Reklama

Francja: Przymrozki zniszczyły uprawy winogron. "2021 będzie słabym rocznikiem"

To dramat rolników. Po upałach przekraczających trzydzieści stopni przyszły przymrozki, które w niektórych regionach zniszczyły do osiemdziesięciu procent upraw. Narzekają też właściciele sadów wiśniowych i morelowych.

Reklama

- Panie. To jest tragedia. My tutaj pracowaliśmy przez całą jesień. A tak, jesienią też trzeba w winnicach pracować. Obcinać. Przycinać. I teraz okazuje się, że wszystko zmarzło - mówi jeden z właścicieli w Jurze, skąd pochodzi słynne "żółte wino". To od jego analizy Louis Pasteur zaczynał swoje badania naukowe. To on powiedział, że "wino jest najzdrowszym trunkiem jaki istnieje na świecie".

To będzie słaby rocznik

Reklama

Załamana jest większość właścicieli winnic. "To najgorsze przymrozki jakie nas spotkały w ciągu ostatnich dziesięcioleci" - twierdzi CNIV, organizacja zrzeszająca producentów renomowanych win i prognozuje, że "2021 rok będzie najgorszym od wielu lat. To będzie słaby rocznik".

Przymrozki, które nieoczekiwanie nadciągnęły po fali upalnych dni, dotknęły osiemdziesiąt procent francuskich winnic. - To są dla nas czarne dni - mówią właściciele winnic nad Loarą skąd pochodzą wspaniałe, białe wina. - Każda noc jest gorsza od poprzedniej. Robimy co możemy, ale tak się dalej nie da pociągnąć - mówi jeden z tamtejszych rolników.

Właściciele winnic instalują teraz gigantyczne świece, aby temperatura "podskoczyła" o parę stopni, do zera. Ale gdy słupek rtęci spadnie już poniżej pięciu stopni poniżej zera, to nie da się nic zrobić. Winogrona przepadną.

Jadąc nad Loarą ma się wrażenie, że te świecące się, płonące ogniki między rzędami winnic, to jakaś instalacja artystyczna albo happening. A to ostatni ratunek producentów przed dramatycznymi skutkami mrozu.

Dym znad winnicy

Bordeaux to poza Burgundią i Langwedocją najsłynniejszy francuski region z którego pochodzą wyśmienite wina. Tam też palą gigantyczne świece i mówią o kataklizmie spowodowanym przymrozkami. Nad Bordeaux unosi się siny dym od świec. Płynie on z legendarnych winnic w Medocu, ze wzgórza Saint Emilion, skąd pochodzą wyborne czerwone wina, ale i z innych regionów.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Palimy świece, żeby ogrzać winnice. Ale to jest bardzo kosztowna sprawa - mówi Stephane Gabard, przewodniczący związku producentów wina bordoskiego, sam osiadły w słynącym z legendarnych win czerwonych Fronsac. - Świece to świetny pomysł, ale one powinny stać w winnicy co pół metra. Ty wiesz ile to kosztuje!? To jest od pięciu do siedmiu tysięcy euro na hektar. A poza tym liczy się praca tych, którzy je układają, zapalają, a potem likwidują. To są ogromne koszty - wyjaśnia.

Śmigłowce do roboty

Rolnicy uprawiający winnice szukają zewsząd pomocy. Chcą do ogrzewania swoich plantacji włączyć wiatraki powietrzne, żeby utrzymać ciepłe powietrze blisko ziemi. Ale "owiewanie" pięciu do siedmiu hektarów winnic kosztuje od trzydziestu do czterdziestu tysięcy euro. Można także zwrócić się o pomoc do towarzystw dysponujących śmigłowcami. To skuteczne, ale też niezwykle drogie.

Ale bez wyłożenia pieniędzy rolnicy nie zarobią na produkcji wina. - W tym roku winobranie będzie bardzo nędzne - mówi jeden z rolników znad Loary. Tymczasem ekolodzy dokładają swoje dwie cegiełki. Ich zdaniem takie ocieplanie winnic, od dwóch do czterech stopni Celsjusza, to "tragedia dla tamtejszego środowiska".

A tymczasem na gałązkach winorośli wiszą sople.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »