Reklama

Gazoport odbiera gaz, czyli większe bezpieczeństwo Polski

Jeszcze w tym tygodniu nowo wybudowany terminal LNG w Świnoujściu przyjmie pierwszy transport ponad 200 tys. m sześc. skroplonego gazu z Kataru. Uruchomienie pierwszego polskiego gazoportu to kolejny krok w zwiększaniu poziomu bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.

Możliwości świnoujskiego gazoportu wynoszą obecnie 5 mld m sześc. skroplonego gazu rocznie, a po ewentualnym postawieniu kolejnego zbiornika wrosną nawet do 7,5 mld m sześc. To ilości niebagatelne z punktu widzenia naszego zapotrzebowania na to paliwo. Obecne zużycie gazu ziemnego w Polsce to nie więcej niż 15 mld m sześc. rocznie. Terminal w Świnoujściu jest też największą polską inwestycją energetyczną ostatniego ćwierćwiecza i największym tego typu projektem w basenie Morza Bałtyckiego oraz w Europie Środkowo-Wschodniej.

- Otwarcie terminalu LNG to nowy krok z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski - uważa Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. Zmiana pod tym względem jest według niego ewidentna.

Reklama

Nowa sytuacja, czyli liczne inwestycje

Jeszcze sześć lat temu byliśmy praktycznie skazani na dostawy z jednego kierunku geograficznego, ponieważ z Unii Europejskiej mogliśmy sprowadzić zaledwie ok. 1 mld m sześc. gazu rocznie (ok. 7,5 proc. ówczesnego zużycia). W efekcie, gdy w 2009 r. w wyniku sporu na linii Moskwa-Kijów, Gazprom wstrzymał przesył gazu przez terytorium Ukrainy, mniej trafiło go także do nas i największe zakłady przemysłowe zostały czasowo odcięte od dostaw tego paliwa.

Dzisiaj z państw UE bylibyśmy w stanie sprowadzić ponad 10 razy tyle gazu, co w 2009 r. i pokryć w ten sposób ponad dwie trzecie zapotrzebowania Polski na błękitne paliwo. - To przełom. Kilka lat temu możliwości dywersyfikacji dostaw były nieporównywalnie słabsze - ocenia Robert Zajdler, ekspert z firmy Zajdler Energy Lawyers. W jego opinii obecnie, właśnie dzięki terminalowi, prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych kłopotów, z jakimi borykaliśmy się w 2009 r., byłoby minimalne. - Obecnie liczy się przede wszystkim to, co zrobić, by gaz odpowiednio wykorzystać, kupić go tanio, z korzyścią dla gospodarki, a nie to, czy będziemy go mieli w wystarczającej ilości - dodaje Robert Zajdler.

Prezes Gaz-Systemu oraz firmy Polskie LNG, Jan Chadam również ocenia, że start gazoportu to ważny krok, ale daleki jest od tego, by wyolbrzymiać znaczenie całego przedsięwzięcia. Uważa, że jeszcze w 2009 r. terminal LNG mógłby być uważany za "pomnik niezależności energetycznej Polski", a teraz, wobec innych projektów, jakie zrealizował w tym czasie Gaz-System, jego postrzeganie powinno być już inne.

W ciągu sześciu ostatnich lat operator gazociągów rozbudował połączenia gazowe z Niemcami (w Lasowie) i wybudował interkonektor na granicy z Czechami (w Cieszynie), położył ponad 1,2 tys. km nowych gazociągów wewnątrz kraju (głównie w jego północno-zachodniej, zachodniej i środkowej części), a także doprowadził do uruchomienia tzw. wirtualnego, a następnie również fizycznego rewersu na gazociągu jamalskim.

- Elastyczna wewnętrzna sieć przesyłowa wraz z połączeniami międzysystemowymi, oraz terminalem LNG otwierają nam perspektywy dostępu do światowego rynku gazu co oczywiście pozytywnie wpływa na konkurencyjność ceny surowca - argumentuje Jan Chadam.

Kolejne wyzwania, Polska dostawcą gazu?

Tomasz Chmal, niezależny ekspert rynku paliw zwraca jednak uwagę na fakt, że nawet, gdy zastosuje się rewers na gazociągu jamalskim oraz wykorzysta możliwości, jakie dają interkonektory, nadal gros importowanego do Polski pochodzić będzie ze wschodnich źródeł.

- Dopiero budowa i uruchomienie gazociągu przekłada się na możliwość sprowadzenia do kraju paliwa pochodzącego z innych źródeł. Właśnie dlatego ten projekt ma bezpośredni związek z poziomem bezpieczeństwa energetycznego Polski - mówi specjalista.

Według niego samo posiadanie terminalu LNG jest wartością ponieważ rozszerza potencjalne możliwości: na świecie kończy się już rynek dostawcy gazu, a zaczyna rynek odbiorcy. Dzieje się tak m.in. dlatego, że Stany Zjednoczone, w wyniku rewolucji łupkowej, przestały być importerem LNG i powoli przechodzą do fazy eksportu tego paliwa. Zmniejszyła się zatem liczba krajów-nabywców gazu, a liczba państw, które go oferują rośnie. - Nowo wybudowany gazoport pozwoli więc Polsce wejść na światowy rynek - ocenia Tomasz Chmal.

Inny niezależny ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak zastanawia się czy nowy terminal LNG nie będzie zbyt dużym obciążeniem ekonomicznym dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. W tej sytuacji wyzwaniem może być utrzymanie w dobrej kondycji spółki, na którą już wcześniej nałożono wiele obowiązków podnoszących koszty jej funkcjonowania (np. magazynowanie gazu). - Za dwa, trzy lata ten problem może stać się palący - twierdzi Andrzej Szczęśniak. Dodatkową presję na PGNiG wywoływać będzie, zdaniem eksperta, funkcjonowanie omijającego nasz kraj po bałtyckim dnie Nord-Streamu i ewentualnie kolejnej nitki.

Tomasz Chmal uważa, że w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego (obejmującego gaz) udało się już zrobić dużo, jednak nie można zapominać o podnoszeniu poziomu tego bezpieczeństwa. Trzeba rozbudowywać wewnętrzną sieć gazową i stawiać na granicach kolejne interkonektory. tak aby w razie choćby awarii nie doszło do żadnych problemów z zaopatrzeniem rynku.

Znacznie dalej w swych ocenach idzie Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, który mówił niedawno w Polskim Radiu, że infrastruktura w postaci gazoportu jest wprawdzie elementem koniecznym, ale wciąż niewystarczającym do zapewnienia Polsce pełnego bezpieczeństwa energetycznego. W jego opinii konieczne jest dysponowanie całym łańcuchem dostaw gazu ziemnego, od poszukiwań i wydobycia, poprzez transport, aż po odbiór, bo dopiero to daje krajowi pełnię możliwości. - Nie będąc w tych miejscach na świecie, gdzie dzisiaj wydobywa się surowce energetyczne taniej nie zapewniamy sobie ciągłości dostaw. I tu dostrzegam niebezpieczeństwo - uważa Andrzej Sikora. Prezes ISE tu upatruje też największych wyzwań.

Dla Tomasza Chmala są one gdzie indziej. Według niego po ostatecznym uruchomieniu gazoportu - wobec znacznego rozszerzenia możliwości zaopatrzenia wewnętrznego rynku w gaz i możliwe będzie dostarczanie go w większych niż dotychczas ilościach - Polska stanie przed kwestią definitywnego odejścia od taryf gazowych i przejścia do prawdziwie wolnego rynku. Jest to zresztą kierunek, jaki niedawno wskazał nam Trybunał Sprawiedliwości UE. Jesienią tego roku jego sędziowie uznali, że nasz kraj regulując wciąż ceny gazu dla przedsiębiorstw narusza unijne prawo. Ten proces może być jednym z kluczowym wyzwań, jakie staną przed nami.

Start terminala LNG powinien również skłonić władze do zastanowienia się nad dalszą kontraktacją dostaw gazu ziemnego z Rosji (obowiązujący teraz kontrakt na dostawy gazociągiem jamalskim wygasa w 2022 r.). - Trzeba będzie pomyśleć nad tym ile tego paliwa i na jakich warunkach zakontraktować - uważa Chmal, który szans upatruje w możliwości komercyjnego wykorzystania nowej infrastruktury do zaopatrywania w gaz tych środkowoeuropejskich państw, które nie mają dostępu do morza. Podobnie myśli zresztą kierownictwo Gaz-Systemu.

Bartłomiej Mayer

Dowiedz się więcej na temat: Polskie | tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »