Czas oszczędzania i zakręcania kurków

​Embargo na rosyjskie surowce miałoby większy sens, gdyby objęło całą Unię, bo inaczej kraje, które do niego nie przystąpią, będą w korzystniejszej sytuacji - mówi Magdalena Maj, kierownik zespołu klimatu i energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Grzegorz Kowalczyk: Co jest dzisiaj największą barierą w uniezależnianiu się Unii Europejskiej od rosyjskich surowców energetycznych? Na ile jest to kwestia woli politycznej, a na ile faktycznej niemożności i braku realnej alternatywy?

Magdalena Maj, kierownik zespołu klimatu i energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym: Jedna czwarta zużywanego w Unii Europejskiej gazu jest przeznaczana na produkcję energii elektrycznej. To oznacza, że gdybyśmy odcięli dostawy z Rosji, a więc prawie połowę całego importu surowca, to okazałoby się, że jest problem z wyprodukowaniem wystarczającej ilości energii elektrycznej. O ile Polska nie importuje z Rosji węgla do produkcji energii elektrycznej, o tyle Unia w tym celu trochę go sprowadza. Może więc być problem z ograniczeniem przez UE importu obydwu tych surowców jednocześnie.

Reklama

- U nas większym problemem jest natomiast ciepłownictwo i ogrzewnictwo oparte właśnie na węglu, a wydaje mi się, że Polska nie jest w stanie szybko zwiększyć wydobycia węgla kamiennego, który mógłby służyć do ogrzewania mieszkań. W większym stopniu na węglu możemy oprzeć natomiast czasowo swoją produkcję energii elektrycznej. Już w zeszłym roku kiedy znacząco wzrosły ceny gazu, w Polsce zwiększyła się produkcja prądu z węgla i staliśmy się jej eksporterem netto pierwszy raz od lat. Jednak jest to sytuacja przejściowa, stały trend jest taki, że energia elektryczna z węgla jest nieopłacalna.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Czy Europa ma infrastrukturę, dzięki której można by zmienić kierunki dostaw?

- Mamy w całej Unii duże możliwości przyjęcia LNG, nawet dwa razy większe niż wykorzystujemy. Ale nie mamy dobrych połączeń między krajami. Największe możliwości ma Półwysep Iberyjski, przede wszystkim Hiszpania, ale nie ma dobrych połączeń z Francją, żeby surowiec przesłać dalej. Były plany połączenia MidCat, ale ostatecznie upadły, decyzją władz francuskich, które uznały wówczas, że jest to rozwiązanie nieopłacalne. Wznowienie projektu wymaga czasu. Słabo połączona z sąsiednimi krajami jest też Finlandia, importująca większość gazu z Rosji.

Czy to znaczy, że nie ma szans na szybkie odcięcie się Europy od importu ze Wschodu i odcięcie Moskwy od finansowania?

- Technicznie i analitycznie patrząc na sprawę jest to możliwe, co nie oznacza, że nie będzie w związku z tym trudności. Tak wynika z analiz, które sami przeprowadziliśmy w PIE w oparciu o własne wyliczenia i opracowania innych ośrodków badawczych. To, czy zrezygnujemy z rosyjskich surowców czy nie, jest więc raczej kwestią woli politycznej, ale zależy też od efektów negocjacji z potencjalnymi partnerami, od których dostawy miałyby zaspokoić potrzeby europejskich odbiorców. Najtrudniejsze jest to w przypadku ropy.

Z jednego z waszych raportów wynika, że Unia może też mieć problemy z zaopatrzeniem w paliwa...

- Dałoby się to zrobić, choć trzeba liczyć się z trudnościami. I Polska, i Unia importują bardzo dużo diesla. Europejskie rafinerie nastawione są na wytwarzanie benzyny silnikowej, natomiast Rosja produkuje więcej oleju napędowego oraz olejów silnikowych niż sama potrzebuje.

- Do Polski importujemy też dużo LPG z Rosji, bo to oprócz produktu rafinacji ropy, także produkt powstający w wyniku naturalnych procesów w złożach gazu ziemnego i ropy naftowej.

- Będzie problem, bo trudno nam będzie się bardzo szybko przestawić na inne kierunki w przypadku paliw. Diesel importujemy drogą morską, natomiast LPG cysternami, głównie koleją i niełatwo będzie się przeorientować na dostawy np. ze Stanów Zjednoczonych czy krajów Bliskiego Wschodu.

- Polska ma za to duże możliwości zwiększenia odbioru w Naftoporcie ropy dostarczanej drogą morską. Otwarta zostaje kwestia, skąd miałby pochodzić surowiec. Kierunków potencjalnie jest kilka, ale najwięcej możliwości stwarzają kraje OPEC.

Nie tylko my chcemy się odcinać od rosyjskich dostaw. Pamiętamy o doświadczeniach z kryzysu paliwowego, gdy zamówienia z Azji zdominowały przez długi czas rynek LNG. Teraz wiele krajów ustawi się w kolejce do dostawców z Zatoki Perskiej, czy nie grozi nam, że surowca po prostu dla nas zabraknie?

- Nawet jeśli Europa przestanie kupować rosyjską ropę, to ona przecież nie zniknie całkowicie z globalnego rynku. Mogą po nią sięgnąć kraje azjatyckie. Indie już to robią. Nie będzie to zatem skutkować tym, czego byśmy chcieli, czyli całkowitym pozbawieniem Rosji wpływów z eksportu surowców obecnie kierowanych do Unii Europejskiej. Szacowaliśmy, że nawet niemal połowę unijnego importu ropy Rosja może przekierować na inne rynki, głównie do Chin i Indii. W przypadku gazu Chiny mogą odebrać około jednej trzeciej tego, co Unia importowała z Rosji. Jednak nie wiemy, czy transakcje za surowce z Rosji zawierane z krajami Azji będą na rynkowym poziomie. Obecnie ropa Ural jest tańsza niż Brent.

Czyli surowca nie powinno zabraknąć?

- Gdyby chodziło o sytuację kryzysową w perspektywie krótkoterminowej, to rezerwy zgromadzone przez kraje członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej mogłyby wystarczyć Europie na ponad rok. Na pewno udałoby się jeszcze jednocześnie ograniczać zużycie i zastępować dotychczas wykorzystywane surowce innymi źródłami energii. Mamy doświadczenia z pandemii, kiedy to dzięki spadkowi zużycia paliw udało się też znacząco ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Metod ograniczania wykorzystania surowców z Rosji jest wiele: oczywiście postawienie na odnawialne źródła energii, pompy ciepła, które mogą zastępować rosyjski węgiel, promowanie komunikacji zbiorowej, termomodernizacja budynków, minimalne zmniejszenie ogrzewania, co jesteśmy w stanie w Polsce zrobić systemowo... Naprawdę takich podstawowych i stosunkowo łatwych do zaimplementowania możliwości ograniczenia zapotrzebowania na energię i zużycia surowców energetycznych jest sporo. Wymagałoby to oczywiście szerokiej kampanii edukacyjnej i zwiększenia nakładów, ale już przed kolejnym sezonem grzewczym moglibyśmy mieć znacznie lepszą sytuację.

Odcięcie od obecnych, rosyjskich źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne będzie oznaczać konieczność poniesienia dodatkowych kosztów. Czy to może oznaczać pogorszenie konkurencyjności naszej gospodarki? Szczególnie gdyby znów okazało się, że europejska solidarność energetyczna nie jest do końca solidarna i np. firmy w Niemczech mają dostęp do tańszej ropy czy gazu?

- Oczywiście embargo na rosyjskie surowce miałoby większy sens, gdyby objęło całą Unię, bo inaczej kraje, które do niego nie przystąpią będą w korzystniejszej sytuacji i może się zdarzyć, że od nich będziemy i tak kupować surowiec pochodzący z Rosji. Tak mogłoby być w przypadku węgla, ale już UE zapowiedziała wprowadzenie embarga na węgiel z Rosji. Taka sytuacja oczywiście oznaczałaby, że nasze firmy byłyby mniej konkurencyjne.

- Jeśli spojrzymy na aktualne ceny, to rosyjska ropa jest mniej więcej o jedną trzecią tańsza od gatunku Brent. Zwykle różnica wynosi kilka dolarów na baryłce, teraz jest to ponad 20 dol. Jest więc oczywiste, że koszty przerobu, a później cena paliwa i wszystko co dalej wynika z tego łańcucha produkcyjnego promowałoby kraj, który nie włączył się w embargo, jego gospodarkę i firmy, które byłyby bardziej konkurencyjne niż w państwach, które sprowadzają droższą ropę.

- W przypadku gazu rynek działa trochę inaczej i można mówić o wpływie na całą unijną gospodarkę, która może stać się mniej konkurencyjna w stosunku do innych regionów świata. To może dać powody do zastanawiania się nad jakimiś metodami ochronnymi dla przemysłu, np. dotyczącymi funkcjonowania ETS, czyli systemu handlu emisjami. Nie mam na myśli rezygnacji z celów klimatycznych, bo one są zbieżne z odchodzeniem od rosyjskich surowców. Chodzi raczej o przejściowe zastosowanie rozwiązań łagodzących skutki wysokich cen surowców.

Rozmawialiśmy o firmach, a co może oznaczać embargo na surowce z Rosji dla zwykłych obywateli? Czy trzeba będzie zmienić nawyki i ubierać się inaczej, bo w domach będzie o kilka stopni mniej? O ile wzrosną rachunki za ciepło, prąd, paliwa i jak to się przełoży na ceny towarów i usług? Czyli ile stracimy?

- Nie reagując, również możemy tracić. W zeszłym roku nie było wojny, nie było embarga, a widzieliśmy, co działo na rynkach energetycznych, do czego też przyczyniły się działania Rosji. Mieliśmy popandemiczne ożywienie, wzrost zapotrzebowania na energię, więc mogliśmy się spodziewać wzrostu podaży gazu, także z Rosji. Jednak tak się nie stało, niski poziom zapasów w magazynach zaowocował wysokimi cenami. Inwazja na Ukrainę znowu podniosła ceny.

- Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Oczywiście embargo wprowadzone przez całą UE byłoby ciosem dla Rosji, bo surowce energetyczne sprzedawane do Unii stanowią znaczną część jej budżetu. Ale z punktu widzenia bezpieczeństwa warto założyć scenariusz, w którym Moskwa sama odetnie dostawy. Może to też nastąpić np. w wyniku jakiegoś uszkodzenia infrastruktury przez działania wojenne.

Konsumenci już odczuwają wzrost cen energii i paliw...

- Odcięcie od rosyjskich surowców najbardziej uderzy w nas od strony rynku paliw, czyli kosztów transportu, a także ogrzewania mieszkań wyposażonych w indywidualne instalacje grzewcze. Samo nieznaczne zmniejszenie temperatury nie musi być mocno odczuwalne dla komfortu.

- Konieczne będzie jednak szukanie alternatywnych rozwiązań, ale i wdrożenie działań osłonowych, np. rozkładanie na dłuższy okres, na kilka lat wzrostu taryf energetycznych, żeby nie nastąpiła gwałtowna podwyżka stawek za gaz i energię, tak jak już to miało miejsce w zeszłym roku. Niestety odczujemy też zwiększone koszty działania przemysłu, które odbiją się na cenach produktów, szczególnie wytwarzanych przez przemysł wysoce energochłonny: chemiczny czy metalurgiczny.

- Czeka nas na pewno okres zakręcania kurków i oszczędzania, co zresztą będzie też z korzyścią dla ochrony klimatu. Teraz będziemy mieć do tego dodatkową, mocną motywację.

Czy przetasowania na surowcowym rynku mogą nam jako krajowi przynieść jakieś ekstra korzyści, choćby z tego względu, że mamy Gazoport, którego nie mają Niemcy? Czy możemy np. stać się swego rodzaju energetycznym hubem, skąd gaz popłynie do innych krajów?

- Polska mogłaby po dokończeniu planów rozbudowy infrastruktury stać się takim regionalnym hubem gazowym. Ale jest pytanie o przyszłość gazu, jako paliwa przejściowego. Może krótkoterminowo będziemy musieli wykorzystywać mocniej energetykę opartą na węglu, musimy też zainwestować w energetykę jądrową i przede wszystkim zwiększać wykorzystanie OZE. Istotną rolę możemy też odgrywać w zaopatrywaniu regionu w ropę. Staniemy się z pewnością ważnym pośrednikiem w dostawach dla Ukrainy. Zyskać może również część sektorów, które dotychczas miały trudności z rywalizowaniem z tanimi rosyjskimi produktami - np. przedstawiciele przemysłu drzewnego czy dostawcy surowców wykorzystywanych w budownictwie.

Rozmawiał Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz gospodarczy, Business Insider Polska

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zobacz również:

Obserwator Finansowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »