Reklama

FOR: Odkłamujemy mity o polskiej transformacji

Za kilka dni minie 30. rocznica uchwalenia przez Sejm pakietu reform gospodarczych nazywanych "Planem Balcerowicza". W ten sposób wystartowały zmiany gospodarcze, które przesunęły Polskę ze Wschodu na Zachód. Z tej okazji ekonomiści Forum Obywatelskiego Rozwoju postanowili polemizować z mitami twierdzącymi, że transformacja to było samo zło.

- "Plan Balcerowicza" wprowadził Polskę na ścieżkę trwałego wzrostu i konwergencji z krajami Zachodu - mówił na konferencji prasowej ekonomista FOR Marcin Zieliński, autor opracowania na temat "Mitów transformacji gospodarczej w Polsce".

Po co ta polemika i walka z mitami?

Bo od samego startu "Plan Balcerowicza" miał wielu krytyków. Generalnie dzielili się oni na tych, którzy wnikali w pewne konkretne rozwiązania i lepiej lub gorzej oceniali ich skutki oraz na tych, którzy potępiali wyznaczoną przez ówczesnego wicepremiera ścieżkę polskiego rozwoju w całości, przytaczając nieprawdziwe dane lub unikając jakiegokolwiek uzasadnienia w postaci danych.

Reklama

- Przemysł krytyków "Planu Balcerowicza" bardzo się rozwinął, a teraz wszedł do głównego nurtu polskiej polityki. Miedzy innymi za sprawą premiera Mateusza Morawieckiego,

który wiele mitów powtarza, żerując na tym i budując sobie poparcie - dodał Marcin Zieliński.

W ostatnim expose premier mówił między innymi, że polski potencjał rozwoju nie został w pełni wykorzystany po 1989 roku. Marcin Zieliński uważa, że to pierwszy mit. Bo oczywiście zawsze można dyskutować, czy czegoś by się nie dało lepiej wykorzystać, czy gorzej, ale fakty są takie, że Polska wykorzystała swój potencjał rozwoju najlepiej w Europie.

W latach 1989-2019 polski PKB podzielony na głowę mieszkańca wzrósł łącznie o 159 proc., gdy PKB Niemiec, z którymi tak lubimy się porównywać, wzrósł o 40 proc. W najszybciej rozwijającej się w Europie (po Polsce) Słowacji - PKB na głowę wzrósł o 133 proc. Warto także zauważyć, że PKB Ukrainy, która w 1989 roku była na podobnym jak my poziomie zamożności, skurczył się w tym okresie o 26 proc., a w Rosji wzrósł, ale o zaledwie 23 proc.

To zatem mit, że Polska rozwijała się wolno, bo rozwijała się najszybciej na naszym kontynencie. Faktem jest natomiast, że niektóre kraje postkomunistyczne są od nas bardziej zamożne. Tylko, że w 1989 roku Polska należała do grona najbiedniejszych. Byliśmy wówczas niemal o połowę biedniejsi niż Czesi czy Słoweńcy.

Według ekonomistów FOR, drugim mitem jest rzekomy "szklany sufit" w rozwoju gospodarczym naszego kraju. O "szklanym suficie" mówi także premier Mateusz Morawiecki. Owszem, to prawda, przez ostatnie trzy lata Polska rozwijała się szybciej niż średnio przez lat 30. Ale - uwaga. Nasz wzrost gospodarczy słabnie i ledwo się obejrzymy, a znajdziemy się znowu w okolicach średniej. Lub nawet poniżej.

- Trend wzrostu jest kontynuowany, ale nigdzie szklanego sufitu nie było - mówił Marcin Zieliński.

Nie było na co czekać

Kolejny mit - według ekonomistów FOR - głosi, że reformy będące fundamentem transformacji były zbyt szybkie, zbyt radykalne, i że trzeba było robić wszystko wolniej. Badania pokazują jednak, że kraje, które z transformacją zwlekały, jak Bułgaria, Rumunia, czy Chorwacja, zrobiły przez ostatnie 30 lat mniejsze postępy niż Polska. Co gorsze, Ukraina jest najlepszym przykładem tego, że transformację można było zatrzymać, czy nawet odwrócić, jeśli nie nabrała ona odpowiedniego rozpędu i siły.

- Widać zależność pomiędzy postępem transformacji a wzrostem PKB - mówił Marcin Zieliński.

Mit mówiący, że "Plan Balcerowicza" wepchnął Polskę w długotrwały kryzys myli po prostu przyczynę ze skutkiem. To bankructwo socjalizmu wepchnęło Polskę w kryzys, który zaczął się zresztą już w drugiej połowie lat 70. zeszłego stulecia i trwał ponad 10 lat. Polska natomiast weszła na ścieżkę trwałego wzrostu już w 1992 roku, właśnie dzięki transformacji, która wyrwała ją z kryzysu.

Dlaczego prywatyzacja

Wiele innych mitów dotyczy polskiej prywatyzacji. Zarzuca się jej, że "polskie firmy wykupił zagraniczny kapitał", "zagraniczne koncerny drenują Polskę z kapitału", "w wyniku transformacji upadł polski przemysł", czy też, że "znalazł się on w obcych rękach". Z tymi mitami także polemizują ekonomiści FOR.

Po pierwsze, inwestorzy zagraniczni nie przyszli do Polski tak szybko, bo dopiero w drugiej połowie lat 90., kiedy prywatyzacja trwała już od dłuższego czasu. Nie było też tak, że wykupywali masowo polskie przedsiębiorstwa, bo większość inwestycji szła na nowo budowane fabryki, od podstaw. Na zakup polskich przedsiębiorstw w ramach prywatyzacji w latach 1990-2001 inwestorzy zagraniczni wydali 74 mld zł. A na fabryki budowane od podstaw prawie cztery razy tyle.

Udział kapitału zagranicznego w polskim przetwórstwie przemysłowym wynosi obecnie 43,6 proc. i jest on niższy niż średnio w naszym regionie (53,1 proc.). Nie prawdą jest też, że w krajach Zachodu własność jest w rękach rodzimego kapitału. Jest bardzo różnie. W Irlandii na przykład udział kapitału zagranicznego w przemyśle przekracza 80 proc., a w Wielkiej Brytanii, Szwecji oraz Belgii jest to blisko 50 proc.

W 2017 roku wartość zagranicznych inwestycji w Polsce wynosiła 635,5 mld zł. Inwestorzy faktycznie "wytransferowali" z tego zyski w postaci dywidend w wysokości niespełna 32 mld zł (premier Mateusz Morawiecki mówił o "100 mld zl rocznie). Kolejne blisko 40 mld zł zainwestowali z powrotem w Polsce.

Jacek Ramotowski

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »