Reklama

Eurowirusa defekt narodzin

Ok. 22 lata temu 23 kwietnia 1998 r. Bundestag ratyfikował przyjęcie euro w przekonaniu, że "głosuje za pokojem". Niespełna ćwierć wieku później Financial Times, pytając o solidarność europejską w dobie pandemii koronawirusa, na przykładzie włosko-niemieckich relacji uznał, że Niemcy, blokując dostęp do produktów medycznych, na równi z działaniami EBC, "zatrzęsły" zaufaniem na rynku do wspólnej waluty.

Okazało się, że zaledwie 31 ton pomocy medycznej z Chin dla Włoch stało w jawnym kontraście ze słowami prezes EBC Chrisstine Lagarde, która stwierdziła, że zadaniem EBC nie jest "redukcja spreadu" (między długiem niemieckim a włoskim), a redaktorzy Financial Timesa skonstatowali, że w przeciwieństwie do poprzedniego prezesa EBC Mario Draghi’ego Lagarde nie została zatrudniona w EBC, aby "utrzymać Włochy w euro". Jak wyliczono, po słowach prezes EBC premia w rentowności włoskich obligacji dziesięcioletnich skoczyła o 60 punktów bazowych, a indeks włoskiej giełdy FTSE MIB spadł o 17 proc. i w obu przypadkach były to historycznie rekordowe dzienne spadki.

Reklama

Ze słów byłego włoskiego wicepremiera Matteo Salviniego cały świat dowiedział się, że Włosi tego dnia stali się o 68 mld euro ubożsi i jest to skutek ich udziału w strefie euro. Unaoczniła się w ten sposób przyczyna tego, dlaczego będąc w euro Włochy nie powiększyły swojego PKB przez dziesięciolecia i stale muszą tracić, płacąc inwestorom za ryzyko, że wyjdą z niedopasowanej do nich strefy walutowej albo ogłoszą formalne bankructwo. Eurostraty wystąpiły, mimo że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza Włosi tylko raz, w 2009 r., mieli niewielki jednoprocentowy deficyt pierwotny, w przeciwieństwie do Niemiec, które trzykrotnie wpadały w wieloletnie okresy deficytów sięgających 6 proc. PKB.

Włochy są olbrzymim rynkiem zbytu o wartości PKB 1,8 bln euro. Niemniej ich dług wynoszący ok. 2,4 bln euro może dobić do 160-180 proc. PKB po zakończeniu pandemii. O ile dostęp do tak lukratywnego rynku zbytu jest wartościowy, o tyle na przejęcie ryzyka obsługi włoskiego długu nikt się nie daje namówić. W efekcie Włosi wpadli w pułapkę euro. Gdyż obsługa nawet tak olbrzymiego długu w dobie ujemnych stóp procentowych nie stanowiłaby żadnego problemu, o ile płacona premia byłaby na poziomie niemieckim, ale ryzyko wyjścia z euro lub bankructwo sprawia, że gospodarka włoska nie może być konkurencją dla przedsiębiorstw niemieckich. Tym bardziej kluczowe staje się naświetlenie przyczyn powstania tak niekorzystnego układu gospodarczego premiującego Niemcy kosztem Włoch.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Wydaje się że głównym sprawcą Eurotragedii była inteligentna polityka Niemiec czasów Helmuta Kohla, której udało się przekonać nie tylko opinię europejską ale i... niemiecką, że państwo niemieckie zastępując markę nową europejską walutą euro działa w imię bezosobowej Europy i jej bezpieczeństwa. Szermowanie interesem wyidealizowanej Europy było tak skuteczne, że nawet Lionel Barber (wieloletni dziennikarz Financial Times) podchwycił tę ideę, pisząc w 1998 r., że Helmut Kohl "był osobą, która zrobiła karierę na podporządkowaniu niemieckich interesów narodowych w imię Europy". Jednocześnie używanej za granicą narracji politycznej nie udawało się odseparować od wewnętrznego przekazu, co sprawiło, że sami Niemcy byli do tego pomysłu zrażeni i tej hipokryzji nie zrozumieli do tego stopnia, że według wypowiedzi Helmuta Kohla dla Daily Telegraph ("Popieranie euro kosztowało mnie przegraną w wyborach") jak i przekonania wyrażonego w pamiętnikach, doprowadzili do odsunięcia tego najskuteczniejszego po Bismarcku kanclerza Niemiec od władzy.

Równocześnie ta narracja do tego stopnia zakotwiczyła się w opinii publicznej, że do dziś wszyscy posługują się tym językiem, który nie przystaje do rzeczywistości. Ashoka Mody w "Eurotragedii" podsumowuje: "Kohl został usunięty ze sceny europejskiej, a partia, której przewodził przez 16 lat, skazała go na ostracyzm. Epoka Kohla niewątpliwie się skończyła. Ale jego dziedzictwo przetrwało. Kohl doprowadził Europę do punktu, z którego nie było już odwrotu. (...) Angela Merkel niewątpliwie zdemontowała epokę Kohla - przejęła jednak jego dziedzictwo" i należałoby dodać, że również wszystkie benefity z niego wynikające. "Kohl stworzył ideologię stabilności, która skutecznie zamaskowała destabilizujący charakter polityki strefy euro i jej struktury instytucjonalnej. Dał strefie euro Włochy. Najważniejsze być może było to, że dokonał legitymizacji używanej retoryki i syndromu grupowego myślenia jako substytutu autentycznej analizy ekonomicznej i politycznej. Nawet jeśli początkowo niechętnie lub nieświadomie, to jednak przyłączyło się do niego całe pokolenie europejskich "elit", a następnie kontynuowało bezrefleksyjny idealizm Kohla, podczas gdy całkowicie realne napięcia zaczynały rozrywać delikatną tkaninę Europy."

W sytuacji kiedy w roku 1970 markę wymieniano na 170 lirów włoskich, a w 1998 r. po okresie interwencji walutowych lat 90., kiedy była ona w "wężu walutowym" - na prawie 1000 lirów, jedynie cyniczni politycy mogli głosić, że samo przyjęcie euro opanuje procesy inflacyjne w tym kraju. A drożyzna we Włoszech musiała szeroko otworzyć możliwości eksportowe Niemiec, a tej ekspansji nie mogła już hamować dewaluacja, jak to było w przeszłości. Helmut Kohl jako jeden z nielicznych decydentów tę szansę widział, co jego doradca Joachim Bitterlich zauważył, opisując, że wyczuwał "wagę historii", a jego politycznym mottem było stwierdzenie, że euro tak, ale z Włochami ("Proszę tylko nie bez Włochów"), o czym informował Spiegel w artykule "Nowe dokumenty rozświetlają defekt narodzin".

Aby zrozumieć powyższy proces z punktu widzenia realizacji osobistych ambicji polityków należy zauważyć, że ówczesny premier Włoch Romano Prodi został w nagrodę szefem Komisji Europejskiej. Tej nominacji nie miał szansy otrzymać bez poparcia Niemiec. Przy czym wartym podkreślenia jest spójność postrzegania interesów niemieckich, gdyż poparcia udzielił mu już nowy kanclerz Gerhard Schröder, który wizerunkowo był "znanym eurosceptykiem" jak podkreśla Spiegel we wspomnianym artykule. Ponadto Helmut Kohl naciskał na "terminowe", a więc szybkie przyjęcie euro, argumentując to chęcią dokończenia tego procesu jeszcze przed wyborami 1998 r. Dopinał proces, który go pogrążył, przy czym - co charakterystyczne - debata wyborcza ogniskowała się na sprawach wewnątrzniemieckich, przemilczając kwestię euro, mimo niechęci Niemców do rezygnacji z marki niemieckiej i famy eurosceptyczności Schrödera. Polityka niemiecka w tym względzie była równie konsekwentna po wyborach, a Prodi został szefem KE przy - wydawałoby się - ideologicznie odmiennych rządach w Niemczech i we Włoszech.

Nacisk na przyjęcie euro we Włoszech był wyjątkowo silny, rozbudzając powszechne wrażenie, że głównym beneficjentem będą właśnie Włochy, a ofiarą - Niemcy. Ponadto, gdy w 1997 r. Włochy dwukrotnie proponowały przesunięcie daty wprowadzenia euro, to właśnie Niemcy stanowczo takie sugestie odrzucały, a nawet było to tabu niemieckiej polityki. Biurokratyczne przeprowadzenie operacji euro we Włoszech Niemcy oparli na bankierze Carlo Ciampim, który w rządzie Prodiego odgrywał rolę szarej eminencji. Do spełnienia kryteriów z Maastricht potrzeba było użycia "inżynierii finansowej" jak i silnego politycznego wsparcia z wielu stron. "Podatek europejski" obciążający fikcyjną sprzedaż rezerw złota bankowi centralnemu to nie była jedyna operacja ukazująca księgowe sztuczki, na które pozwolono Carlo Ciampiemu. Gdyż, co odsłoniła ujawniona korespondencja w ramach niemieckiego establishmentu, elity niemieckie doskonale rozumiały cały ten proces i uważały, że bez Ciampiego by się on nie udał. Silne wsparcie polegało na wymuszaniu na innych krajach "elastycznego podejścia", a na instytucjach europejskich - przygotowanie opinii uprawniających do formalnego przyjęcia stanowiska. Trudno zresztą założyć, że sam Kohl wierzył w oficjalne zapewnienia swoje, jak i włoskiego szefa banku centralnego, że Włochy doświadczą cudu finansowego i w ciągu 10 lat włoski dług publiczny spadnie z poziomu 120 proc. PKB do zaledwie 60 proc.

Za wiarygodne należy uznać zapewnienia Helmuta Kohla składane w Bundestagu 22 lata temu, że z punktu widzenia Niemiec to tak naprawdę nie ma się czym przejmować, bo przecież za przyszłe problemy Włoch zapłacą sami Włosi a nie Niemcy. Dlaczego? Gdyż jednocześnie z przyjęciem euro ustanowiono mechanizm egzekwowania wymogów fiskalnych, nad których przestrzeganiem miało czuwać niezależne od krajów członkowskich sądownictwo europejskie. To kluczowe stwierdzenie że "zgodnie z wymogami traktatu społeczeństwo (Niemcy) nie jest obciążone zobowiązaniami państw członkowskich i nie wiąże się to z dodatkowymi transferami fiskalnymi" zostało w przemówieniu Kohla powtórzone podwójnie dla wywarcia odpowiedniego wrażenia. Dla podkreślenia przewrotności całej sprawy Helmut Kohl nie omieszkał w swoim przemówieniu zaznaczyć, że Bundestag przyjmując euro "głosuje za pokojem".

Znając mechanizm funkcjonowania pułapki europejskiej, w jaką Włochy wpadły przed laty, Polska z dużym sceptycyzmem powinna podchodzić do nawoływania do przyjęcia euro w imię wyidealizowanej solidarności europejskiej, której zakłamanie pokazał mikroskopijny wirus.

Cezary Mech
Ekonomista, doradca Prezesa Narodowego Banku Polskiego

Autor jest doradcą Prezesa Narodowego Banku Polskiego. W tekście wyraża własne poglądy

Dowiedz się więcej na temat: euro | strefa euro | Włochy | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »