Reklama

Ekonomiści FOR: Miał być rozwój, będzie zastój

Rząd zamiast myśleć strategicznie o przyszłości Polski skupia się tylko na krótkoterminowych impulsach, które w dłuższej perspektywie rozwojowi kraju mogą szkodzić. Największym błędem było obniżenie wieku emerytalnego, które spowodowało, że mniej ludzi pracuje. A od tego zależy nasz dobrobyt - twierdzą ekonomiści FOR.

- Rząd daje pozytywne impulsy na krótką metę i pomija skutki długookresowe (...) Tego rodzaju podejście do gospodarki jest zupełnym zaprzeczeniem strategii. Mamy natomiast antyśrodki, dążenie do uszczęśliwienia polskiego społeczeństwa przez rozdawanie mu jego pieniędzy - mówił podczas zdalnej konferencji prasowej przewodniczący rady Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszek Balcerowicz.

Jakie są strategiczne cele dla Polski?

Reklama

Leszek Balcerowicz je wymienia. Po pierwsze - dogonić poziom życia w krajach Zachodu, o czym marzyliśmy rozpoczynając transformację, i co do tej pory szło całkiem nieźle. Po drugie - przywrócić praworządność. Po trzecie - przywrócić mocną pozycję Polski w Unii Europejskiej. A po czwarte - umocnić bezpieczeństwo kraju dzięki mocnej gospodarce i wiarygodnym sojuszom.

Gospodarce i jej szansom na dogonienie Zachodu ekonomiści FOR poświęcili pierwszy raport na temat strategicznych celów dla polski zatytułowany "Polska: zastój czy rozwój?". Żeby wiedzieć, co może służyć rozwojowi, trzeba sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, od czego on zależy? Jaka polityka gospodarcza ma wpływ na to, czy gospodarka rośnie, czy też grzęźnie?

Rozwój zależy to od liczby pracujących i od ich produktywności. A produktywność z kolei zależy od kwalifikacji pracowników, innowacji, także obejmujących organizację pracy, oraz od nakładów kapitałowych, czyli od inwestycji. I do tego oczywiście trzeba dodać przejrzystość reguł gry, bo kiedy są one mętne, maleje skłonność do prowadzenia przyzwoitej działalności, a rośnie skłonność do przekrętów.    

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

A jak jest teraz w Polsce?

Liczba pracujących spada. Dopada nas demografia, czyli starzenie się społeczeństwa. A jednocześnie obniżka wieku emerytalnego spowodowała, że coraz więcej osób będzie odchodzić z rynku pracy wcześniej. Kobiety - coraz częściej będą poświęcać swój czas opiece, zamiast pracować. Nie, nie nad dziećmi, bo 500 plus wcale nie spowodowało, że rodzi się ich więcej. Nad starzejącymi się rodzicami. To wszystko nie będzie sprzyjało rozwojowi gospodarki.

- Długookresowy wzrost zależy od tego, ile ludzi pracuje i jak wydajna jest ich praca. To z kolei zależy od maszyn, innowacji i inwestycji. Innowacje nie zawsze musza być związane z inwestycjami - to np. lepsza organizacja pracy, lepsze wykorzystanie zasobów - mówił na zdalnej konferencji prasowej poświęconej prezentacji raportu główny ekonomista FOR Aleksander Łaszek. 

- Presja na złe zmiany będzie rosła przede wszystkim w systemie emerytalnym, którego stabilność przy niskim wieku emerytalnym wymaga spadku świadczeń - dodał.

Czy wykorzystamy szanse?

Inwestycje są natomiast pietą achillesową polskiej gospodarki, a już szczególnie inwestycje sektora prywatnego, bo na publiczne mamy do wykorzystania hojne fundusze z Unii. Inwestycje spadły w ubiegłym roku o ok. 10 proc. Ale to nie tylko kwestia wyjątkowej niepewności w okresie pandemii. 

Przypomnijmy, że nawet premier Mateusz Morawiecki mówił, iż "doganianie" Zachodu wymaga wzrostu udziału inwestycji w PKB do 25 proc. Nie mówiąc już o oczywistym spadku w pandemicznym roku, za rządów PiS udział ten nie doszedł nawet do 18 proc., a w porównaniu ze średnioterminowym trendem znacznie się zmniejszył.

- Wszędzie palą się ostrzegawcze lampki. Bez poprawy produktywności jeszcze przez pewien czas możemy trochę szybciej rozwijać się niż Niemcy. Dogonimy maksymalnie 80 proc. PKB podzielonego na mieszkańca Niemiec - mówił Aleksander Łaszek.

Zdaniem ekonomistów FOR mamy szanse, ale musimy je wykorzystać. Szansą jest aktywizacja dużej grupy osób biernych zawodowe. Sama tylko poprawa opieki nad dziećmi i seniorami mogłaby pozwolić wrócić na rynek pracy ok. milionowi kobiet. Podniesienie wieku emerytalnego spowodowałoby, że na rynku pracy zostaje dłużej ponad 700 tys. osób.

- Mamy potencjał do skokowego wzrostu wydajności pracy - mówił Aleksander Łaszek.

Ten potencjał polega także na przenoszeniu się osób pracujących w mniej produktywnych sektorach do bardziej wydajnych. Na przykład z rolnictwa do przemysłu. Obecnie ok. 7,2 mln osób wytwarza 60 proc. polskiego PKB, co oznacza, że taka transformacja jest możliwa i może zwiększyć jeszcze bardziej wzrost. Kłopot z tym, że w Polsce ogromny udział w sektorze przedsiębiorstw mają firmy mikro, a także samozatrudnieni.

Taka struktura gospodarki przypomina do złudzenia gospodarkę w Grecji i we Włoszech, które notorycznie mają problemy ze wzrostem. W Niemczech w firmach mikro pracuje dwa razy mniej osób niż w Polsce. Luka w produktywności pomiędzy tym sektorem a sektorem większych firm jest nie tylko w Polsce bardzo duża.

- Tam, gdzie odsetek samozatrudnionych jest większy, produktywność jest niższa. Tak było we Włoszech i w Grecji - mówił Aleksander Łaszek.

- Przy braku zmian w polityce grozi nam silne osłabienie wzrostu - dodał.

Polska ma niesprzyjający zatrudnieniu system podatkowy. Większe firmy, spółki kapitałowe zatrudniają na etatach, a właśnie "etatowe" wynagrodzenia są najsilniej opodatkowane, jeśli wziąć pod uwagę także wysokość składek ubezpieczeniowych. Najwyżej opodatkowani są w dodatku najmniej zarabiający - licząc w sumie składki i podatki stopa opodatkowania najniższych płac sięga 40 proc. To oczywiście zniechęca do podejmowania pracy.

Zagrożenia dla gospodarki tkwią także w polityce rządu. Za bardzo rośnie znaczenie państwa w gospodarce, która zaczyna być zarządzana przez państwowe spółki, mające w dodatku monopolistyczna pozycję. Rozdawane woluntarystycznie - czyli po uznaniu - ulgi i preferencje mają negatywne konsekwencje. Komplikują system podatkowy i tworzą źródła konfliktu. 

Zdaniem ekonomistów FOR kluczem do wzrostu całej gospodarki jest wzrost sektora przedsiębiorstw i wzrost produktywności. Trzeba przeprowadzić prywatyzację i deregulację gospodarki - niektóre reformy można wprowadzić natychmiast, np. znieść zakaz handlu w niedziele, czy zakazu obrotu ziemią rolną. Łatwo też wprowadzić ułatwienia dla imigrantów. Trzeba również odpolitycznić spółki Skarbu Państwa.

Konieczna jest reforma świadczeń socjalnych w taki sposób, żeby opłacało się pracować. Teraz, jeśli ktoś przekracza próg dochodu choćby o 1 zł, traci natychmiast świadczenie, a tak nie powinno być. Również 500 plus trzeba zaadresować tylko do mniej zamożnych rodzin. Konieczna jest także poprawa usług publicznych - opieki na dziećmi poprzez tworzenie żłobków i przedszkoli, ale też nad seniorami oraz reforma służby zdrowia.

Ekonomiści FOR uważają, że takie reformy mogłyby pozwolić na osiągnięcie poziomu zamożności Niemiec ok. 2050 roku.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: FOREVEREN | gospodarka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »