Reklama

Gazprom odetnie kolejny gazociąg do Europy? Niepokojące sygnały

Gazprom sygnalizuje, że może wstrzymać przesył gazu do Europy również za pośrednictwem Ukrainy. Jako przyczynę podaje postępowanie arbitrażowe wszczęte przeciw niemu przez Naftogaz Ukraina. Zapowiada, że firma ta może zostać objęta rosyjskimi sankcjami. Gdyby tak się stało, po odcięciu eksportu przez Nord Stream, Gazprom kontynuowałby eksport już tylko drugą nitką gazociągu Turkstream do południowej Europy.

  • Interfax podał, powołując się na komentarz rosyjskiego koncernu, że nowe postępowanie arbitrażowe grozi objęciem ukraińskiej firmy rosyjskimi sankcjami, co oznaczałoby automatyczny zakaz wszelkich relacji z tym podmiotem.
  • Przed wybuchem działań wojennych na terytorium Ukrainy tranzyt rosyjskiego gazu rurociągowego przez terytorium kraju do Europy przebiegał przez punkty Sohranowka i Sudża. 

W tej chwili przepompowuje się przez ten kraj tylko 42 mln m sześc. gazu dziennie, surowiec płynie wyłącznie przez punkt Sudża.

Wcześniejsze umowy przewidywały dobowy wolumen na poziomie 109 mln m sześc. Ukraina odcięła jednak w maju przesył przez Sohranowkę, tłumacząc to faktem, że ukraiński operator nie mógł już sprawować kontroli operacyjnej i technologicznej tłoczni Nowoopskow, która znajduje się na terytoriach kontrolowanych przez Rosję. Strona ukraińska powołała się przy tym na czynnik siły wyższej.

Reklama

Spór o opłatę tranzytową za przesył gazu przez Ukrainę

Gazprom płaci Ukrainie opłatę tranzytową za przesyłany wolumen, czyli 42 mln m sześc., a nie za wolumen, jaki zakłada umowa, czyli 109 mln m sześc. Gazprom uważa, że utracił dostęp do części zdolności tranzytowych. Tymczasem strona ukraińska jest zdania, że koncern musi regulować zobowiązania za całość. Z tego powodu na początku września Naftogaz złożył wniosek o arbitraż.

"Gazprom kategorycznie odrzuca wszelkie roszczenia Naftogazu Ukrainy dotyczące wszczętych postępowań związanych z tranzytem rosyjskiego gazu do Europy - usługi, które nie są świadczone przez stronę ukraińską, nie powinny być opłacone i nie będą opłacone" - poinformował Gazprom w oświadczeniu. "Naftogaz Ukrainy doskonale zdaje sobie sprawę, że na mocy porozumienia z 30 grudnia 2019 r. niewywiązanie się ze zobowiązań wobec stron oznacza brak płatności, nawet jeśli Naftogaz Ukrainy ogłosi zdarzenie siły wyższej na terytorium Ukrainy" - dodał.

Miejscem rozstrzygania sporów między stronami jest szwajcarski Zurych. Szwajcaria - jak zaznacza rosyjski koncern - znajduje się na liście krajów nieprzyjaznych Federacji Rosyjskiej. Obecna sytuacja "pozbawia Gazprom podstawowego prawa do sprawiedliwego i bezstronnego rozpatrzenia sprawy zarówno w samym arbitrażu, jak i w sądach państwowych".

Rosyjski koncern grozi wstrzymaniem tłoczenia gazu

Gazprom określił działania Naftogazu jako "nieprzyjazne kroki" i dodał, że w przypadku ich kontynuacji Rosja może wprowadzić wobec firmy sankcje. "W praktyce będzie to oznaczać zakaz wypełniania przez Gazprom zobowiązań wobec osób sankcjonowanych w ramach zrealizowanych transakcji, w tym transakcji finansowych" - ostrzega Gazprom. Niewykluczone jest więc wstrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę.

Wygląda na to, że Rosjanie gotowi są zacisnąć jeszcze mocniej gazową pętlę na Europie. W poniedziałek pojawiły się informacje o uszkodzeniach trzech nitek w gazociągach biegnących po dnie Bałtyku - dwóch w Nord Stream 1 i jednej w Nord Stream 2. W ostatnim czasie żadną z tych tras gaz nie płynął. "Dwójką" nigdy przesyłu nie uruchomiono, gazociąg na skutek działań Rosji został zablokowany. Z kolei Nord Stream 1 został zamknięty przez Rosjan pod pretekstem konieczności naprawy turbin. Jednak teoretycznie, w razie potrzeby, można było uruchomić przesył w stosunkowo krótkim czasie. Fizyczne uszkodzenie, o jakich poinformowano w poniedziałek, oznaczają tymczasem wyłączenie gazociągów z użytku na kilka lat.

Analitycy oceniają, że Moskwa jest gotowa zagrać mocniej energetyczną kartą, szczególnie, że zbliża się zima. To będzie prawdziwy test dla pogrążonej w kryzysie energetycznym Europy. 

- Rosjanie chcą uderzyć mocno w krótkim terminie i pogłębić kryzys energetyczny. Liczą, że będzie on na tyle dotkliwy, że Europa wiosną zrewiduje swoje podejście. Zależy im na przełamaniu sytuacji na froncie, ukróceniu zachodniego wsparcia dla Ukrainy. Czy ten plan się powiedzie - trudno ocenić. Na razie Zachód nie rezygnuje ze wsparcia militarnego, politycznego dla Ukrainy, nie rezygnuje z sankcji - mówił Interii we wtorek dr Szymon Kardaś, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »