Reklama

Czy Polska wykarmi Ukrainę?

Ceny żywności na Ukrainie biją kolejne rekordy. Tymczasem przygotowywane ostatnio zmiany ustawowe uderzają w i tak słabe rolnictwo, zagrażając żywnościowemu bezpieczeństwu naszego sąsiada. To szansa dla polskiego rolnictwa, które może zapełnić swoimi produktami półki ukraińskich sklepów.

Nie da się wykarmić Ukrainy słonecznikiem, pszenicą, rzepakiem i soją. Te produkty rolne są podstawą produkcji agroholdingów, które zdominowały ukraiński sektor rolny. Ukraina jest jednak kilkudziesięciomilionowym krajem ze zdecydowanie większymi potrzebami. Do zaspokojenia tych potrzeb trzeba silnego, zdywersyfikowanego rolnictwa. Rolnictwa, które dostarczy na rynek wewnętrzny całą paletę produktów spożywczych. Tę mogą zapewnić zaś jedynie liczne niewielkie gospodarstwa rolne. Tymczasem na Ukrainie szykują się zmiany uderzające w drobnych rolników, na których jeszcze jako tako trzyma się rynek wewnętrzny.

Reklama

Bez mięsa, bez warzyw

Według danych Państwowej Służby Statystyki Ukrainy Ukrstat, w zeszłym roku znad Dniepru wyeksportowano produkty rolne na łączną kwotę 22,2 mld dolarów, a sektor rolny, na który przypadło aż 45,1 proc eksportu, był głównym filarem wymiany handlowej naszego sąsiada. Jednocześnie jednak sprowadzono z zagranicy żywność za 6,5 mld dolarów.

"Rolnicze supermocarstwo" sprzedało produkty pochodzenia roślinnego za 11,9 mld dolarów, z czego 9,4 mld dolarów przypadło na kultury ziarniste. Równolegle Ukraina wydała jednak aż 2 mld dolarów na zakup produktów roślinnych za granicą, notując wzrost tego segmentu importu aż o 10,8 proc. w porównaniu z 2019 r. Żywych zwierząt i produktów pochodzenia zwierzęcego sprzedano za 1,19 mld dolarów (spadek o niemal 7 proc. w porównaniu z 2019 r.), kupując równocześnie za 1,25 mld dolarów (o 17,4 proc. więcej niż rok wcześniej). O 21,7 proc. w porównaniu z 2019 r. wzrósł eksport tłuszczów, osiągając poziom 5,76 mld dolarów. Import przetworzonej żywności wzrósł o 13,5 proc. do 2,97 mld dolarów. Import żywności przez Ukrainę stanowił już 12 proc. ogółu jej zeszłorocznego importu.

Paradoks polegający na tym, że kraj dysponujący milionami hektarów najlepszych na świecie gruntów rolnych kupuje coraz więcej żywności za granicą - wyjaśnia porównanie rentowności różnych segmentów rolnictwa zdominowanego przez agroholdingi zainteresowane wyłącznie przynoszącymi krociowe zyski eksportowymi monokulturami.

Jak poinformował ukraiński Instytut Gospodarki Rolnej, w zeszłym roku poziom rentowności produkcji słonecznika  wyniósł 39,4 proc. i był najwyższy w sektorze rolnym. Rentowność uprawy słonecznika wzrosła w stosunku do 2019 r. aż o 16 proc. Drugie w rankingu było zboże, którego rentowność wzrosła z 11,8 proc. w 2019 r. do 20 proc. w 2020 r.

Ta tendencja wyznacza kierunek, w jakim już się rozwija i najprawdopodobniej dalej będzie się rozwijać ukraińskie rolnictwo - koncentracja na najrentowniejszych eksportowych kulturach i totalne zaniedbanie kultur mniej rentownych, ale stanowiących bazę bezpieczeństwa żywnościowego kraju. W rezultacie Ukraina ma w perspektywie wszelkie przesłanki do tego, by stać się potężnym importerem żywności. Oznaki tego są już widoczne, tak w statystykach, jak i w życiu codziennym milionów Ukraińców, a w ukraińskich sklepach często łatwiej dziś znaleźć ziemniaki z Egiptu i zioła z Izraela niż z ukraińskich pól i ogrodów. Rentowność produkcji warzyw jest bowiem kilkakrotnie niższa niż np. słonecznika - w 2019 r. było to 7 proc., a w zeszłym roku 8,3 proc.

Maleje więc powierzchnia pod uprawy warzyw i rosną ich ceny - cebula w ciągu roku zdrożała o 100 proc., kapusta o 30 proc., a buraki o 20 proc.

W ocenie wiceprezesa Narodowej Akademii Nauk Rolnych Anusza Baliana, zmniejszenie powierzchni pod uprawami warzyw to skutek tego, że wielkie gospodarstwa nie chcą  ich uprawiać, bo są to kosztowne uprawy.

Jeśli chodzi o hodowlę rentowną, jest to już tylko produkcja mleka - tu rentowność utrzymuje się na stabilnym poziomie ok. 20 proc. Ujemną rentowność ma za to hodowla rogacizny i drobiu.

Mięsa z rodzimej hodowli będzie więc nad Dnieprem najprawdopodobniej także coraz mniej. Według danych Ukrstatu od 1990 r,. pogłowie bydła rogatego na Ukrainie zmalało aż ośmiokrotnie. Według stanu na 1 lipca tego roku nad Dnieprem było 3,23 mln  sztuk bydła, z czego 1,7 mln krów. W ostatnim roku przed rozpadem ZSRR w ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej pogłowie bydła sięgało 25,2 mln sztuk, z czego 8,6 mln stanowiły krowy mleczne. Przez ostatni rok pogłowie bydła skurczyło się o 270 tys., a krów o 100 tys.

W oczekiwaniu drożyzny

Nie dość, że zdominowane przez agroholdingi i skoncentrowane na kulturach eksportowych ukraińskie rolnictwo dostarcza na rynek wewnętrzny coraz mniej podstawowych produktów żywnościowych, to w dodatku ceny żywności rosną w szybkim tempie, a coraz więcej produktów spożywczych staje się niedostępnych dla milionów Ukraińców z trudem wiążących koniec z końcem. To ogromna szansa dla polskiego rolnictwa i producentów spożywczych, którzy mogą podbić ukraiński rynek tańszymi wyrobami wysokiej jakości. Pierwsze jaskółki już są - np. coraz większą część dostępnej dziś w ukraińskich sklepach i na bazarach oferty serów stanowią, tańsze niż rodzime, wyroby pochodzące z Polski, a polska "mołoczka" nad Dnieprem stała się już synonimem jakości.

- Ukraińska rodzina wydaje średnio na żywność 50 proc. swoich dochodów. A europejska rodzina wydaje średnio na żywność od 12 do 18 proc. Na Ukrainie ten wskaźnik jest najgorszy w Europie. Białoruska rodzina wydaje średnio na żywność do 32 proc. swoich dochodów, a rosyjska do 36 proc. - zauważa ekonomista Ołeh Pendzin.

Wzrost cen podstawowych artykułów spożywczych znacznie wyprzedza inflację, o ile ta ostatnia w relacji rdr utrzymuje się na poziomie ok. 10 proc., o tyle według najnowszych danych Ukrstatu ceny żywności sprzedawanej na rynku wewnętrznym były w lipcu o 19,9 proc. wyższe niż przed rokiem.

Ukraińscy eksperci rynku rolnego przewidują tymczasem, że już jesienią naszego sąsiada czeka kolejna fala podwyżek cen żywności. Mięso zdrożeje od 5 do 10 proc., zaś ceny produktów zbożowych według tych szacunków mają wzrastać o 1,5 proc. miesięcznie.  Ten trend już się rozpoczął - tylko w lipcu wołowina i drób zdrożały o 3 proc. Jako główną przyczynę eksperci wskazują stałe podwyżki cen energii elektrycznej i gazu.

Wymóg podwyżek cen energii i jej nośników stawia od lat przed Ukrainą Międzynarodowy Fundusz Walutowy, uzależniając od ich przeprowadzenia swoje makroekonomiczne wsparcie dla Kijowa.

"Jest dosyć ostry wzrost cen nośników energii, o kilkadziesiąt procent - gazu i energii elektrycznej, paliwo także nie stoi w miejscu. I jako że nośniki energii to obowiązkowy element kosztów produkcji wszystkich bez wyjątku towarów i usług, to pociąga za sobą reakcję łańcuchową -  podnoszenie cen na wszystkie bez wyjątku towary i usługi" - komentował ekonomista Andrij Nowak. Jego zdaniem rząd mógłby z łatwością pohamować ten proces, wypuszczając z niewielką marżą tanią energię elektryczną z państwowych elektrowni atomowych zamiast otwierania rynku na drogi prąd z należących do oligarchów elektrowni węglowych. To samo dotyczy taniego gazu ziemnego własnego wydobycia, którego Ukraina wydobywa kilkanaście mld m3 co roku. Zdaniem ekonomisty gaz ziemny powinien być sprzedawany po cenie wynikającej z kosztów wydobycia własnego gazu powiększonej o marżę i koszt uzupełniających zakupów drogiego gazu z importu a nie jak teraz w cenie obowiązującej na europejskim rynku.

Ustawą w małego

Sytuacja jest więc zła, a wiele wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej. W lipcu ukraiński parlament przyjął w pierwszym czytaniu ustawęradykalnie zmieniającą i tak mało korzystne rozwiązania podatkowe dla gospodarstw rolnych.

W przeciwieństwie do polskich rolników, ukraińscy muszą płacić od sprzedawanej przez siebie produkcji rolnej podatek dochodowy, którego stawka dla drobnych rolników jest równa powszechnej stawce podatku dochodowego - 18 proc., a do tego 1,5 proc. podatku wojskowego. Więksi farmerzy swoje gospodarstwa prowadzą w ramach działalności gospodarczej na zasadach karty podatkowej. Do tej pory obowiązywała norma, która zwalniała od opodatkowana dochody uzyskiwane ze swojej ziemi przez rolników gospodarujących na nie więcej niż 2 hektarach.

Zgodnie z procedowaną w ukraińskim parlamencie ustawą teraz ma się to zmienić - wolne od podatku mają być dochody uzyskane wyłącznie z gospodarstw o powierzchni do 0,5 ha. Przy tym za dochód rolnika uznawane będą przychody bez uwzględnienia kosztów produkcji. To będzie oznaczać, że właścicielom tych małych gospodarstw stanowiących dziś jedno z głównych źródeł zaopatrzenia lokalnych bazarów, na których kupują żywność miliony najbiedniejszych Ukraińców, nie będzie się opłacać uprawianie czy hodowanie czegokolwiek na sprzedaż.

Wzrosnąć mają też obciążenia podatkowe dla większych gospodarstw farmerskich działających dziś na zasadach karty podatkowej.

W dodatku ustawa przewiduje wprowadzenie minimalnego podatku dla właścicieli ziemi rolnej - co najmniej 4,5 proc. szacunkowej wartości gruntu rocznie. Niezależnie od tego, czy rolnik uzyskał dochód z gospodarstwa, czy też nie, będzie zmuszony zapłacić ustaloną kwotę z hektara znacznie przewyższającą obowiązującą dziś w Polsce stawkę podatku rolnego (ok.38 dolarów z hektara przeliczeniowego), jak się przewiduje na Ukrainie będzie to ok. 90 dolarów z hektara. Takie obciążenie dla mieszkańców głuchej ukraińskiej prowincji będzie raczej nie do udźwignięcia i, jak oceniają eksperci, doprowadzi to do tego, że drobni właściciele będą zmuszeni za kopiejki oddawać swoją ziemię w dzierżawę agroholdingom skupionym na produkcji zaledwie kilku kultur eksportowych.

Dobrych gruntów będzie mniej

Sytuację pogarszają jeszcze zmiany klimatyczne. Minister rolnictwa Roman Leszczenko poinformował niedawno, że zagrożonych nimi jest aż dwie trzecie z ukraińskich gruntów rolnych.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

"Uważamy, że trzeba przechodzić do bardziej oszczędnych środków obrabiania gruntu z punktu widzenia technologii. Zwiększyć udział produkcji organicznej" - komentował. Jednak, jak się okazuje, zamiast działać w tym kierunku, rząd wprowadza zmiany, które podcinają bazę takiego rolnictwa - drobne gospodarstwa rolne, dając zamiast tego kolejne preferencje agroholdingom bezlitośnie wyjaławiającym użytkowane grunty uprawą monokultur.

Michał Kozak

Dziennikarz ekonomiczny, korespondent Obserwatora Finansowego na Ukrainie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »