Reklama

Fundacje rodzinne zahibernują gen przedsiębiorczości

Trwają pracę nad projektem ustawy o fundacjach rodzinnych, który ma stanowić zabezpieczenie przyszłości firm rodzinnych w Polsce. W założeniu nowe przepisy mają stać się obowiązującym prawem od 1 stycznia 2022 roku. Co mogą zmienić?

Historia ostatnich lat polskiej przedsiębiorczości zna przypadki dużych firm rodzinnych, których udziały zostały sprzedane podmiotom zagranicznym, bo zabrakło odpowiednich sukcesorów, którzy poprowadziliby dalej rodzinny biznes. W ten sposób w 2018 roku w ręce Hiszpanów trafiła spółka Solaris, której właścicielami byli Solange i Krzysztof Olszewscy. Podobny los spotkał założoną przez Kazimierza Pazgana spółkę Konspol, kupioną przez amerykański koncern.

Reklama

Sytuacjom, w których polskie firmy rodzinne są przejmowane przez zagraniczny kapitał, ma przeciwdziałać narzędzie, jakim jest fundacja rodzinna. Prace nad powołaniem takiej konstrukcji w polskim porządku prawnym prowadzi obecnie Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii we współpracy z Ministerstwem Finansów. Konkretne działania i propozycje na zabezpieczenie sukcesji w firmach rodzinnych pojawiły się trzy lata temu i wyszły z Rady Firm Rodzinnych Konfederacji Lewiatan. Dobrym duchem przedsięwzięcia był Henryk Orfinger, współtwórca firmy Dr Irena Eris. Ścieżka legislacyjna projektu ustawy ma ruszyć w ciągu najbliższych tygodni.

Przestawienie zwrotnicy

- Gen przedsiębiorczości nie jest dziedziczny. Gdy mamy do czynienia z dużą firmą rodzinną i nie ma sukcesorów, bo nie ma dzieci, ale jest dalsza rodzina; albo jeżeli są dzieci, ale nie chcą przejąć biznesu, lub są niepełnoletnie; są dzieci niechętne prowadzeniu biznesu, ale są wnuki; czy też są dzieci i chcą kontynuować biznes, ale rodzice nie mają pewności, że potomkowie poradzą sobie z prowadzeniem firmy, to w takich przypadkach fundacja rodzinna jest narzędziem, które pozwala zahibernować ten gen przedsiębiorczości i odmrozić go po latach - mówi Interii Paweł Tomczykowski, partner zarządzający Kancelarią Ożóg Tomczykowski, która przygotowała pierwszy zarys projektu ustawy o fundacjach rodzinnych.

Na czym polega ta konstrukcja prawna? - Fundacja rodzinna staje się właścicielem biznesu, czyli - biorąc pod uwagę, że jest to narzędzie dedykowane średnim, dużym i bardzo dużym firmom - to fundacja staje się właścicielem udziałów albo akcji w spółce prowadzącej działalność - wyjaśnia Tomczykowski. - W firmie te udziały albo akcje zawsze są przedmiotem dziedziczenia, podziałów, potencjalnych roszczeń alimentacyjnych, roszczeń wierzyciela prywatnego czy publicznoprawnego. Jeżeli właściciel wkłada aktywa do spółki, to w zamian otrzymuje udziały. A kiedy wkłada się aktywa do fundacji, to ona nic w zamian nie może wydać, bo z mocy prawa nie może emitować udziałów ani akcji. Aktywa stają się więc majątkiem fundacji. To przestawienie zwrotnicy. Przedsiębiorca nie jest właścicielem fundacji, nie jest też właścicielem spółki, bo jest nim właśnie fundacja - tłumaczy ekspert.

Jakie korzyści płyną z takiego przestawienia zwrotnicy? - Rodzina czy fundator faktycznie kontrolują fundację rodzinną, a w przypadku rozwodu, roszczeń alimentacyjnych czy śmierci fundatora, nie trzeba dzielić majątku - wskazuje Tomczykowski. Firma rodzinna, której właścicielem jest fundacja, nadal ma profesjonalny zarząd i działa na poziomie operacyjnym, a udziały albo akcje należące do rodziny, są zabezpieczone przed życiową zawieruchą, do momentu kiedy "wyrosną" sukcesorzy. Tak działają niektóre firmy zagraniczne np. IKEA czy BMW. Modelowe rozwiązania w zakresie fundacji rodzinnych funkcjonują w wielu krajach europejskich w tym w Holandii czy Austrii.

- To bardzo elastyczne narzędzie, które chroni przed rozdrobnieniem majątku i zapewnia wielopokoleniową sukcesję. Szczegóły działania fundacji rodzinnej określa statut, który konstruują fundatorzy, czyli właściciele firmy. Dlatego narzędzie to pozwala na dopasowanie do branży, w której porusza się przedsiębiorca. W statucie można określić na przykład, że w przyszłości fundacja może sprzedać udziały w spółce, ale pod warunkiem, że za tym rozwiązaniem zagłosuje np. 80 proc. beneficjentów, albo że będzie można rozwiązać fundację, kiedy zgodę na to wyrażą wszyscy beneficjenci. Postanowienia statutu fundacji mogą też regulować warunki, na jakich dziecko staje się jej beneficjentem, np. wymóg ukończenia studiów wyższych, czy podpisania intercyzy w przypadku ślubu. Często spotyka się takie postanowienia w statutach zagranicznych fundacji rodzinnych - zauważa Tomczykowski i podkreśla, że dobry statut fundacji nie może być zbyt szczegółowy. - W założeniu fundacja ma chronić dzieci przed nimi samymi - dodaje.

Koncepcja opodatkowania

Żeby fundacja rodzinna stała się atrakcyjnym rozwiązaniem dla właścicieli firm, trzeba zapewnić odpowiednie ramy podatkowe. W praktyce oznacza to, że obciążenia fiskalne nie mogą być większe, niżby to było, gdyby fundacja nie została powołana. Dlatego dyskutowanych jest kilka udogodnień podatkowych.

Pierwsze z nich dotyczy opodatkowania beneficjentów fundacji. - Kiedy umiera właściciel firmy, który posiadał rodzinę, to jego spadkobiercami najczęściej są żona, mąż czy dzieci. I oni należą do pierwszej grupy podatkowej, co oznacza, że ich dziedziczenie jest neutralne podatkowo - nie płacą podatku od spadków i darowizn - wyjaśnia Tomczykowski. Jak byłoby po zawiązaniu fundacji rodzinnej?

- Podejście Ministerstwa Finansów jest takie, że skorzystanie z fundacji rodzinnej de facto oznacza dokonanie sukcesji. Stąd konsekwencje podatkowe dla beneficjentów fundacji nie powinny być bardziej dolegliwe niż przy spadkobraniu. Dlatego przyjęto fikcję prawną, że beneficjenci fundacji pozostają w pierwszej grupie podatkowej i nie płacą podatku od spadków i darowizn, jednak tylko do wysokości funduszu wniesionego do fundacji przez fundatora. Oznacza to, że jeżeli w chwili założenia fundacji wartość jej aktywów wynosi 10 mln zł, a po kilku latach urośnie do 15 mln zł, to podatku nie zapłaci się od przekazanie beneficjentom tych 10 mln zł, a nadwyżka, czyli 5 mln zł, będzie obciążona podatkiem od spadków i darowizn według stawki 19 proc. - tłumaczy nasz rozmówca. Środki otrzymane przez beneficjentów nie podlegałyby również daninie solidarnościowej, czyli opodatkowaniu w wysokości 4 proc. od dochodów powyżej 1 mln zł.

Drugie zagadnienie dotyczy wniesienia aktywów do fundacji rodzinnej. Zgodnie z obecną koncepcją wniesienie udziałów, akcji czy gotówki do majątku fundacji, nie podlegałoby opodatkowaniu, tak w przypadku fundatora jak i na poziomie fundacji.

- Kolejna kwestia to opodatkowanie przychodów fundacji. Przychód fundacji rodzinnej byłby zwolniony z podatku CIT w przypadku dywidendy i - najpewniej - w przypadku przychodu ze sprzedaży akcji i udziałów. Na razie nie wiadomo co z odsetkami - wskazuje Paweł Tomczykowski.

Nierozstrzygnięte pozostaje to, czy fundacja rodzinna powinna mieć możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. - Właściciel firmy decyduje się bowiem na fundację rodzinną, bo chce zabezpieczyć kapitał i odizolować go od ryzyk, a te pojawiają się przy prowadzeniu działalności gospodarczej - zauważa ekspert i zaznacza, że ostateczny zarys regulacji powinniśmy poznać w ciągu najbliższych kilku tygodni, kiedy projekt ustawy ujrzy światło dzienne.

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: dziedziczenie | firma rodzinna | sukcesja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »