Reklama

Do końca dekady energia pozostanie droga

Powinniśmy przyzwyczaić się do wysokich cen energii. Pozostaną one z nami prawdopodobnie do końca tej dekady. Nie powinniśmy też ulegać złudzeniom, że nasza przyszłość wiąże się z węglem. Kryzys surowcowy wywołany agresją Rosji na krainę zmienił nieco spojrzenie w krótkim terminie, ale dalekosiężne plany się nie zmieniają. Kładziony będzie jeszcze większy nacisk na rozwój OZE, Europa upatruje w odnawialnych źródłach szans na uniezależnienie się od importy surowców energetycznych z Rosji.

Takie wnioski płyną z debaty, jaka odbyła się podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. gospodarki zeroemisyjnej i europejskiego zielonego ładu. - Instytucje europejskie przekonały się, że wysokie ceny energii, jakie widzimy teraz i przez ostatnie pół roku, nie są zjawiskiem krótkoterminowym. One pozostaną z nami do końca tej dekady. Będą zdecydowanie wyższe niż w ubiegłej dekadzie. Musimy do tego przyzwyczaić i dostosować - powiedział Mariusz Kawnik, przedstawiciel Polski przy UE i dyrektor wykonawczy brukselskiego stowarzyszenia non-profit Central Europe Energy Partners.

Reklama

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainie, która natychmiast uruchomiła dyskusję o uzależnieniu Europy od rosyjskich nośników energii, nastąpił pewien zwrot. Unijny komisarz ds. klimatu Frans Timmermans oświadczył w pierwszych dniach marca, że Polska będzie mogła dłużej korzystać z węgla. Dzięki temu Unia mogłaby zużyć mniej gazu, którego będzie brakować. Zaznaczył jednocześnie, że konieczne jest przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii.

- Polska i kilka innych krajów ma plan odejścia od węgla, ale w okresie przejściowym chce używać gazu ziemnego i dopiero potem przejść na OZE. Jeśli zdecydują się pozostać dłużej przy węglu, ale potem od razu przejdą na OZE, to wciąż będzie się mieścić w parametrach polityki klimatycznej - mówił wówczas Timmermans, zaznaczając jednak, że nie powinno to spowalniać transformacji energetycznej.

Cele bez zmian

W Polsce część środowisk odczytała to jako szansę na ponowny zwrot ku energetyce węglowej. Nadzieje rozbudziły się w górnikach, także minister klimatu i środowiska Anna Moskwa napisała na Twitterze: "To teraz szybko zawieśmy ETS i Fit for 55 i zajmijmy się bezpieczeństwem i niezależnością energetyczną Unii. Europa się budzi?". Eksperci szybko zaczęli jednak studzić emocje, podkreślając, że w istocie w dłuższym horyzoncie cele europejskie pozostają te same, możliwe jest nawet przyspieszenie transformacji i rozwoju OZE.

- Mamy dość istotną zmianę jeśli chodzi o narrację wokół sektora energetycznego i polityki klimatycznej, ale jest to wyłącznie zmiana narracji. Za tym nie idą jak dotąd zmiany legislacyjne, zmiany polityki. Odbieranie wypowiedzi medialnych Fransa Timmermansa zbyt dosłownie może być mylne, choć być może w Warszawie miłe do słuchania. Niekoniecznie przekłada się to na działania operacyjne Brukseli - powiedział Kawnik.

Podkreślał, że kierunki polityki unijnej nie zmieniły się długofalowo. Teraz uwaga krajów będzie się koncentrować na bezpieczeństwie energetycznym, dywersyfikacji, maksymalnym ograniczeniu uzależnienia od dostaw z Rosji. - W dłuższej perspektywie będą jednak kontynuowane negocjacje w zakresie green deal, aktów prawnych, a jest ich około dwudziestu. Nie widać zdecydowanej zmiany stanowisk instytucji europejskich czy państw członkowskich - mówił.

Przywoływał opinie, jakie padły podczas posiedzenia Rady ds. Energii, które odbyło się pięć dni po inwazji. Wówczas 17 państw członkowskich oznajmiło, że długofalowym instrumentem dywersyfikacji

dostaw energii są odnawialne źródła energii. - O ile jest zrozumienie, że paliwa kopalne zostaną z nami przez jakiś czas, o tyle kierunek polityki europejskiej nie zmienia się - powinniśmy inwestować w czyste i niezależne źródła energii - podsumował Kawnik.

Węgiel tylko w krótkiej perspektywie

W podobnym tonie wypowiadał się wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Zaznaczał, że celem długoterminowym jest uczynienie Unii Europejskiej neutralnej klimatycznie do 2050 r. A to oznacza, że docelowo trzeba będzie pozbyć się paliw kopalnych.

Uelastycznienie podejścia do pracy bloków węglowych może być pewnym rozwiązaniem na najbliższy czas. Podobne analizy, jak zaznaczał, prowadzą inne państwa. - W Niemczech nie zastanawiają się co prawda nad przedłużeniem pracy bloków jądrowych, zaprzestają jednak rozmontowywania bloków węglowych. Pojawi się potrzeba w krótkim horyzoncie czasowym, by wydłużyć prace istniejących bloków w wielu krajach - mówił wiceminister.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Monika Morawiecka, ekspertka organizacji Regulatory Assistance Project, była prezes PGE Baltica, podkreślała jednak, że pozostanie przy węglu i zmniejszenie zaangażowania w rozwój mocy gazowych w Polsce oznacza wyższe emisje, a to oznacza wyższe koszty zakupu zielonych certyfikatów. Zwróciła przy tym uwagę, że luka między pulą praw do emisji CO2 jaką rząd ma do dyspozycji a emisjami generowanymi w Polsce już jest bardzo duża. - Należy starać się wynegocjować zwiększoną pulę w funduszu modernizacyjnym. By to było możliwe, trzeba pokazać wiarygodną ścieżkę redukcji emisji. Trzeba położyć nacisk na efektywność energetyczną, na rozwój OZE. Nie możemy tracić z oczu tego co jest celem finalnym - uważa Morawiecka.

Groźny ślad węglowy

Zaznaczyła, że opieranie się transformacji będzie miało negatywny skutek dla krajowego przemysłu. Udział popytu zagranicznego we wzroście polskiego PKB wynosi ok. 50 proc. Największym partnerem handlowym Polski są kraje Unii. Coraz większy jest nacisk ze strony kontrahentów, by obniżać ślad węglowy produktów. - Nasi eksporterzy będą tracić rynki zbytu jeśli nie zapewnimy im zielonej energii - zaalarmowała.

Potwierdził to Piotr Kardaś reprezentujący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, a także Związek Pracodawców "Polskie Szkło". - Producenci szyb samochodowych stają przed koncernami motoryzacyjnymi, które mówią im wprost: w 2025 roku 100 proc. zużywanej przez naszych dostawców energii elektrycznej musi pochodzić ze źródeł zielonych. To nie jest coś, co podlega negocjacjom - mówił. Zaznaczał, że biznes potrzebuje jak najszybszego dostępu do czystej energii.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Henryk Kaliś z Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii zaznaczał, że przedsiębiorcy sami gotowi są budować źródła odnawialne na własne potrzeby, zwracał jednak uwagę na bariery, jakie napotyka przemysł. - Mamy świadomość, że szybka transformacja energetyczna w sektorze energetycznym nastąpić nie może. Szukamy więc własnej ścieżki. Chcemy budować własne źródła i przyłączać je bezpośrednio do naszej sieci, ale nie jest to proste. My mamy na to pomysł, ale prace prowadzone od dwóch lat pokazały, że barier do pokonania, by uruchomić tego typu inwestycje w przemyśle, jest mnóstwo - podkreślał.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »