionych przez Brennana priorytetów: rozwój zasobów ludzkich, stawienie czoła rewolucji cyfrowej, usprawnienie organizacji i procesu decyzyjnego, konsolidacja sił i zasobów dla sprostania złożonym wyzwaniom. W pierwszej kolejności uporządkowany zostanie proces rekrutacji najbardziej utalentowanych kandydatów do służby, skupiony w jednym centrum rekrutacji. Szkolenie zaś, na wszystkich poziomach, będzie podporządkowane Uniwersytetowi CIA. Zarządzający nim kanclerz uzyska niezbędne kompetencje, aby decydować o formach, programach szkolenia i ścieżkach kształcenia w obrębie całej agencji. Może to oznaczać ograniczenie rozpanoszonego outsourcingu, bowiem CIA w znacznym stopniu rekrutację i szkolenie oddało w ręce firm prywatnych, nie zawsze panując nad "produktem finalnym".

Wyzwaniom rewolucji technologicznej ma sprostać nowy Departament Innowacji Cyfrowych, odpowiedzialny za obszar technologii cyfrowych w całej agencji, rozwój kadry eksperckiej oraz wytyczanie standardów w zmaganiach w sferze tej technologii.

Większe kompetencje ma otrzymać dyrektor zarządzający agencją, odpowiedzialny za codzienne funkcjonowanie agencji i stały nadzór nad "ładem korporacyjnym". Jednocześnie zmieni się struktura organizacyjna. Pozostaną dotychczasowe departamenty: logistycznego wsparcia operacji i naukowo-technologiczny. W miejsce departamentu tajnych operacji (dokładnie: narodowej tajnej służby National Clandestine Service) powstanie departament operacji, a departament wywiadu przekształci się w departament analiz. Trudno ocenić te zabiegi bez znajomości szczegółowych zadań i kompetencji poszczególnych struktur.

Nowym rozwiązaniem, koncentrującym siły i środki agencji, będzie utworzenie centrów operacyjnych, z których każde uzyska kompetencje operacyjne, analityczne, logistyczne, techniczne, cyfrowe i personalne, na czele z szefem w randze zastępcy (asystenta) dyrektora. Będą to wysoce samodzielne organizmy przygotowane do pełnokrwistych, kompleksowych operacji w obszarze swojej geograficznej lub funkcjonalnej odpowiedzialności. Ich sieć - liczba nie jest jeszcze przesądzona - ma oplatać cały świat. Czy są to zmiany rewolucyjne? - czas pokaże.

Przy okazji politycznych zakrętów, których CIA nie przewidziała lub ich istoty nie zrozumiała, wielokrotnie wieszczono jej rychły koniec. Ale póki co "pogłoski o śmierci agencji wydają się mocno przesadzone". Podobno kiedyś prezydent USA Dwight Eisenhower miał określić wywiad jako "niesmaczną, ale życiową konieczność". I tak jest w przypadku CIA, która co prawda nie potrafiła w przełomowych momentach wypełniać swojej funkcji wiodącej służby wywiadowczej Ameryki, ale jej likwidacja byłaby wielkim aktem oskarżenia kolejnych administracji w Waszyngtonie z ostatnich 70 lat oraz zakwestionowaniem wielu ich politycznych wyborów. Artykuł ten zaś, nie jest w gruncie rzeczy krytyką agencji. CIA była taka, jaka była amerykańska polityka i cała Ameryka.

Mec. Robert Nogacki, twórca i właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec oraz Advisor w Profesjonalny Wywiad Gospodarczy SKARBIEC Sp. z o.o.

Dr Marek Ciecierski, ekspert w firmie Profesjonalny Wywiad Gospodarczy SKARBIEC Sp. z o.o.

Dowiedz się więcej na temat: świat | była | świata | CIA | Ale

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »