Reklama

FAZ: Niebezpieczna miłość do Nord Stream 2

​Niemiecki dziennik ocenia, że zachowanie rządzącej w Niemczech SPD w sprawie gazociągu Nord Stream 2 wydaje się coraz bardziej "irracjonalne". "I jest coraz bardziej niebezpieczne" - pisze komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ) Reinhard Veser.

Zauważa, że szef klubu parlamentarnego partii Rolf Muetzenich isekretarz generalny Kevin Kuehnert, a ostatnio także niemiecka minister obrony Christine Lambrecht, próbują "nakreślić wyraźną linię oddzielającą projekt od gróźb Rosji przeciwko Ukrainie".

W czwartek, 13 stycznia, w rozmowie z radiem RBB Lambrecht powiedziała, że nie powinno się "wciągać Nord Stream 2 w ten konflikt". Z kolei Muetzenich już pod koniec zeszłego roku w wywiadzie dla "Spiegla" stwierdził, że partnerzy koalicyjni w Niemczech uzgodnili, iż nie będą oceniać Nord Stream 2 według kryteriów politycznych.

"To sformułowanie Muetzenicha jest przyznaniem się do porażki. Oznacza, że postanowiono zamknąć oczy na rzeczywistość. Po prostu odmawia się oceny geopolitycznego projektu według kryteriów geopolitycznych. Wypowiedź Lambrecht kieruje się podobną logiką. Zaprzecza ona, że istnieje związek między Nord Stream 2 a konfliktem, w którym gazociąg jest wykorzystywany przez Rosję jako środek nacisku" - pisze Veser.

Reklama

Pomylono przyczynę ze skutkiem

Dodaje, że tych dwoje polityków nie neguje całkowicie pewnych współzależności, dostrzegając zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy ze strony Rosji. Z kolei sekretarz generalny SPD Kevin Kuhnert, "żądając zakończenia debaty o Nord Stream 2, pomylił przyczynę ze skutkiem". Polityk ten stwierdził mianowicie, że nie należy wywoływać międzynarodowych konfliktów, aby "w ten sposób pogrzebać projekt, który zawsze był dla niektórych solą w oku". Zdaniem Vesera wypowiedź tę można zrozumieć jako zarzut, że krytycy Nord Stream 2 chcieli podgrzać konflikt Rosji z Ukrainą, aby zatrzymać gazociąg.


Veser przypomina, że celem rurociągów z Rosji przez Morze Bałtyckie do Niemiec "zawsze było ominięcie Ukrainy". "Stała za tym uzasadniona refleksja, że kraj, który tak bardzo zależy od sprzedaży swojego gazu do Europy, jak Rosja, musi zdywersyfikować swoje drogi transportu. Nie może być zależny od jednego kraju tranzytowego" - pisze niemiecki dziennikarz. Przypomina, że w efekcie tych przemyśleń powstał gazociąg jamalski przez Białoruś, a potem Nord Stream 1, który już w chwili zainicjowania projektu przez ówczesnego kanclerza Gerharda Schroedera i prezydenta Władimira Putina w 2005 roku wywołał gwałtowne protesty Polski i krajów bałtyckich.  

"Podczas gdy rządy w Europie Zachodniej i UE nie chciały tego dostrzec, w Warszawie, Wilnie, Rydze i Tallinie już wtedy widziano bardzo wyraźnie, w jakim kierunku idzie Rosja pod rządami Putina" - zauważa Veser. I przypomina, że do pierwszego rosyjsko-ukraińskiego kryzysu gazowego doszło zimą na przełomie lat 2005 i 2006, rok po pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, co "potwierdziło ostrzeżenia Europy Środkowej i Wschodniej, że Kreml wykorzystuje ropę i gaz jako broń polityczną".

Ponad głowami sąsiadów

"Nord Stream 1 wyrządził przede wszystkim szkody polityczne. Sposób, w jaki Berlin i Moskwa uknuły ponad głowami Polski i Bałtów to, co uważały one za wymierzone w ich interesy, wzbudziło oparte na historycznych doświadczeniach obawy. Do tego doszło wrażenie, że Rosja ma korumpujący wpływ na Niemcy, które powstało po przejściu Schroedera na usługi Gazpromu. Te spięcia zapewne kiedyś zostałyby zapomniane, gdyby Niemcy po rosyjskiej aneksji Krymu i rozpoczęciu wojny w Donbasie prowadziły konsekwentną politykę wobec Rosji. Ale Berlin zwielokrotnił szkody, gdy nawet w obliczu militarnej agresji Rosji na Ukrainę, poparł już w 2015 roku Nord Stream 2 ponad głowami sąsiadów" - pisze dziennikarz "FAZ".

Dodaje, że do pęknięć w UE i NATO doprowadziło też to, że niemiecki rząd "odmówił poważnej debaty o politycznych konsekwencjach gazociągu, sięgając po groteskowe stwierdzenie, że chodzi o projekt sektora prywatnego". "Dodatkowo, trwając przy projekcie w minionych latach pomimo coraz ostrzejszego tonu z Rosji, zachęcił Kreml do zwiększenia presji na Ukrainę" - zauważa Veser.

Scholz nie pomaga Bidenowi

"Jeżeli czołowi niemieccy politycy bronią Nord Stream 2 teraz, gdy Kreml skoncentrował wojska na granicy z Ukrainą a jego propagandowe media grożą otwartą wojną, to ma to wpływ na kalkulację ryzyka przez Moskwę" - ocenia.

"Jeżeli istnieje tam uzasadniona nadzieja, że niezależnie od dalszego biegu wydarzeń wkrótce przez Nord Stream 2 popłynie gaz do Niemiec, zwiększa to niebezpieczeństwo wojny przeciwko Ukrainie" - konkluduje.

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" komentuje z kolei głosowanie w Senacie USA, gdzie upadł projekt zaostrzenia sankcji wobec Nord Stream 2. Jak pisze, można zadać pytanie, jak długo jeszcze prezydent Joe Biden "będzie mógł i będzie chciał prostować oczywisty błąd, który popełniły Niemcy popierając gazociąg". "Jeżeli nowy niemiecki kanclerz na poważnie będzie sięgał po stare, zawsze błędne sformułowanie, że Nord Stream 2 jest sprawą sektora prywatnego, to na pewno nie pomoże to prezydentowi USA" - ocenia "SZ".

 Autor Anna Widzyk

Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »