Reklama

Czy stare wróci w ekonomii, czy nowe będzie po pandemii?

Z powodu pierwszej od stu lat pandemii świat drepcze, zamiast śmigać, topi się w zalewie z pieniądza, produkcja kuleje, stopy procentowe na dnie, inflacja zastygła w okolicach zera. Odnosi się wrażenie, że kruszeją filary ekonomii.

Choroba zaskoczyła świat, choć garstka ostrzegała, że coś podobnego może się zdarzyć. Bank Światowy szacuje, że w wyniku przestojów, licząc w cenach z 2010 r., świat stracił do tej pory ok. 10,3 bln dol. PKB. W obecnych cenach jest to mniej więcej ok. 12 bln dol., co stanowi paręnaście procent produktu globalnego. Strata jest bolesna, a będzie przecież wyższa. Trzeba było działać.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) udostępnił właśnie nowe dane. W ocenie jego ekspertów samo tylko wsparcie fiskalne w reakcji na konieczność ograniczenia działalności gospodarczej z powodu COVID-19 wyniesie w skali globalnej (wg stanu na koniec 2020 r.) prawie 14 bln (14 000 mld) dol., czyli tylko o jakiś jeden bilion mniej niż chiński produkt brutto. Główny strumień tworzą dodatkowe wydatki i darowane lub przekładane na później przychody podatkowe (razem 7,8 bln). Uzupełnieniem w wysokości 6 bln są gwarancje, pożyczki i dopłaty do kapitałów.

Źródłem olbrzymich pieniędzy jest dług

Reklama

Żaden rząd nawet nie śmie marzyć o tak wielkich rezerwach, więc źródłem tych olbrzymich pieniędzy jest dług. Według wcześniejszych, dawno nieaktualnych prognoz, na koniec 2020 r. miał wynosić ok. 84 proc. globalnego produktu brutto, a wynosi ok. 98 proc. Dla państw najbogatszych to problem o niebo mniejszy niż dla państw biednych i bardzo biednych; to ich ludność niedługo może zacząć cierpieć jeszcze bardziej z powodu trudów, które będą musiały podjąć, żeby zarobić na spłatę.

Wielka, niemal jednorazowa fala pieniędzy wypuszczonych do obiegu musi znaleźć sobie przestrzeń. Doświadczenia z ekspansją monetarną po kryzysie 2008-2009 będącą dziełem wielkich banków centralnych sugerowałyby, że wbrew grupce ekonomistów wieszczących wielki wybuch inflacji, wolnej przestrzeni było sporo. Kolejne etapy luzowania ilościowego nie wywoływały wzrostu cen.

Turcja pędzi na złamanie karku

Tygodnik "The Economist" co tydzień publikuje tabelę najważniejszych danych opisujących liczące się gospodarki 42 państw świata. W kolumnie dotyczącej inflacji mierzonej cenami dóbr i usług konsumpcyjnych wielkości są od dawna małe, a w 12 przypadkach minusowe. Z zasady inflacji szorującej od kilkunastu lat po dnie wyłamują się jedynie dwa uwzględniane w zestawieniu państwa - pędząca na złamanie karku Turcja i wstydliwy przykład dla rozwiniętego świata - Argentyna. Nie do wiary, czyżby po wiekach strachu przed hydrą inflacji stwór ów miał się dać obłaskawić?

Ze stopami procentowymi jest podobnie. Najwyższa jest argentyńska (ok. 40 proc.) i turecka (10 proc.), a w pozostałych państwach są w okolicach zera; częściej na małym plusie, ale także na minusie. W głównym kanonie polityki gospodarczej wysokie stopy oznaczają dążenie do wyhamowania gospodarki, żeby nie zapaliła się z przegrzania, a niskie są wyrazem chęci pobudzenia aktywności firm i ludzi poprzez korzystanie z tanich lub tańszych niż przedtem pożyczek i kredytów.

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Dowiedz się więcej na temat: pandemia koronawirusa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »