Co naprawdę dzieje się w polskich szkołach? "Edukacja nie lubi politycznych rewolucji"

Nadszedł czas na prawdziwą diagnozę tego, co się stało w polskiej edukacji - mówi Interii Tomasz Gajderowicz z Fundacji Evidence Institute i Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatnie wyniki badań PISA pokazały, że straty edukacyjne są takie, jakby 15-latkowie przez ponad rok nie chodzili do szkoły. Luka w edukacji będzie skutkować stratami w wynagrodzeniach słabiej wykształconych pracowników, które można szacować na ok. 7 proc. PKB.

Jacek Ramotowski, Interia: Ostatnio ogłoszone wyniki badan PISA pokazały, że w polskiej edukacji nastąpił zjazd w dół. Duży?

Tomasz Gajderowicz: - Dramatyczny.

Jak bardzo?

- Taki, jakby nasi 15-latkowie przez rok - dwa lata w ogóle nie zajrzeli do szkoły. Jeśli zrobilibyśmy ekstrapolację trendów, polegającą na tym, że edukacja w Polsce jest w rosnącym trendzie, to okazuje się, że straciliśmy prawie 30 punktów na skali OECD, względem tego, ile mieć powinniśmy. Przekładając to na rzeczywistość, oznacza między rokiem a dwoma latami straty w edukacji.

Reklama

-  W poprzednich badaniach z 2018 roku byliśmy jeszcze prymusami.

-  Polska w ciągu ostatnich 20 lat zrobiła gigantyczny skok w wymiarze edukacji. Do 2018 roku szliśmy cały czas do góry sięgając ścisłej czołówki. W ostatnim badaniu PISA Polska edukacja odnotowała spadek do poziomu sprzed 20 lat.

Średnia dla krajów OECD też spadła. Powodem jest pandemia, lockdowny?

- Wyniki edukacji w wielu krajach spadły. Średnio - też spadły. Ale u nas spadły znacznie bardziej. Polska, która w rankingach znajdowała się w pierwszej piątce, szóstce lub trójce najlepszych krajów, osunęła się w rejony średniaków. Jeśli popatrzymy na trendy, edukacja w Polsce poprawiała się wcześniej o 5-6 punktów w skali OECD między kolejnymi edycjami badania - były to stabilne i silne wzrosty. Tym razem spadliśmy o ponad 20 punktów. Tłumaczenie, że wszędzie wyniki testów PISA spadły, jest jedynie mydleniem oczu. Nadszedł czas na prawdziwą diagnozę edukacji. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Badanie PISA. Spadły wyniki polskich uczniów

To jaka jest ta diagnoza?

- To fakt, że w czasie pandemii szkoły w Polsce były zamknięte na jeden z najdłuższych okresów w Europie. To na pewno wpłynęło na spadek wyników. A drugą przyczyną było wszystko to co zadziało się w polskiej edukacji: zmiany strukturalne i psucie edukacji przez decyzje polityków. Reforma została wprowadzona wbrew jakimkolwiek dowodom płynącym z badań naukowych, m.in. skróciła okres wspólnej edukacji ogólnokształcącej dla wszystkich o rok. Wcześniej ten okres kończył się po trzeciej klasie gimnazjum, a obecnie po ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy następuje selekcja pomiędzy licea, technika, szkoły branżowe. Z badań, które prowadziliśmy w Warszawie w 2021 i 2022 roku wynika, że stratę edukacyjną można przypisać w połowie efektom pandemii, a w połowie tzw. reformie oświaty i okolicznym wydarzeniom.

Dlaczego 15-letni uczniowie w 3 klasie gimnazjum byli lepsi niż uczniowie w dzisiejszej edukacji ponadpodstawowej?

- Poza luką edukacyjną - także ze względu na moment w jakim byli badani - w starym systemie uczniowie byli w pewnego rodzaju pędzie, żeby napisać dobrze egzamin gimnazjalny, który decyduje o ich przyszłości. Wszyscy byli objęci jednym wspólnym wysiłkiem edukacyjnym. Teraz natomiast rozdzielenie uczniów pomiędzy szkoły ogólnokształcące i branżowe, które mają niestety nie zawsze dobrą sławę, grupujące uczniów względem ich wyników, następuje o rok wcześniej niż w poprzednim systemie. Z badań wiemy, że grupowanie lepszych z lepszymi, a słabszych ze słabszymi nie jest dobre dla postępów edukacyjnych, powoduje wzrost nierówności i powala dość łatwo wypaść z sytemu edukacji. 

Nowy rząd ma się z czym mierzyć?

- Nie zazdroszczę wyzwaniu, przed którym stanęła nowa pani ministra edukacji Barbara Nowacka. To jest gigantyczne wyzwanie, które stoi przed edukacją, bo jesteśmy po latach psucia jej w różnych aspektach. Badania ujawniają też, że edukacja jest w dramatycznej sytuacji jeśli chodzi o samopoczucie i motywację nauczycieli i o poczucie przynależności uczniów do szkoły. W zakresie dobrostanu uczniów zaszły bardzo złe zmiany. Polską szkołę zepsuło głębokie niedofinansowanie, spadek prestiżu zawodu nauczyciela i spadek warunków finansowych wykonywania zawodu nauczyciela.

Co z tego jest najważniejsze?

 - Najważniejsze jest dowartościowanie tego, od czego szkoła najbardziej zależy i najcenniejszego zasobu naszej szkoły, czyli nauczycieli. Dowartościowanie, przywrócenie prestiżu zawodowego ma ogromne znaczenie dla jakości edukacji i możliwości jej rozwoju. Pozostałe wyzwania można adresować dopiero gdy zaspokojone są podstawowe potrzeby. Ministra będzie mierzyła się z rozmaitymi pomysłami, jak zmieniać edukację, które niestety nie zawsze są oparte na tym, co wynika z badań. Słyszymy np. postulat, by zlikwidować prace domowe, i uważam, że nie ma nic gorszego niż opieranie reformy oświaty na tego typu radykalnych i nieprzemyślanych postulatach. Badania mówią o tym, jakie powinny być prace domowe, jak one powinny być zadawane, by były skuteczne, ale nie stresujące. Z literatury wiemy też jak dbać o atmosferę w szkole, jak dbać o poczucie przynależności i - w końcu - jakie metody stosować, by uczenie było skuteczne. Trzeba patrzeć na badania eksperymentalne i zmieniać edukację tak, jak to się robi tam, gdzie się ona znacząco poprawia w ostatnich latach, jak np. w Wielkiej Brytanii czy w Singapurze.

To co robić konkretnie?    

- Badania naukowe pokazują też, że na dobrostan i motywację uczniów najlepiej wpływa to, że są skutecznie nauczani. Jeśli chcemy mieć zmotywowanych uczniów, lepiej czujących się w szkole, to muszą widzieć, że robią postępy. Muszą czuć sukces, że potrafią, że są sprawni. Droga do zmotywowania uczniów wiedzie zatem przez skuteczne nauczanie. Tymczasem nauczanie jest okraszone niestety ciągłym ocenianiem uczniów. Testy, quizy i przepytywania nie powinny służyć głównie do oceniania.

- W obszarze dobrostanu uczniów na pewno trzeba zreformować przytłoczenie kognitywne i zmęczenie uczniów - gdy uczniowie siedzą przed ścianą płaczu i nie są w stanie sobie poradzić z ogromem pracy, jest to bez sensu. Trzeba po prostu nauczyć nauczycieli zadawać mądre, krótkie, powtarzające zadania, które uczniowie są w stanie samodzielnie i szybko zrobić.

Nauczanie to znajomość konkretnych technik?

- Znajomość, ale i autonomia w ich stosowaniu. Podstawą jednak powinny być pryncypia psychologii kognitywnej. Przykładowo nauczyciele powinni kierować się tym, że uczymy się najwięcej gdy próbujemy sobie coś przypomnieć. Poza tym ważne jest umiejętne rozłożenie materiału w czasie, a nie uczenie blokowe, i przeplatanie go tak, żeby wracać do materiału i cały czas go odświeżać. To wynika wprost z naszej wiedzy o tym, jak funkcjonuje mózg. Jak to robić? Jest całe instrumentarium tych metod! Większość z nich to nie są nowoczesne rozwiązania, na których ktoś robi wielomilionowe biznesy, lecz narzędzia, które nauczyciele mogą po prostu stosować, o ile je będą znali. Nikt zatem nie zarabia na ich wprowadzaniu, zatem też nikt nie wydaje pieniędzy na ich marketing.

Nauczyciele znają je, czy muszą się ich najpierw nauczyć?

- Sposób kształcenia nauczycieli i ich doskonalenia zawodowego na pewno trzeba zmienić. W ostatnich latach miliony złotych zostały wydane na szkolenia nauczycieli także z rzeczy, które są kompletnymi bzdurami. Nadszedł czas na to, żeby szkolenia nauczycieli były najwyższej jakości w oparciu o badania naukowe.

Jesteśmy świadkami inwazji sztucznej inteligencji. Na szkołę też?

- To przede wszystkim ogromne wyzwanie. Trzeba nauczać uczniów nowych kompetencji, korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji do tego, żeby się rozwijać, a nie przestać się rozwijać i przestać myśleć. Widzę to jednak głównie jako szansę, także dla nauczycieli.

Radziłby pan przywrócić gimnazja?

- Gimnazja nie powinny być likwidowane, natomiast robienie w edukacji tak drastycznych i gwałtownych zmian w dwie strony w ciągu kilku zaledwie lat mogłoby spowodować jeszcze większą szkodę. Nie ma powrotu do dawnego systemu, nawet jeśli był on lepszy. Edukacja nie lubi politycznych rewolucji, lubi doskonalenie, na które nie spada ciągłe tsunami.

Mówi pan, że strata edukacyjna była "dramatyczna". Ale czy potrafimy tę stratę jakoś zmierzyć?

- Straty edukacyjne, które ujawniły badania PISA, wprost przekładają się na produktywność pracy a to rzutuje na straty wzrostu PKB skumulowanego w najbliższych latach. W tym sensie edukacja naprawdę przesądza o przyszłości Polski, a dbanie o jej jakość to kwestia nowoczesnego patriotyzmu i największe wyzwanie naszych czasów.

Połowę strat zawdzięczmy pandemii, połowę rządom PiS. To w sumie - ile?

- Są oszacowania, jak punkty PISA przekładają się na wzrost gospodarczy. Te wyniki są zatrważające. Pokazują, że strata edukacyjna, którą obserwujemy, może w przyszłości spowodować stratę rocznego wzrostu PKB o mniej więcej 0,3-0,5 punktu proc. oraz skumulowaną stratę wynagrodzeń przyszłych pracowników równą nawet 7 proc. polskiego PKB. Ta strata powstaje na wskutek utraty produktywności na rynku pracy.

Rozmawiał: Jacek Ramotowski

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: edukacja | szkolnictwo | reforma edukacji
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »