Reklama

Co dalej z gospodarką? Dwie zagadki na ten rok

W tym roku czeka nas rachityczny wzrost gospodarki i wciąż wysoka, kilkunastoprocentowa inflacja. Kredytobiorcy o obniżkach stóp procentowych NBP nie mają co marzyć. Dopiero za rok mogą zacząć się pierwsze i ostrożne. Póki Bruksela nie powie jednoznacznie, że odblokuje pieniądze na KPO, nie ma co o nich nawet myśleć - prognozują analitycy BNP Paribas Bank Polska.

- Spodziewamy się co prawda rachitycznego, ale jednak wzrostu (gospodarki), gdzieś powyżej zera, 0,5 proc. (...) Można powiedzieć, że będzie to "miękkie lądowanie". To jest scenariusz bazowy, bardziej prawdopodobny niż inne - mówił na konferencji prasowej poświęconej prezentacji prognoz makroekonomicznych banku jego główny ekonomista Michał Dybuła. 

To nie znaczy, że polska gospodarka będzie cały czas rosła. W I kwartale analitycy BNP Paribas spodziewają się, że znajdzie się pod powierzchnią wody, ale wystawi głowę ponad taflę w dalszej części roku. Na przyszły rok spodziewają się skromnego odbicia wzrostu PKB do 3 proc. Do końca 2024 roku poziom PKB będzie pozostawał wciąż nieznacznie poniżej trendu z lat 2013-19.

Reklama

Analitycy BNP Paribas podkreślają, że dla takiej prognozy jest wiele ryzyk, gdyż sytuacja na świecie jest bardzo niepewna, niewiadomą jest przebieg wojny i jej wpływ na ceny paliw, surowców oraz na łańcuchy dostaw.

 Lepsza koniunktura za granicą, a zwłaszcza możliwe silniejsze odbicie gospodarki chińskiej w drugiej połowie roku może pomóc polskiemu PKB. Nie można wykluczyć, że rząd PiS przed wyborami parlamentarnymi w październiku poluzuje politykę fiskalną, choć "przestrzeń" dla ekscesów jest niewielka. Wynagrodzenia, napędzane ustawową podwyżką płacy minimalnej mogą także rosnąć szybciej.

Dlaczego może być gorzej od prognoz

 Ale są też ryzyka, że będzie gorzej. Przez siedem ostatnich lat polskie przedsiębiorstwa mało inwestują i nic nie zapowiada, że zwiększą inwestycje w tym roku, tym bardziej, że stopy procentowe nie zaczną spadać, a unijne fundusze wciąż są niepewne.

 Ubiegłoroczny wzrost "napompowały" kupowane przez firmy zapasy, a jeśli w łańcuchach dostaw nastąpi poprawa, firmy mogą zapasy zmniejszać. Paradoksalnie - poprawa w globalnej gospodarce może zaszkodzić naszej. Mimo, że na świecie widać pierwsze jaskółki dezinflacji, może się zdarzyć ponowny szok cenowy i zmusić banki centralne do silniejszych podwyżek stóp, co pogorszy globalną koniunkturę i zahamuje popyt np. na eksport z Polski.

Choć inflacja w Polsce osiągnie maksimum w lutym, a potem będzie się obniżać, w tym roku pozostanie na średniorocznym poziomie 13 proc., a w przyszłym spadnie do 8 proc. Do górnych widełek odchyleń od celu ma szansę wrócić dopiero w 2025 roku.

- Jeśli chodzi o inflację, dobrą wiadomością jest to, że przestała rosnąć (...) Od marca spodziewamy się istotnego ograniczenia presji inflacyjnej. Inflacja bazowa wciąż rośnie i pewnie przez kolejne kilka miesięcy będzie przyspieszać - powiedział Michał Dybuła.

 Za tegoroczną dezinflacją stać będą przede wszystkim czynniki zewnętrzne, w tym ceny surowców, które przełożą się na mniejszą presję na ceny towarów. Jednocześnie dynamika cen usług pozostanie wysoka m.in. ze względu na szybki wzrost płac, który w tym roku analitycy banku szacują na 13,5 proc.

"Ustawowe" podwyżki minimalnego wynagrodzenia - w styczniu i w lipcu, w sumie o blisko 20 proc. - spowodują właśnie ten silny wzrost płac, który utrzymywał będzie wysoka inflację.

Niewielki wzrost bezrobocia i silna konsumpcja

 Zgodnie z wszystkimi dotychczasowymi prognozami analitycy BNP Paribas nie spodziewają się także silnego wzrostu bezrobocia. Stopa bezrobocia może do końca roku zwiększyć się o 0,5-1 punktu procentowego. Sytuacja na rynku pracy będzie podtrzymywać koniunkturę i wpływać dodatnio na konsumpcję, ale z kolei utrzymywać na wysokim poziomie inflację.

- Pomimo spowolnienia, nawet gdyby miało być głębsze, nie spodziewamy się bardzo dramatycznego pogorszenia na rynku pracy (...) Zwalnianie pracowników jest ostatecznością jeśli chodzi o redukcję kosztów po stronie firm - mówił Michał Dybuła.  

Dlatego - zdaniem analityków BNP - nie ma co marzyć o obniżkach stóp procentowych w tym roku, choć takimi nadziejami łudził jeszcze jakiś czas temu kredytobiorców prezes NBP. Obniżki stóp i to bardzo ostrożne zaczną się dopiero w roku przyszłym. Prognozują, że główna stopa NBP zostanie obniżona w 2024 roku z 6,75 proc. obecnie do 5,5 proc.     

- Nie spodziewamy się ruchów po stronie stóp procentowych w tym roku. W roku przyszłym spodziewamy się łagodnego cyklu obniżek - powiedział Michał Dubuła.  

Finanse publiczne i KPO czyli dwie zagadki

Jedną z największych zagadek tegorocznych pozostanie sytuacja budżetu państwa oraz finansów publicznych. Tym bardziej, że jest to rok wyborczy. Choć analitycy BNP Paribas uważają, że sytuacja finansów publicznych jest lepsza niż wydawało się to jeszcze parę miesięcy temu i deficyt sektora (wraz z deficytem państwowych funduszy) nie przekroczy 150 mld zł, czyli ok. 4,5 proc. PKB, rząd raczej nie będzie miał z czego dosypywać swojemu elektoratowi przed wyborami. Powód? I tak zaplanował wielkie emisje długu, na który musi znaleźć chętnych.

Zdaniem analityków BNP Paribas prawdopodobna jest "tylko" waloryzacja 500+ do 700+, co będzie kosztowało dodatkowo ok. 16 mld zł i dodatkowe "naste" emerytury na ok. 12 mld zł. 

- Myślę, że lepsza koniunktura w roku ubiegłym i wyższa inflacja poprawił sytuację jeśli chodzi o politykę fiskalną. Punkt startowy jest lepszy. Nie spodziewamy się, że deficyt przekroczy 5 proc. PKB. Czynników ryzyka, które mogą się zmaterializować w najbliższych kwartałach, jest dużo - mówił Michał Dybuła.  

Podobnie dużą zagadką, jak stan finansów publicznych jest możliwość napływu środków z funduszu EU Next Generation na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Aktualnie rynek dyskontuje przełom w tej sprawie oraz opcję optymistyczną, że Komisja Europejska uzna realizację "kamieni milowych", a do Polski środki te zaczną płynąć. Analitycy BNP Paribas uważają, że nie należy się łudzić przedwcześnie i cierpliwie czekać, aż Bruksela powie w tej sprawie ostatnie słowo. Brak środków na KPO będzie jeszcze bardziej obniżał tempo wzrostu polskiej gospodarki i to nie tylko w tym roku, ale w perspektywie wielu lat.

 Jacek Ramotowski

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »