Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: I ty, Biskupie, przeciwko mnie?

"I ty, Biskupie, przeciwko mnie" - mógłby, niczym Cezar Brutusa, spytać premier Morawiecki arcybiskupa Gądeckiego, po skrytykowaniu przez niego PiS-owskiego Ładu Podatkowego. A przecież Pan Jezus nauczał: "Oddajcie Cezarowi co cesarskie…".

Na przykład Jezusa powołują się nawet polskie sądy administracyjne. Celuje w tym WSA w Poznaniu, który w wyroku I SA/Po 363/09 wytknął podatniczce spierającej się z organami podatkowymi o zwolnienie z podatku odszkodowania otrzymanego na  skutek ugody z byłym pracodawcą, że "rzadko zdarza się nawet wśród wierzących podatników taki stosunek do obowiązków podatkowych, jak opisany w Ewangelii wg. św. Mateusza w ustępie zatytułowanym Podatek na świątynię - gdzie Jezus, mimo braku obowiązku podatkowego, nakazuje Szymonowi zapłacenie poborcom podatku, byle nie dać powodu do zgorszenia". Ten sam fragment Ewangelii przypomniał ten sam sąd w wyroku I SA/Po 463/09 uznając, że podatnik bezzasadnie skorzystał ze zwolnienia z podatku VAT. A w wyroku I SA/Po 378/11 pouczył dodatkowo podatniczkę, u której zakwestionowano odliczenie podatku VAT z faktury za usługi, których wykonanie kwestionował organ podatkowy, że "w wielu wielkich religiach świata uchylanie się od  płacenia podatków wynikających z ustaw jest obarczane dodatkowo sankcjami moralnymi i traktowane jako grzech".

Reklama

Z kolei WSA w Gorzowie, rozpatrując sprawę darowizny na rzecz Kościoła, w uzasadnieniu wyroku I SA/Go 1698/05 zadał pytanie: "jak w podobnych przypadkach zareagowałby Jezus?" I też przywołał tę samą Ewangelię. Sprawa o tyle ciekawa dla arcybiskupa Gądeckiego, że dotyczyła podatnika, który wykazał w zeznaniu podatkowym darowiznę (w wysokości 3,8 mln zł) na rzecz Kościoła. A darowizny takie były z podatku PIT zwolnione. Na szczęście dla darczyńców przeważyła w orzecznictwie linia, zgodnie z którą zwolnienie jest zwolnieniem i skoro darowizna była, to podatku nie ma. Z wyjątkiem oczywiście tych podatników, dla których wyroki były niekorzystne. Bo co prawda mamy "państwo prawne", którego cechą jest równość i pewność prawa - czemu jawnie przeczy wydawanie różnych wyroków w takich samych sprawach, ale nie wchodźmy już w takie konstytucyjne detale. Zajmijmy się innymi - tłumaczeniem Ewangelii i jej "wykładnią". Taką "wielopłaszyznową", jak stosowana jest w obronie konstytucji przed PiS-em.

Nie bez powodu przecież słuchacze, do których Jezus kierował swoje niejednoznaczne słowa o podatkach, różnie tę niejednoznaczność interpretowali. Jezus został przecież oskarżony przed Piłatem o to, iż "podburza naród i odwodzi od płacenia podatków Cezarowi" ( Łk 23, 2).

Już u samego zarania chrześcijaństwa doszło przecież do "pomieszania języków". Sam Jezus mówił po aramejsku (bądź hebrajsku). Uczniowie głosili Jego nauki po aramejsku i grecku - wychodzili bowiem z Ewangelią, zgodnie z nakazem misyjnym, poza krąg swych ziomków. A ci, którzy byli ewangelizowani dalej przekazywali słowo Boże już w innych językach. Ale - skoro PiS narusza konstytucję dokonując jej literalnej wykładni - to chyba nie powinniśmy dokonywać li tylko literalnej wykładni Ewangelii?

Całość przypowieści św. Marka, którą w Biblii Tysiąclecia tłumaczył Walenty Prokulski, brzmi tak: "Posłali natomiast do Niego kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim Ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić? »Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: «Czemu Mnie wystawiacie na próbę? Przynieście Mi denara, chcę zobaczyć». Przynieśli, a On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli Mu: «Cezara». Wówczas Jezus rzekł do nich: «Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego" (Mk 12; 13-17).

Faryzeusze wcale nie chcieli się dowiedzieć, co Jezus sądzi o obowiązku płacenia podatków. Chcieli podstępem uzyskać od Niego przyznanie, że od płacenia podatków sam się "uchyla" i nawołuje do tego innych, czyli do buntu przeciwko władzy. Mieli nadzieję, że Jezus nie będzie chciał odpowiedzią, że podatki płacić trzeba, zawieść zarówno biednych, którzy dotkliwie odczuwali ciężary podatkowe, jak i  gorliwych Żydów, którzy odrzucali władzę Rzymian, więc twierdzili, że nie należy płacić podatków ze względów religijnych. To taka "prowokacja skarbowa" - mówiąc dzisiejszym językiem. Trochę podobnie jak kontrolerki, które tuż przed końcem pracy warsztatu namówiły jego pracownika do wymienienia im żarówki w samochodzie i oskarżyły o niepobranie podatku VAT! Jezus wybrał jednak odpowiedź typu "tak, ale..." i przeniósł dyskurs na inną płaszczyznę. Nie zanegował instytucji państwa i podatków, ale wskazał granicę opodatkowania - bo przecież nie można oddać wszystkiego Cezarowi.

We wcześniejszym przekładzie Biblii Jakuba Wujka pytanie zadane Jezusowi przez faryzeuszy brzmi: "godziż się dać dań Cesarzowi, czyli nie?"  Dań - to danina. A dziś nauka twierdzi, że podatki są co prawda daninami, ale nie wszystkie daniny są podatkami. A jakież to były daniny?

Od chwili podbicia Judy przez Persów świeccy Żydzi byli zobowiązani wpłacać "podatek, daninę czy cło" (Księga Ezdrasza 4, 13) do królewskiego skarbca. Od podboju Palestyny przez Pompejusza w 63 r. p.n.e. po czasy Jezusa, zarówno za panowania władz rzymskich, jak i Herodów, płacono trzy rodzaje podatków. Podatki nazywane dziś bezpośrednimi - od własności ziemskiej (czyli taki podatek od nieruchomości) oraz pogłówne - od każdego dorosłego Żyda. Drugim rodzajem były podatki pośrednie - cła za przewożone towary. Były one ściągane w odmienny sposób przez różnych urzędników. I był jeszcze trzeci rodzaj podatku - podatek kościelny - też pogłówny i to tylko od mężczyzn. Pod rządami namiestnika Nehemiasza wynosił on jedną trzecią (a później jedną drugą) srebrnego sykla (Ne 10, 32-33). Ów podatek obowiązywał wciąż w czasach nowotestamentowych. I właśnie jego, a nie podatku państwowego, dotyczy Ewangelia Św. Mateusza.

A było tak: "Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy dwudrachmy z zapytaniem: «Wasz Nauczyciel nie płaci dwudrachmy?» Odpowiedział: «Owszem». Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: «Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?» Gdy powiedział: «Od obcych», Jezus mu rzekł: «A zatem synowie są wolni, żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie !»" (Mt 17, 24-27).

Co z tego wynika? Podatek był pogłówny. Zresztą jak większość podatków, o których wspomina Stary Testament. Takich podatków unikać trudniej i trudniej ich unikanie usprawiedliwić. Słynne darowizny na rzecz Kościoła służyły natomiast uniknięciu progresji podatkowej.

A co możemy powiedzieć o wysokości podatku, który zapłacili Jezus z Szymonem?

Podatek wynosił dwie drachmy. Więc stater był równoważny czterem drahmom. Z przypowieści o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1-16) oraz innych źródłach wiemy, że wartość jednego dnia pracy wynosiła ok. 1 denara - czyli 1 drahmy. Załóżmy, że w miesiącu pracowano 20 dni, to przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiła 20 denarów/drachm. I teraz zestawmy tę wiadomość ze słynną opowieścią o wdowim groszu, przywoływaną jako uzasadnienie progresji podatkowej.

"Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz". Biblia Tysiąclecia podaje w tym miejscu w przypisie: "Rzymski quadrans równa się czwartej asa". W przekładzie Wujka wdowa dała  "dwa drobne pieniądze, co waży kwadrant" (tu z kolei możemy dodać w przypisie, że "kwadrant" to inaczej "kwadrans’). Najmniejsza moneta miedziana będąca wówczas w obiegu to lepton (z greckiego leptós - mały, drobny; słaby; cienki). To właśnie dwa leptony (owe dwa drobne pieniążki) stanowiące jeden kwadrans - czyli jedną czwartą asa, wrzuciła wdowa. Drahma to 16 asów, czyli didrachma (dwudrachma) to 32 asy, a więc raptem 128 tych najmniejszych miedzianych leptonów rocznie. I wszyscy równo! Przy przeciętnym rocznym wynagrodzeniu miesięcznym 20 drachm, czyli 2560 leptonów, czyli 30 720 leptonów rocznie.

I  proszę nie mówić, że podatki mogły być niskie, bo wtedy "darmowej opieki medycznej" nie było ani szkolnictwa, i że autostrad nie budowano. Bo zlecona przez Heroda budowa portu w Cezarei oraz zbudowana przez Rzymian sieć dróg w wielkim stopniu wpłynęły na rozwój międzynarodowego handlu. Ulepszenia architektoniczne za Heroda, w tym przebudowa i powiększenie Świątyni Jerozolimskiej, uczyniły miasto bardziej atrakcyjnym i przyciągały pielgrzymki - religijną turystykę tego okresu. Obecność rzymskich legionistów i sprawnie działające sądownictwo gwarantowały znośny spokój i bezpieczeństwo. Błogosławieństwem dla ludności była też budowa wielu miejskich akweduktów - czyli wodociągów.

Dla zobrazowania wartości podatku - funt szlachetnego, importowanego z Indii olejku, którym Maria przed Paschą namaściła Jezusowi nogi w domu Łazarza wart był 300 denarów (J 12, 1-8), czyli 300 drahm - 150 razy więcej niż ten cały podatek, który kazał Szymonowi zapłacić Jezus.

I na koniec przypomnę jeszcze, jak złą sławą cieszyli się celnicy, czyli poborcy podatkowi. W Nowym Testamencie uosabiają oni ludzi niegodziwych ("Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?" - Mt 5, 46). Uważa się ich za równie złych, co poganie ("A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!" - Mt 18, 17). Przedstawia się zaś ich losy jako przykład możliwej skruchy. Apostoł Mateusz jest skruszonym poborcą podatkowym, który podejmuje Jezusa w towarzystwie swych kolegów, "celników i grzeszników" (Mk 2, 15). Tak, jak najlepszymi nawróconymi przez Jana Chrzciciela byli "celnicy i nierządnice" (Mt 21, 32), tak i Jezus obrał celników za właściwy obiekt swej misji: "Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mk 2, 17).

Wiec jest  jeszcze dla niektórych nadzieja - Panie Premierze, Panie Ministrze Finansów, Panie i Panowie Sędziowie i wszyscy Skarbowcy.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »