Reklama

Coraz więcej śmigłowców

O pionierskich czasach śmigłowców, lotniczym biznesie i jakości produkcji w Mielcu - w rozmowie Katarzyny Walterskiej z Sergeiem Sikorskym, ambasadorem firmy Sikorsky Aircraft.

Jakie były pana pierwsze kroki w lotnictwie i jak pan wspomina pierwsze loty z ojcem?

Reklama

- Brałem lekcje pilotażu na zwykłym samolocie stałopłatowym i pamiętam, jak instruktor uczył mnie, żebym utrzymywał dostateczną prędkość lotu, bo inaczej spadnę. Kiedy po raz pierwszy wzniosłem się na pokładzie śmigłowca z moim ojcem, który doprowadził go do zawisu w miejscu, pomyślałem sobie - ten człowiek łamie wszystkie zasady lotnictwa. Mamy przecież zerową prędkość.

Jak przebiegało pana życie zawodowe i dlaczego zdecydował się pan kontynuować dzieło ojca?

- Od młodzieńczych lat byłem pod wielkim wpływem mojego ojca. Możliwość obcowania z nim każdego dnia i obserwowania go w pracy, sprawiła, że nie byłem w stanie wyobrazić sobie pracy niezwiązanej z jego działalnością.

- Podobnie jak w przypadku mojego ojca, maszyny latające szybko stały się moim całym życiem.

- Pracowałem w zakładach Sikorsky Aircraft w latach 1942-43, następnie wstąpiłem do służby wojskowej, bo trwała przecież II wojna światowa. W 1950 r. wróciłem do pracy, ale zostałem zagranicznym przedstawicielem handlowym.

- Reprezentowałem firmę w Japonii, Niemczech, Włoszech i Francji aż do roku 1975. Na początku sprzedawałem śmigłowce, a potem je budowałem.

Jaki był pana osobisty wkład w konstrukcje śmigłowców? Znalazłam informację, że to dzięki panu rozpoczęła się era wciągników w helikopterach ratowniczych.

- Każdego dnia miałem okazję obserwować, jak pracuje mój ojciec. Oczywiście próbowałem mu pomóc, jak tylko mogłem. Również podczas mojej profesjonalnej kariery pracowałem nad rozwojem wielu różnych elementów helikopterów ratunkowych. Miałem duże szczęście, że żyłem w czasach, kiedy właściwie powstawały pierwsze helikoptery.

- Fakt, że miałem szansę przyczynić się do stworzenia maszyn, które służyły w misjach ratunkowych, ma dla mnie ogromne znaczenie.

Czy pan i pana ojciec spodziewaliście się, że śmigłowce będą wykorzystywane jako sprzęt ratujący życie. Bardzo dużo modeli lata w służbach ratowniczych.

- To było jedno ze wstępnych założeń mojego ojca. Śmigłowce mogą dotrzeć tam, gdzie inne służby ratownicze mają problem. Ojciec zawsze powtarzał, że śmigłowiec sprawdził się jako sprzęt do ratowania ludzkich istnień.

W jaki kierunku, pana zdaniem, będzie się rozwijała technika śmigłowcowa? Coraz więcej mówi się o bezzałogowych maszynach bojowych, nad którymi pracuje też Sikorsky Aircraft, ale i wiele innych firm.

- Jedno nie ulega wątpliwości, przed śmigłowcami jest bardzo dobra przyszłość.

- Chodzi mi o zastosowania zarówno wojskowe, jak i cywilne. W marynarce wojennej USA służy teraz więcej pilotów śmigłowców niż pilotów samolotów stałopłatowych. W Europie wiele państw nie ma swoich lotniskowców; już teraz marynarka wojenna wykorzystuje korwety, na pokładzie których bazują śmigłowce.

A przyszłość maszyn bezzałogowych?

- To jeden z kierunków rozwoju śmigłowców. Zwłaszcza miniaturowych, których wirnik nośny ma średnicę metra. Takie śmigłowce są wyposażone w kamerę telewizyjną, mikrofon, nadajnik, czyli środki rozpoznania z powietrza. Naturalnie w miarę postępu technologicznego i miniaturyzacji będzie ich coraz więcej.

Czy może pan zdradzić, kiedy Sikorsky Aircraft wyprodukuje pierwsze takie maszyny?

- Mniej więcej dwa lata temu zaczęliśmy doświadczenia z bezzałogowym śmigłowcem. Myślę, że już za rok będzie można powiedzieć o tym coś więcej.

Większość śmigłowców wykorzystywana jest w wojsku. Czy, pana zdaniem, cięcia budżetów dla armii, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie, wpłyną na rozwój tej gałęzi przemysłu?

- Absolutnie tak, ale pozostaję optymistą. Na pewno więcej śmigłowców będzie budowanych na potrzeby cywilne. Spodziewam się nawet pewnego rodzaju odrodzenia w dziedzinie zastosowania śmigłowców do celów cywilnych. Na przykład w komunikacji z przybrzeżnymi platformami wydobywczymi. Stany Zjednoczone są zainteresowane ogromnymi złożami ropy na Alasce i przy jej wybrzeżu.

- Podobnie jak Rosja zainteresowana jest złożami gazu ziemnego pod morzem Barentsa. To są nowe zastosowania dla śmigłowców i zadania, z którymi tylko śmigłowce mogą sobie poradzić.

Jak pan sobie wyobraża helikopter przyszłości? W jakim kierunku będzie się rozwijać Sikorsky Aircraft?

- Widzę dwie drogi rozwoju przyszłych śmigłowców. Pierwsza będzie dotyczyła śmigłowców małej i średniej wielkości, które będą jednak latały szybciej niż dotychczas. Mamy taki doświadczalny śmigłowiec, który nazywa się X-2. Pierwszy egzemplarz osiągnął prędkość ponad 460 km/h w 2010 roku.

- Budujemy obecnie dwa razy większy prototyp tej maszyny. Innym kierunkiem rozwoju będzie śmigłowiec o dużym udźwigu. Taka maszyna - helikopter CH-53K - jest opracowywana w Sikorsky Aircraft na zamówienie amerykańskiej piechoty morskiej.

Dlaczego Sikorsky Aircraft zdecydowała się na inwestycje w Polsce i czy Polacy potrafią budować śmigłowce?

- Stało się tak, ponieważ odnieśliśmy duży rynkowy sukces z naszym śmigłowcem Black Hawk i zabrakło nam mocy produkcyjnej, a więc poszukiwaliśmy zakładu, w którym moglibyśmy wytwarzać maszyny. Najlepszymi kwalifikacjami do produkcji naszego śmigłowca dysponuje właśnie PZL Mielce.

- Poza tym w Polsce już kiedyś produkowano wiele znakomitych samolotów.

- Powstawały one jeszcze przed II wojną światową, myślę więc, że w Polsce można produkować Black Hawka. Mogę powiedzieć zupełnie szczerze, dokładnie przyjrzeliśmy się, jak w Mielcu przeprowadza się ich ostateczny montaż. Jakość jest doskonała. Tak samo dobra lub nawet lepsza od tej, której Sikorsky Aircraft wymaga przy produkcji śmigłowców.

Na ile Black Hawk jest polskim śmigłowcem?

- Bardzo wiele jego elementów pochodzi z Polski. W Polsce produkowana jest sekcja ogonowa. Właściwie kabina także jest w 100 proc. polska. PZL Mielec przejął już produkcję znacznej liczby części do Black Hawka.

Sergei Sikorsky - syn Igora Sikorsky'ego - pioniera lotnictwa, założyciela Sikorsky Aircraft, honorowy ambasador firmy, wcześniej wiceprezes ds. projektów specjalnych Sikorsky Aircraft. Urodzony w 1925 r. w Nowym Jorku. Dorastał w Connecticut, obserwując ojca Igora, pioniera lotnictwa i założyciela firmy Sikorsky Aircraft, pracującego nad swoimi legendarnymi samolotami pasażerskimi Clipper dla linii lotniczych Pan American. W trakcie II wojny światowej służył w dywizjonie Straży Wybrzeża, gdzie doskonalił helikoptery wojskowe. Uczestniczył również w pierwszych helikopterowych akcjach poszukiwawczych i ratowniczych. Po roku 1945 studiował we Włoszech. Po zakończeniu nauki w 1951 r. trafił do United Aircraft (obecnie UTC). W firmie pracował przez 40 lat, zajmując się zarówno procesami produkcyjnymi, jak i działaniami z obszaru marketingu.

Katarzyna Walterska

Dowiedz się więcej na temat: przemysł lotniczy | śmigłowce | Nowy Przemysł | Sikorsky

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »