Reklama

Energia wodna wolno płynąca

Polska należy do tych krajów UE, które najsłabiej wykorzystują potencjał energetyczny rzek. W świetle nowych regulacji dotyczących ochrony klimatu to zwykłe marnotrawstwo.

Na tle krajów Unii Europejskiej pod względem ilości wody przypadającej na jednego mieszkańca Polska znajduje się na 22. miejscu. To jednak nie zwalnia nas od działań prowadzących do zagospodarowania zasobów wodnych. Energetyka wodna ma bowiem liczne zalety. Podczas wytwarzania energii przez elektrownię wodną nie ma miejsca emisja szkodliwych dla atmosfery gazów. W przypadku niewielkich elektrowni wodnych niski jest poziom hałasu. Co ważne, powstały przy okazji budowy zbiornik wodny nie tylko umożliwia produkcję energii elektrycznej, ale i poprawia bilans wodny oraz retencję, umożliwia rozwój turystyki i rekreacji.

Reklama

- Oczywiście są i wady. Budowa elektrowni zmienia ekosystem i krajobraz. Powoduje wręcz zmiany mikroklimatu, możliwa jest erozja brzegów. W przypadku wielkich zapór spadek wody wywołuje także ogromny hałas - przyznaje hydrolog Paweł Murawski, właściciel firmy Biuro Projektów Wodnych - MurZap.

Według specjalistów, zasoby hydroenergetyczne Polski szacowane są na około 13,7 TWh rocznie. Tymczasem obecnie Polska wykorzystuje swoje zasoby hydroenergetyczne jedynie w 12 proc. (nie tylko do celów energetycznych). Elektrownie wodne miały w ub.r. zaledwie 2,67-proc. udział w krajowej produkcji energii elektrycznej (średnia dla świata to około 25 proc.).

- Polska ze względu na swoje ukształtowanie powierzchni nie może się równać pod względem wodnych zasobów energetycznych z Norwegią, Szwecją czy Austrią, ale powinniśmy umieć wykorzystać to, co posiadamy - mówi Murawski. Jego zdaniem, kłopoty z energetyką wodną mają wymiar administracyjny.

- Opieszałość urzędników, mało precyzyjne prawo. To wszystko przyczynia się do tego, że nie wykorzystujemy zasobów wodnych.

Zapory dla zapór

Jerzy Kujawski z Kościerzyny to w środowisku dobrze znana osoba - nie tylko jest współwłaścicielem kilku małych elektrowni wodnych, ale też prowadzi zakład, który zajmuje się projektowaniem elektrowni wodnych i wytwarzaniem potrzebnych dla nich podzespołów. Jego firma dostała dofinansowanie ze środków UE na zakup linii technologicznej, która umożliwia produkcję turbin wodnych. Ale pan Jerzy nie jest zadowolony.

- Tuż po wojnie na tzw. ziemiach odzyskanych pracowało około 6 tys. obiektów wykorzystujących energię wody.

W części były to tartaki i młyny. Nie brakowało także i małych elektrowni wodnych. Teraz liczbę takich obiektów szacuje się na 400. Wydawałoby się, że obecnie powinniśmy wrócić do wykorzystania wody jako siły, ale niestety to nie takie proste - mówi Kujawski.

Zdaniem Kujawskiego, "zaporami dla zapór" są procedury administracyjne.

- Czasem nawet kilkudziesięciocentymetrowy próg umożliwia zabudowę małej turbiny - przekonuje przedsiębiorca. - Mała elektrownia to koszt kilkuset tysięcy złotych, większa - paru milionów. Chętni, aby wydać takie pieniądze, są. Jednak skoro na pozwolenia trzeba czekać miesiącami, a często znacznie dłużej, potencjalni inwestorzy rezygnują - przyznaje Kujawski, wskazując na regionalne dyrekcje ochrony środowiska jako miejsca, gdzie tworzy się zastój.

Pani Anna - pracowniczka jednej z RDOŚ na północy kraju (prosiła, aby nie podawać personaliów) - zgadza się, że niektóre procedury trwają zbyt długo, chociaż budowa nawet niewielkiego zbiornika ma znaczny wpływ na lokalne warunki środowiskowe.

- Z drugiej strony my tylko dbamy o stan środowiska naturalnego, robimy to, do czego obliguje nas prawo - wyjaśnia urzędniczka. Po chwili jednak przyznaje, że niektóre procedury mogłyby trwać krócej; także żądanie raportów o oddziaływaniu na środowisko można byłoby ograniczyć do największych inwestycji.

- Rozumiem, że taki raport jest potrzebny w przypadku planów budowy kolejnego stopnia wodnego na Wiśle, ale w przypadku rzeczki o szerokości 2-3 metrów budzi to pewne wątpliwości, zwłaszcza gdy nie mamy do czynienia z obszarem chronionym - przyznaje.

Zmiany prawne i konieczność wypracowania bardziej przyjaznych inwestorom procedur to argument nie zawsze trafiający do ekologicznych lobbies, szczególnie tam, gdzie rządzi dogmat, a ignoruje się realia. Jako przykład Kujawski podaje sytuację na rzece Słupia. W wielu miejscach jej biegu znajdują się rezerwaty przyrody.

- Mało kto wie, że utworzono je tam, gdzie powstały przed laty małe zapory. Można by rzec, że to dzięki zaporom powstały ostoje przyrody - zaznacza Kujawski. Tymczasem znaczenie małych elektrowni sukcesywnie rośnie. Już obecnie MEW w 27 krajach Unii wytwarzają rocznie ponad 46 TWh energii elektrycznej, jak informowało niedawno Europejskie Stowarzyszenie Małej Energetyki Wodnej. Do końca tej dekady produkcja tego typu zakładów ma wzrosnąć do 54,7 TWh rocznie. Oznacza to przyrost produkcji MEW w latach od 2010 do 2020 r. o 1,75 proc. rocznie.

Duży nie może więcej

Na zbyt długie i skomplikowane procedury narzekają także i największe firmy energetyczne. Nic więc dziwnego, że na razie w zakresie inwestycji w energetykę wodną mamy stagnację. Doskonale ilustruje to przypadek Energi. Firma chciałaby wybudować zaporę na Wiśle poniżej już istniejącej we Włocławku. Stanowiłaby ona drugi stopień wodny. Dokładna lokalizacja, jak i szczegóły techniczne będą znane po sporządzeniu studium lokalizacyjnego, studium wykonalności i oceny oddziaływania na środowisko, które powinny być przygotowane do końca 2011 r. Pozwolenie na realizację inwestycji może być wydane pod warunkiem uzyskania pozytywnej opinii Komisji Europejskiej.

Wstępne założenia przewidują, iż moc elektrowni wyniesie około 100 MW, a średnia produkcja przekroczy 500 tys. MWh rocznie. Oznacza to, że wytworzenie takiej ilości energii w źródle odnawialnym pozwoli uniknąć wyemitowania do atmosfery ponad 500 tys. ton CO2. Termin realizacji tej inwestycji jest obliczany na ok. siedem lat, a jej wartość szacowana jest na ok. 2,5 mld zł. Na razie jednak prace postępują bardzo powoli. Jak nas poinformowano w spółce, trwa kompletowanie potrzebnej dokumentacji.

- Coraz bardziej korzystne parametry ekonomiczne, a także wsparcie środowisk lokalnych czynią takie inwestycje jeszcze bardziej atrakcyjnymi biznesowo - przekonuje Mirosław Bieliński, prezes Energi. - Duże znaczenie będzie miało również to, iż dzięki budowie nowej elektrowni wzrośnie udział "czystej" energii w naszym bilansie energetycznym, co z kolei przybliży Polskę do wypełnienia unijnych zobowiązań środowiskowych. Pomimo problemów i bardzo wolnego tempa, energetyka wodna będzie się rozwijać, choć granice jej rozwoju wyznaczane są przez warunki naturalne (cieki wodne z odpowiednim spadkiem, zasoby wodne).

Popyt na zieloną energię nie będzie malał, nie znikną szybko mechanizmy politycznego wsparcia dla jej producentów, a krajowy potencjał hydroenergetyczny daje wciąż spore pole do popisu dla inwestorów.

Dariusz Malinowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »