Reklama

Dolar przestaje przegrywać z euro. Co dalej z kursem złotego?

Wśród inwestorów finansowych maleje wiara, że Europejski Bank Centralny będzie bardziej gorliwy w podnoszeniu stóp procentowych niż amerykański Fed. Głównie dlatego kurs eurodolara cofnął się z poziomu 1,085. Na polskim rynku walutowym środek tygodnia nie jest najlepszy dla złotego. Euro kosztuje 4,72 zł, czyli najwięcej od przełomu października i listopada 2022 roku. Natomiast za dolara trzeba zapłacić około 4,37 zł - najwięcej od 10 dni.

  • Z ankiety przeprowadzonej przez Bloomberga wśród ekonomistów wynika, że decydenci z EBC mogą zacząć wycofywać się z podwyżek stóp procentowych już w lipcu tego roku. 
  • Eksperci z banku inwestycyjnego Morgan Stanley nie spodziewają się, by Fed rozważał obniżenie stóp, dopóki inflacja w USA nie spadnie do około 3 proc. 
  • Wielu analityków ma całkiem dobre prognozy dla złotego na 2023 rok, ale raczej nie mamy szans na powrót kursu euro do przedziału 4,25-4,35 zł, jak to miało miejsce przed wybuchem pandemii w 2020 roku.

Reklama

Od 5 stycznia przez niemal dwa tygodnie eurodolar podrożał z 1,05 do ponad 1,08. Potem jego notowania spadły. Jak podkreślają analitycy Commerzbanku, wiele wskazuje na to, że w tej chwili rynek zrezygnował z kursu powyżej 1,085. 

Prognozy dla strefy euro

- Styczniowe wzmacnianie się eurodolara wynika z przekonania inwestorów, że Europejski Bank Centralny będzie konsekwentnie podnosił stopy procentowe, ośmielony tym, że na naszym kontynencie nie należy spodziewać się dotkliwej recesji. Natomiast amerykański Fed jest podejrzewany, że w tym samym czasie złagodzi swoją politykę pieniężną. Wątpię w taki scenariusz - mówił kilka dni temu Łukasz Wardyn z CMC Markets. 

Dziś widać, że rynki rzeczywiście zmieniają pogląd na temat tempa podwyżek stóp w Europie i za oceanem. Rośnie przekonanie, że EBC może dosyć szybko wycofać się z ostrego kursu w polityce monetarnej, a z kolei "zdjęcie nogi z gazu" przez Fed wcale nie jest przesądzone. To co łączy oba miejsca na świecie to spadająca inflacja - w strefie euro zmalała ostatnio z 10,1 do 9,2 proc., a w USA - z 7,1 do 6,5 proc. 

Powodem cofnięcia się eurodolara mogła być prezentacja ankiety przeprowadzonej wśród ekonomistów przez Bloomberga. Wynika z niej, że walka EBC z inflacją może zakończyć się w ciągu zaledwie pół roku, gdyż decydenci zaczną wycofywać się z podwyżek stóp procentowych już w lipcu. 

"Stopa depozytowa EBC zostanie podniesiona do maksymalnego poziomu 3,25 proc. z obecnych 2 proc. na trzech posiedzeniach. Najpierw w lutym i marcu dojdzie do dwóch podwyżek o 50 punktów bazowych, a następnie o 25 punktów w maju lub czerwcu. Mediana przewidywań analityków wskazuje na obniżenie stopy do 3 proc. już na początku trzeciego kwartału" - czytamy w podsumowaniu ankiety. 

Co więcej, zmiany w polityce pieniężnej mogą być jeszcze poważniejsze. Bloomberg, powołując się na urzędników, którzy poprosili o nieujawnianie ich tożsamości, sugeruje, że w gronie decydentów EBC "zyskuje poparcie" wariant podniesienia stóp procentowych o 50 punktów bazowych w lutym i tylko o 25 punktów w marcu. 

Eksperci japońskiego banku MUFG zwracają jednak uwagę na fakt, że EBC nie musi drżeć przed poważną recesją. "Cieplejsza zima w Europie i niższe ceny gazu wraz z lepszymi niż oczekiwano danymi dotyczącymi aktywności gospodarczej zmniejszają ryzyko głębszego spowolnienia gospodarki strefy euro" - czytamy w raporcie MUFG.

Prognozy dla USA

Na świecie wielu jest ekonomistów, którzy kierując się danymi o spadającej inflacji w USA, zakładają, że Fed w najbliższym czasie zrezygnuje z kolejnych podwyżek stóp o 50 punktów i zastąpi je 25-punktowymi. Dodatkowym argumentem mogą tu być najnowsze dane makroekonomiczne zwiastujące recesję. W skali miesiąc do miesiąca produkcja przemysłowa w USA spadła o 0,7 proc. (prognozowano regres o 0,1 proc.), a sprzedaż detaliczna zmalała o 1,1 proc. (przewidywano spadek o 0,8 proc.). 

Frakcja prognozujących, że polityka amerykańskiego banku centralnego nadal będzie bezkompromisowa też jest jednak bardzo liczna. Analitycy z Wells Fargo są zdania, że choć inflacja wyraźnie zwolniła, to wątpią, by Rezerwa Federalna była gotowa ogłosić, że jej misja została zakończona. 

Także ekonomiści Commerzbanku są ostrożni i spodziewają się powrotu do spadków kursu eurodolara. "Urzędnicy Fed, podobnie jak my, pozostają sceptyczni, że inflacja łatwo wróci do poziomu 2 proc. Sytuacja, w której EBC nadal będzie podnosił główną stopę procentową, a nie będzie robił tego Fed jest coraz mniej prawdopodobna. To wystarczający powód, aby rynek na razie zrezygnował z kursu eurodolara powyżej 1,085" - twierdzą analitycy banku. 

Eksperci z banku inwestycyjnego Morgan Stanley nie spodziewają się, by Fed rozważał obniżenie stóp, dopóki inflacja w Stanach Zjednoczonych nie spadnie do około 3 proc. Ich zdaniem, mogłoby się to zdarzyć pod koniec 2023 roku. Natomiast dopiero rok później inflacja ma szansę spaść do 2 proc.

Prognozy dla złotego

Na polskim rynku walutowym środek tygodnia nie jest najlepszy dla złotego. Euro kosztuje 4,72 zł, czyli najwięcej od przełomu października i listopada 2022 roku. Natomiast za dolara trzeba zapłacić około 4,37 zł - najwięcej od 10 dni. 

Zdaniem wielu analityków, na dłuższą metę złotemu ostatnie posunięcia Rady Polityki Pieniężnej raczej nie będą pomagać. Podwyżki stóp procentowych przeprowadzone przez NBP w latach 2021-22 są uznawane za spóźnione i nie mogą szybko zepchnąć inflacji do 2,5-procentowego celu. Co prawda dynamika cen konsumpcyjnych spadła ostatnio z 17,5 do 16,6 proc., ale prawdopodobnie w styczniu i lutym wzrośnie o kilka punktów. W dodatku, w górę idzie inflacja bazowa (bez cen żywności i energii) - z 11,4 do 11,5 proc. RPP od kilku miesięcy stóp już nie podwyższa, tymczasem stopy realne mamy ciągle głęboko ujemne. 

W zeszłym roku zdarzało się, że za euro i dolara płacono w Polsce ponad 5 zł. Teraz tak źle nie jest, ale raczej nie mamy szans na powrót kursu euro do przedziału 4,25-4,35 zł, jak to miało miejsce przed wybuchem pandemii w 2020 roku. Wielu analityków ma całkiem dobre prognozy dla złotego na 2023 rok, ale są wśród nich także pesymiści. Eksperci TD Securities przewidują, że za euro znów będziemy płacić 5 zł, a ekonomiści JP Morgan Chase, że nawet 5,20 zł. 

Jacek Brzeski

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »