Reklama

Fuzja nadziei i ryzyka

Połączenie Zakładów Azotowych Puławy i Grupy Tarnów to jedna z najważniejszych decyzji gospodarczych podjęta w ostatnich latach. Realizacja celu nie będzie jednak łatwa, prosta i bezbolesna.

Połączenie dwóch dużych firm zawsze jest procesem kosztownym, trudnym i nie zawsze udanym. Statystyki są nieubłagane. Połowa połączeń kończy się fiaskiem.

Reklama

Niekiedy nawet po - wydawałoby się - udanej fuzji następuje kryzys i rozwód.

Przykładem może służyć choćby branża motoryzacyjna. Odtrąbione jako sukces połączenie niemieckiego Daimlera z amerykańskim Chryslerem zakończyło się po niespełna dziewięciu latach "zerwaniem" i wzajemnymi oskarżeniami.

By tak się nie stało w przypadku Tarnowa i Puław, fuzja musi zostać dopracowana w najdrobniejszych szczegółach.

Bez tego zamiast sukcesu czeka nas spektakularna klapa. I tylko trochę pomaga połączeniu fakt, że obie firmy pozostają pod kontrolą jednego właściciela.

Groźny monopol?

Zanim jednak rozpocznie się dopracowywanie szczegółów, potrzebna jest zgoda urzędników. Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział firmy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył miliard euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce. Puławy i Grupa Tarnów przekraczają obie te granice.

Fuzja ma ogromne znaczenie dla przyszłości polskiego rynku chemicznego.

Jednak nie wszyscy oklaskują ten pomysł. Już teraz podnoszą się pierwsze głosy sprzeciwu.

- Sprawa konsolidacji tych dwóch podmiotów narusza naszym zdaniem nie tylko przepisy ustawy o ochronie konkurencji, ale tak naprawdę finalnie może być wymierzona w każdego konsumenta - czytamy w stanowisku niezależnego producenta nawozów, spółki Luvena z Lubonia.

Chodzi głównie o skalę działalności połączonych firm. Z danych statystyczny wynika, że po konsolidacji Grupy ZA Tarnów z ZA Puławy sprzedaż fosforu w przeliczeniu na pięciotlenek fosforu wyniesie ok. 83 proc., a sprzedaż azotu w przeliczeniu na czysty składnik - ok. 82 proc. - "Przedstawione zestawienia nasuwają kolejne, retoryczne pytanie o zgodność planowanej konsolidacji z przepisami ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Z powyższych wyliczeń wprost wynika, iż ustalony w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów próg 40 proc. udziału w rynku dla domniemywania pozycji dominującej przedsiębiorcy, Grupa Azoty Tarnów przekracza już w chwili obecnej" - czytamy w stanowisku Luveny. - "Koncentracja ZA Tarnów i ZA Puławy doprowadzi do umocnienia tej pozycji dominującej do tego stopnia, iż podmiot ten w zasadzie osiągnie pozycję monopolisty.

Nie ulega wątpliwości, iż zezwolenie na tak dużą koncentrację krajowych rynków nawozów azotowych i nawozów fosforowych w jednym ręku znacznie pogorszy sytuację dystrybutorów/hurtowników produktów nawozowych, a w kolejnym kroku prawdopodobnie spowoduje wzrost kosztów produkcji płodów rolnych".

Co na to urząd?

Na razie kwestii połączenia nie chcą komentować najbardziej zainteresowane strony. Puławy i Tarnów swoje argumenty najpierw chcą przedstawić urzędnikom. Sprawą fuzji będzie się bowiem zajmowała zarówno Komisja Europejska, jak i nasz UOKiK.

Ciekawe może być też to, jak zachowa się prezes UOKiK-u Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel w przypadku, gdyby KE nie stwierdziła przeciwwskazań do połączenia Tarnowa i Puław.

O strategii obrony przed zarzutem dominacji na rynku co nieco już nieoficjalnie wiadomo. Po pierwsze obie spółki chcą wykazać, że owszem, mają bardzo duży udział w produkcji nawozów, lecz zdecydowanie mniejszy w handlu i sprzedaży. Jeśli UOKiK przyjąłby wyjaśnienia Puław i Tarnowa, wówczas mógłby się zgodzić na fuzję.

Czy tak się stanie? Nie wiadomo.

Urzędu antymonopolowego nie interesuje bowiem skala udziałów w produkcji.

To firmy decydują, ile i jakie nawozy chcą produkować. Jednak urzędnicy dogłębnie przyglądną się udziałowi w handlu i jego strukturze.

Jeśli się okaże, że konkurencja na rynku może być zachwiana, wówczas zgoda na fuzję może być warunkowa lub może jej nie być w ogóle. W przypadku zgody warunkowej do fuzji może dojść tylko w przypadku, gdy Puławy i Tarnów pozbędą się części aktywów.

Czynnik ludzki

Szefowie chemicznych spółek muszą porozumieć się z własnymi pracownikami. O ile w przypadku Grupy Tarnów problemów nie widać, to w przypadku Zakładów Azotowych Puławy owszem. Prezes Grupy Tarnów Jerzy Marciniak będzie musiał przekonać działaczy związkowych i załogę, że połączenie obu firm będzie opłacalne dla wszystkich.

- Załoga Puław, jednej z lepszych spółek w branży, może się obawiać zmarginalizowania. Jeśli szefowie Tarnowa nie przekonają, że będzie inaczej, fuzja może się nawet zakończyć fiaskiem - ostrzega, zastrzegając anonimowość, osoba związana z procesem łączenia obu firm. - Problem w tym, że zarząd Tarnowa musi załodze Puław coś obiecać. Jednak obietnice nie mogą być aż tak duże, by spowodowały rozgoryczenie u dotychczasowej załogi.

Sprawa jest trudna i złożona. Prezes Marciniak będzie musiał się zachowywać niczym wytrawny dyplomata.

Pierwsze chmury nad fuzją już się zbierają. Zarówno Rada Pracowników, jak i cztery organizacje związkowe z Puław ślą pisma do resortu skarbu, argumentując, że to Puławy, a nie Tarnów, powinny być "osią konsolidacji".

Na czym swoje stanowisko opierają?

Ich zdaniem, atutem Puław jest to, że Skarb Państwa ma ponad 50 proc. akcji spółki, co czyni ją odporniejszą na próbę wrogiego przejęcia. Związkowcy z Puław podkreślają, że w przeciwieństwie do Tarnowa ich firma nigdy nie korzystała z pomocy finansowej państwa. - Nie prowadzono także żadnych postępowań układowych ani nie likwidowano wydziałów produkcyjnych w trudnych okresach - twierdzą działacze.

Trzecim ich argumentem jest to, że to właśnie Puławy osiągają najlepsze wyniki finansowe spośród wszystkich skonsolidowanych spółek w branży.

Według związkowców, spółka powinna mieć całkowitą autonomię (m.in. statut i układ zbiorowy pracy) oraz gwarancje zatrudnienia, a obecny program inwestycji winien być kontynuowany.

Nad obiema spółkami pieczę sprawuje Skarb Państwa, więc należy się spodziewać, że po ewentualnej zgodzie KE i UOKiK-u do fuzji dojdzie, choć ze względu na presję społeczną, może ona w szczegółach różnić się od tego, co sobie zaplanował zarząd Tarnowa.

Operacja łączenia firm będzie oznaczała lawinę zmian. Pójdą one pewnie torem podobnym do tego, jakim poszły w przypadku przejmowania przez Tarnów najpierw kędzierzyńskiego ZAK-u, a później Zakładów Chemicznych Police.

Najbardziej interesujące dla załogi jest to, czy fuzja spowoduje zwolnienia.

To temat tabu. Jednak łączenie zakładów to przede wszystkim szukanie oszczędności. A zwykle przy łączeniu firm liczne stanowiska dublują się.

O ile raczej nie dotyczy to osób zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji, to w administracji, obsłudze firm i działach sprzedaży nie da się wykluczyć redukcji zatrudnienia.

Ewentualne połączenie to prawdziwa rewolucja na rynku. Jednak dobrze zrealizowane połączenie wzmocni branżę tak, by mogła skutecznie konkurować z zagranicznymi podmiotami.

Co więcej, duża firma będzie miała większe ilości gotówki na badania i inwestycje.

W przyszłości więc dzisiejsze zmiany, nie zawsze dobrze odbierane, mogą zaowocować poprawą kondycji firmy i tworzeniem nowych miejsc pracy.

Dariusz Malinowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »