Reklama

Gazprom szykuje się do ostatniego etapu budowy Nord Stream 2

Gazociąg Nord Stream 2 jest gotowy w 94 procentach. Jak podaje Interfax, do niemieckiego portu Mukran, gdzie znajduje się terminal logistyczny i magazyn rur przyszłego gazociągu, wypłynęły w ostatnich dniach kolejne rosyjskie statki, które mogą uczestniczyć w realizacji projektu. Rosja zastanawia się, jak wybór nowego prezydenta USA wpłynie na tę inwestycję. Jedno jest pewne - Gazprom nie musi się spieszyć.

Kilka dni temu agencja Interfax podała, powołując się na swoje źródła, że statek dostawczy Ostap Sheremet, który jest częścią Gazprom Fleet i należący do Morskiej Służby Ratowniczej Ministerstwa Transportu Federacji Rosyjskiej specjalny statek Artemis Offshore wyposażony w lądowisko dla helikopterów, opuściły port w Kaliningradzie na Morzu Bałtyckim i zmierzają w kierunku wybrzeży Niemiec, do portu Mukran.

Reklama

W niemieckim porcie i na jego redzie obecnie znajdują się już inne rosyjskie jednostki, które będą zaangażowane w dokończenie budowy gazociągu Nord Stream 2 - Akademik Chersky, Umka i Finval. Z kolei w okolicach Kaliningradu nadal stoi inny statek dostawczy, Ivan Sidorenko, który może do nich dołączyć.

W porcie Mukran znajduje się terminal logistyczny projektu budowy Nord Stream 2 i magazyn rur przyszłego gazociągu. Informacja o ruchach statków może wskazywać, że Gazprom przygotowuje się do prac kończących projekt. Zostało jeszcze do położenia 120 km rur na akwenach duńskich i 30 km na niemieckich. Nie wiadomo jednak, czy poza innymi przeszkodami, na podjęcie prac w chwili obecnej pozwoli pogoda.

Czy zmieni się podejście USA?

Rosja zastanawia się, jakie będzie podejście Joe Bidena, który wygrał wybory prezydenckie w USA, do budowy Nord Stream 2. Agencja RIA Novosti spytała o to byłego senatora stanu Wirginia, Richarda Blacka. Ocenia on, że ukończenie inwestycji jest możliwe, bo Biden nie jest powiązany z amerykańskim przemysłem naftowo-gazowym. - Może zechce trochę potargować w sprawie projektu - powiedział Black.

Jego zdaniem Biden może zaproponować usunięcie zastrzeżeń do projektu i rezygnację z groźby sankcji. - Mógł zrobić to po cichu, aby nie robić z tego (wielkiej sprawy), ale po prostu spokojnie negocjować z Rosją, aby umożliwić im ukończenie tej sekcji. A potem w zamian poprosi o trochę korzyści dla Stanów Zjednoczonych - dodał Black.

Z drugiej jednak strony w połowie października, w trakcie kampanii prezydenckiej, sztab Joe Bidena przesłał polskim mediom oświadczenie, w którym zapewniano, że Biden "będzie kontynuował sprzeciw wobec Nord Stream 2" i "będzie się starał wzmocnić niezależność energetyczną Europy".

Morze wyzwań

Projekt biegnącego po dnie Bałtyku gazociągu łączącego Rosję bezpośrednio z Niemcami od początku wzbudzał kontrowersje i napotykał wiele przeszkód. Początkowo UOKiK nie udzielił zgody na powołanie konsorcjum przez firmy finansujące budowę, następnie pojawiły się kłopoty z pozwoleniami na budowę. Istotną przeszkodą było wprowadzenie w UE dyrektywy gazowej, która nakazuje dostęp stron trzecich do tego typu projektów i zabrania, by ta sama firma była właścicielem infrastruktury i przesyłanego surowca.

Najskuteczniejszym blokującym okazali się jednak Amerykanie. Po nałożeniu sankcji przez USA na wykonawców prac budowlanych przy Nord Stream 2, prace na Bałtyku wstrzymała szwajcarska firma Allseas układająca rurociąg. Rosjanie zdecydowali się dokończyć budowę sami. Główną jednostką układającą rury miał być Akademik Czerski. Musiał on jednak przejść proces modernizacji.

Newralgiczną kwestią jest ubezpieczenie jednostek i samych prac związanych z układaniem rur. Zachodnie towarzystwa ubezpieczeniowe nie chcą tego zrobić, bo obawiają się, że zostaną wciągnięte na listę sankcyjną, czym groziły im USA. Rosjanie zapowiadali, że mogą skorzystać z ubezpieczenia rosyjskiej państwowej Kompanii Reasekuracyjnej, która i tak jest na liście sankcyjnej.

Na horyzoncie pojawiają się kolejne przeszkody. Miesiąc temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów UOKiK nałożył ponad 29 mld zł kary na Gazprom i kolejnych 234 mln zł na pięć spółek z Europy Zachodniej finansujących inwestycję. Urząd ukarał firmy za "koncentrację bez zgody polskiego organu antymonopolowego". Nakazał też rozwiązanie umów zawartych w celu finansowania budowy gazociągu.

Gazprom informował, że "w sposób pryncypialny" nie zgadza się ze stanowiskiem UOKiK. Zarówno rosyjska firma gazowa, jak i Engie Energy, Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall złożyły odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółki mogą jeszcze w razie potrzeby odwołać się do Sądu Apelacyjnego, a następnie do instytucji unijnych. I zapewne z tego skorzystają.

Nie ma pośpiechu

Szymon Kardaś, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich specjalizujący się w polityce energetycznej Rosji, uważa, że działania UOKiK nie zmienią podejścia Gazpromu do inwestycji. Jego zdaniem gazociąg będzie już gotowy do czasu, gdy cała sprawa znajdzie finał. Postępowania mogą trwać bowiem wiele miesięcy, może nawet lat. Tymczasem do ułożenia pozostało ok. 150 km rur, czyli 6 proc. całego projektu. Trudno zakładać, że na tak wysokim poziomie zaawansowania inwestorzy wycofają się z budowy.

W połowie października Elena Burmistrova, dyrektor generalny Gazprom Export, informowała, że termin ukończenia gazociągu zależy od wielu czynników, w tym od charakterystyki technicznej statków, ich wyposażenia a także warunków pogodowych. - Podejmowane są wszelkie wysiłki, aby ten komercyjny projekt jak najszybciej zakończyć, pomimo mocno upolitycznionych kontrowersji wokół niego - powiedziała.

Projekt Nord Stream 2 obejmuje budowę dwóch nitek gazociągu o łącznej przepustowości 55 mld m sześc. gazu rocznie z wybrzeża Rosji przez Morze Bałtyckie do Niemiec. Inwestycję realizuje spółka Nord Stream 2 AG z jedynym udziałowcem - Gazpromem. Partnerzy europejscy, Royal Dutch Shell, OMV, Engie, Uniper i Wintershall, finansują projekt łącznie w 50 proc., czyli do kwoty 950 mln euro każdy.

Gazociąg miał być gotowy do końca 2019 roku. Inwestycja się opóźnia, ale teraz nie ma to większego znaczenia. Gazprom podpisał umowę tranzytową z Ukrainą do 2024 roku, dysponuje też alternatywnymi szlakami tranzytu surowca. Poza tym w wyniku pandemii koronawirusa zapotrzebowanie na gaz w Europie wyraźnie spadło. Dodatkowo Europa ma jeszcze sporo zapasów w magazynach.  

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »