Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Gra w cykora

Usłyszałem w jednej z analiz, że choć to brzmi koszmarnie i nie wypada o tym mówić, to Orban w dłuższej perspektywie może mieć rację, sprzeciwiając się sankcjom i zakazowi importu ropy i gazu z Rosji.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Może i nie wypada, ale się mówi. I, co gorsze, Orban może mieć rację. To zależy, czy Putin zakończy "denazyfikację" Europy na Ukrainie, czy nie. W pierwszym wypadku sankcje i tak zostaną pewnie szybko dość wstrzymane. W drugim - proces "denazyfikacji" nie obejmie Węgier, bo przecież są już dostatecznie "zdenazyfikowane".

Ale co zrobić, żeby inni też nie zostali poddani procesowi "denazyfikacji"? To zależy od tego, co Unia Europejska i NATO robią teraz. Jak zdecydowanie będą przeciwstawiać się "denazyfikacji" Ukrainy. I o to waśnie toczy się gra.

Reklama

Zdaniem Roberta Aumanna, laureata Nagrody Nobla z Ekonomii z 2005 roku, wszystko, co się dzieje na świecie, jest grą. Od ewolucji po wojny, przez większość decyzji życia codziennego. W zasadzie każda decyzja, którą podejmujemy, jest swego rodzaju grą. Wsiadając do tramwaju czy autobusu, gdy zastanawiamy się, czy skasować bilet, podejmujemy grę z "kanarem". Tego typu zagadnieniami - oczywiście na poziomie bardziej abstrakcyjnym niż kasowanie biletu w komunikacji miejskiej - zajmuje się dział matematyki zwany teorią gier, w których, jak pisze Thomas Schelling, "wzajemna zależność jest częścią logicznej struktury i wymaga pewnej współpracy lub wzajemnych ustaleń - jeśli nie jawnych, to przynajmniej cichych - choćby tylko po to, aby uniknąć obustronnej katastrofy".

Schelling, który otrzymał Nobla, razem z Aumannem, w takcie Kryzysu Kubańskiego w 1962 roku, gdy świat stanął w obliczu wojny atomowej między Związkiem Sowieckim a Stanami Zjednoczonymi, doradzał prezydentowi Kennedy’emu. Po latach, oceniając tamte wydarzenia, nie miał wątpliwości, że to właśnie balansowanie na granicy wojny pozwoliło jej ostatecznie uniknąć. A Aumann stwierdził wręcz, że to eksperci od teorii gier pomogli wygrać całą zimną wojnę. Dziś Rosja wie, że wtedy Amerykanie blefowali - bo się Schelling tym pochwalił. Może być więc trudniej.

Ale jest taka strategia gry: wet za wet. Robert Axelrod zaprosił onegdaj akademików z całego świata do uczestnictwa w turnieju dla programów komputerowych, grających w dylemat więźnia. Gra ta jest doskonale znana, więc krótko, jakby ktoś o niej nie słyszał. Prokurator przedstawia dwóm podejrzanym o napad na bank aresztantom następującą możliwość:

(1) jeżeli do przestępstwa przyzna się jeden, a drugi będzie się wypierał, ten który się przyznał zostanie zwolniony, a drugi skazany na 10 lat;

(2) jeżeli obaj się przyznają, każdy dostanie 5 lat;

(3) jeżeli żaden się nie przyzna, to żaden nie zostanie skazany za napad, ale pod jakimś błahym pretekstem każdy zostanie skazany za coś innego na rok.

Mając do siebie zaufanie obaj powinni iść w zaparte i się nie przyznać - posiedzą tylko rok. Ale jak się któryś obawia, że drugi go "zdradzi", to też musi zdradzić. W gorszym przypadku - jak obaj zdradzą - posiedzą po pięć lat. W lepszym przypadku dla tego, który zdradzi - wyjdzie na wolność, a ten który nie zdradzi będzie siedzieć dziesięć lat. Racjonalny jest wybór "zdrady". Jednak wielokrotne rozgrywanie tej gry pozwala opracować inną strategię. Najlepszy program zgłosił Anatol Rapoport. Polegał on na współpracy w pierwszej rundzie, a w każdej kolejnej na robieniu tego, co drugi gracz zrobił w poprzedniej ("wet za wet"). Był to jednocześnie program najprostszy - w języku BASIC zajmował cztery linie. Pomimo prostoty strategia ta jest zaskakująco wydajna, ponieważ spełnia najważniejsze kryteria teorii:

  • przyjazność - nie zrywać współpracy jako pierwszy
  • natychmiastowa obrona - na atak odpowiadać odwetem
  • przewidywalność - przeciwnik może łatwo przewidzieć takie zachowanie i dostosować się do niego
  • skłonność do wybaczania - jeśli przeciwnik zmieni swoje postępowanie
  • gwarantuje, że nie da wyniku gorszego niż wynik przeciwnika o więcej niż różnica jednej rundy, dzięki czemu sprawdza się wobec graczy racjonalnych, którym zależy na jak najwyższym wyniku własnym, ale też wobec graczy, którym zależy na jak największej różnicy wyników.

Putin wybrał ruch sprzeczny z tymi zasadami -  zaatakował pierwszy, choć próbuje argumentować, przy pomocy różnych "poleznych idiotów" (użytecznych idiotów) - jak mawiał wielki wódz Włodzimierz Ilicz Ulianow, pseudonim "Lenin" - że to NATO pierwsze zaczęło, zbliżając się za bardzo do Rosji i przez to jej zagrażając. Ale Rosji zagraża każdy, kto stoi na drodze realizacji doktryny Piotra I, że granice Rosji muszą być jak najdalej od Moskwy. Niestety dla Ukrainy (i Polski, i Polski) leżymy po drodze do Moskwy. A zatem zgodnie z zasadami gry powinniśmy odpowiedzieć "pięknym za nadobne". Oczywiście nie sami. NATO powinno. Bo atak zbrojny na Ukrainę nie jest mniej niebezpieczny niż próba instalacji rakiet strategicznych na Kubie, nie na siłę, tylko na zaproszenie - bądź, co bądź - tamtejszego rządu.

Niektórzy epatują, że Rosja może użyć taktycznych pocisków atomowych. Spójrzmy więc na inną grę - w cykora. Dwóch kierowców jedzie na siebie z maksymalną prędkością. Ten, kto pierwszy zahamuje lub zjedzie z trasy, jest "cykorem" i przegrywa. Ratuje życie, ale traci prestiż. Jadący do końca prosto wygrywa prestiżowo. Jeśli obydwaj zdecydują się jechać do końca - obydwaj "wygrają". Z tym, że zginą.

W przeciwieństwie do dylematu więźnia najgorsza jest nie sytuacja asymetryczna, gdy jeden jedzie (nie przyznaje się), a drugi ucieka (przyznaje się), lecz symetryczna (obaj jadą na siebie). Jeśli koszty honorowe byłyby większe od kosztów wypadku, gra zmieniłaby się w zwykły dylemat więźnia.

W sytuacjach rzeczywistych, które modeluje gra w cykora, najbardziej opłacalna jest "strategia szaleńca" - trzeba przekonać przeciwnika, że zamierza się jechać bez względu na okoliczności.

Prawdopodobieństwo, że Orban ma rację jest tym większe, im mniejsze jest prawdopodobieństwo (w ocenie Putina), że NATO nie zdecyduje się na strategię szaleńca. A ono z kolei rośnie tym bardziej, im częściej teraz dajemy po sobie poznać, że boimy się, że strategię szaleńca zastosuje Putin i im częściej mówimy, że nie chcemy marznąć.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »