Reklama

Czas na program dla górnictwa

Wybory na prezydenta już za kilka dni. Jest szansa, że po głosowaniu politycy wrócą do rozmów o górnictwie, które z oczywistych względów w trakcie kampanii prezydenckiej były dla nich niewygodne. Rzecznik resortu aktywów państwowych zapewnia, że plan dla górnictwa zostanie zaprezentowany niebawem.

Problemów w sektorze nie brakuje. Koronawirus zbiera swoje żniwo wśród pracowników kopalń, kondycja finansowa zakładów jest trudna, zalegają zwały niesprzedanego węgla. A do tego jest jasno sprecyzowana europejska polityka klimatyczna ukierunkowana na zielony ład, co oznacza konieczność transformacji.

Reklama

Do 30 czerwca resort aktywów państwowych miał przedstawić plan funkcjonowania górnictwa, obejmujący rozwiązania organizacyjne i legislacyjne, który ma służyć poprawie sytuacji ekonomicznej sektora. Mówił o tym w pierwszej połowie maja wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Oceniał, że prace są "dalece zaawansowane". Zapowiadał, że przedstawione zostaną przy okazji bardzo dokładne wyliczenia finansowe. Plan do tej pory nie został jednak zaprezentowany.

Publikacja planu niebawem

Karol Manys, rzecznik prasowy Ministerstwa Aktywów Państwowych, podkreśla, że data publikacji rozwiązań dla górnictwa węgla kamiennego była określona orientacyjnie.

- Prace nad dokumentem cały czas trwają, ale działania restrukturyzacyjne toczą się w kopalniach już od jakiegoś czasu. Myślę, że do publikacji dojdzie niebawem, natomiast nie potrafię wskazać konkretnego terminu - mówi Interii. - Na pewno jak tylko plan będzie gotowy, nie będziemy zwlekać i będziemy o tym informować - wyjaśnia Manys.

Dodaje, że sytuacja w branży była trudna jeszcze przed wybuchem epidemii, a koronowirus tego nie poprawił i dodatkowo dołożył sporo problemów. - Osoby, które pracują nad tymi rozwiązaniami muszą więc wziąć pod uwagę również wiele uwarunkowań wynikających z wpływu epidemii na górnictwo - zauważa.

I deklaruje, że resort jest zdeterminowany, by sytuację ustabilizować i wyprowadzić na prostą. - Priorytetem jest ochrona miejsc pracy. Warto przy tym zaznaczyć, że działania restrukturyzacyjne podejmuje również zarząd PGG. One są również powiązane z planem - mówi.

Wyzwań nie brakuje

W maju produkcja węgla kamiennego w Polsce spadła w porównaniu z majem ubiegłego roku o prawie 40 proc., do 3,2 mln ton. Na przestrzeni pięciu miesięcy tego roku zmniejszyła się rok do roku o 13,4 proc., do 22,7 mln ton. Mimo spadku wydobycia, wciąż na wysokim poziomie utrzymuje się stan zapasów węgla kamiennego. W końcówce zeszłego roku oscylował on wokół 5 mln ton, ale od początku roku zapasy się zwiększały. W styczniu wynosiły 6,35 mln ton, w lutym 7,1 mln ton, w marcu blisko 7,6 mln ton, w kwietniu 7,75 mln ton, a w maju 7,45 mln ton.

W dodatku surowiec wciąż tanieje. W pierwszym kwartale 2020 roku średnia cena węgla CIF ARA wynosiła 48,9 dol. za tonę, co oznacza spadek aż o 34,3 proc. rok do roku i o nieco ponad 14 proc. kwartał do kwartału. W tym czasie średnia cena węgla energetycznego na rynku krajowym wyniosła 282,5 zł za tonę.

W pierwszych trzech miesiącach sprzedaż węgla energetycznego w Polsce wyniosła 9,2 mln ton, przy czym z importu pochodziło 2,2 mln ton surowca.

Sytuacja polskich kopalń nie jest łatwa. Mamy wysoki koszt wydobycia ze względu na geologię. Wydobywamy węgiel z pokładów położonych około kilometr w głąb ziemi. Trudno nam konkurować z kopalniami, w których węgiel leży w połowie tej głębokości czy nawet wydobywany jest w kopalniach odkrywkowych, jak w Australii. Poza wysokimi kosztami produkcji problemem są koszty uprawnień do emisji CO2. Handel emisjami jest dotkliwy nie tylko dla energetyki i ciepłownictwa. Obejmuje też inne branże, w tym hutnictwo, produkcję cementu, szkła.

Do tego, jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny, wraz z wyczerpującymi się zasobami łatwo dostępnego surowca krajowe górnictwo dostarcza na rynek węgiel o gorszych parametrach: wyższym udziale siarki, popiołu, chloro- i fluorowodoru oraz metali ciężkich, w szczególności rtęci. A to przekłada się na wyższą emisyjność paliwa.

Wirus zaatakował górników

Na domiar złego pracę kopalń sparaliżowała dodatkowo pandemia koronawirusa. Okazało się, że stały się one ogniskami koronawirusa. Wirus wymusił przerwy w wydobyciu węgla w Polsce, ale również w innych krajach, w tym w USA, RPA, Kolumbii, Chinach, Kanadzie, Australii, Czechach i na Ukrainie.

Górnicy często pracują w ciasnych, wilgotnych przestrzeniach, dzielą się narzędziami, wszystko to sprawia, że są mocno narażeni na zarażenie. Problem nasila się w kopalniach, które nie spełniają surowych norm bezpieczeństwa i wentylacji, w tym w małych, nieuregulowanych zakładach wydobywczych wciąż działających w wielu krajach.

W Polsce górnicy i ich rodziny stanowią około 16 proc. wszystkich przypadków COVID-19 w kraju. Łączna liczba zakażonych SARS-CoV-2 w śląskich kopalniach wyniosła do tej pory 6494.    

W czerwcu władze zdecydowały o zamknięciu na trzy tygodnie kopalń Polskiej Grupy Górniczej. Wywołało to poruszenie wśród górników, którzy obawiali się, że najmniej rentowne zakłady nie zostaną ponownie otwarte. Od ostatniego poniedziałku jednak kopalnie ponownie przystąpiły do pracy.

Przyszłość ma kolor zielony

Ale to nie koniec wyzwań. Odwrót od węgla jest jednym z założeń polityki klimatycznej Unii Europejskiej, która do 2050 roku zamierza osiągnąć neutralność klimatyczną. I wszystko wskazuje, że atak azjatyckiego wirusa w tym nie przeszkodzi, co więcej - kryzys związany z pandemią może nawet przyspieszyć ten proces.

Zgodnie z deklaracjami przywódców unijnych, inwestycje związane z czystą energią mają stać się kołem zamachowym dotkniętej spowolnieniem gospodarki. To na nie sporej części mają trafić środki w ramach instrumentu na rzecz odbudowy gospodarczej krajów unijnych o wartości 750 mld euro (ponad 500 mld euro ma być w formie bezzwrotnej pomocy, a 250 mld euro w formie niskooprocentowanych pożyczek). Zwiększono też pięciokrotnie, do 40 mld euro, fundusz sprawiedliwej transformacji, przeznaczony dla regionów odchodzących od węgla.

Transformacja energetyczna jest koniecznością, tym bardziej, że brudnej energii nie chcą finansować instytucje finansowe. Ten trend, od dawna widoczny w największych zagranicznych bankach, dotarł już również do Polski. Widać to było na przykładzie projektu budowy bloku węglowego w Ostrołęce, na który inwestorzy nie mogli pozyskać odpowiednich środków.

W połowie czerwca wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin sygnalizował, że możliwe jest wydzielenie aktywów węglowych z grup energetycznych. - Pracujemy nad takim projektem - on daje szansę z jednej strony na utrzymanie aktywów węglowych korzystając z takich źródeł finansowania jak rynek mocy, a z drugiej strony da wielkie szanse rozwojowe tej części energetyki, która sięga po nowe źródła energii - mówił.

Zapewniał, że to musi być program na kilka dziesięcioleci, jak podkreślał, elektrownie węglowe będą funkcjonowały "jeszcze przez wiele lat". Zastrzegł, że prace nad koncepcją wydzielenia aktywów będą trwały długo, prawdopodobnie wiele miesięcy, bo to skomplikowany proces.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »