Gazpromowi nie opłaca się zwiększać eksportu gazu

Pogorszenie stosunków politycznych miedzy Rosją a Zachodem sprawiło, że obecnie ani Gazprom, ani Niemcy nie są zainteresowane natychmiastowym uruchomieniem gazociągu Nord Stream 2. Bez poprawy relacji między stronami nowe połączenie niewiele zmieni. Nawet gdyby przesył ruszył, Rosja nie miałaby motywacji, by zwiększać wolumen przesyłanego do Europy gazu, opłaca jej się bowiem korzystać z wysokich cen surowca - pisze Jurij Barsukow w rosyjskim dzienniku "Kommiersant".

Dziennikarz zwraca uwagę, że obecnie w rozmowach zamiast argumentów ekonomicznych czy prawnych coraz częściej pojawia się retoryka wojskowa. Jego zdaniem uruchomienie gazociągu nie miałoby przełożenia na rynek bez poprawy stosunków między Wschodem a Zachodem.

Według Barsukowa niemieckie władze mogły się spodziewać, że po rozpoczęciu tłoczenia gazu nowym połączeniem Gazprom zwiększy dostawy do Europy, co przełoży się na spadek cen surowca. - Ale te oczekiwania mogą opierać się tylko na jakimś politycznym porozumieniu, ponieważ koncern nie ma ani prawnego obowiązku, ani ekonomicznych korzyści zwiększania dostaw - czytamy w "Kommiersancie". Gdyby była taka wola, firma mogłaby przecież już teraz przesyłać większe wolumeny. Tymczasem drugi miesiąc nie korzysta z gazociągu jamalskiego.

Reklama

Zysk przede wszystkim

Gazeta przekonuje, że z ekonomicznego punktu widzenia nie ma to sensu. Zwiększanie dostaw gazu o kilka procent mogłoby przełożyć się na spadek cen gazu na rynku spotowym o kilkadziesiąt procent. W ślad za tym poszłyby ceny w większości kontraktów długoterminowych, które są powiązane z cenami spotowymi. Dziennik szacuje, że zarabiając setki milionów dolarów dzięki wzrostowi wolumenu koncern mógłby stracić miliardy z powodu obniżek cen.

- Biorąc pod uwagę cały portfel kontraktów Gazpromu, efekt jest bardzo znaczący: jeśli średnia cena eksportowa Gazpromu w 2022 r. wyniesie 400 dol. za tysiąc metrów sześciennych zamiast planowanych 296 dol. za tysiąc metrów sześciennych, to z nawiązką uda się spłacić koszt budowy Nord Stream 2 (9,5 mld euro) - podaje gazeta. Obecnie gaz w europejskich hubach kosztuje ok. 900 dol. za tysiąc metrów sześciennych.

Według Barsukowa, biorąc pod uwagę obecne okoliczności i trendy rynkowe, Gazprom w minimalnym stopniu wykorzystywałby Nord Stream 2, nawet gdyby miał możliwość przesyłania surowca tą drogą.

Wygląda więc na to, że gazociąg nie zostanie szybko uruchomiony. Stanowi on jednak pewne zabezpieczenie na wypadek, gdyby pojawiły się problemy z tranzytem innymi szlakami, w tym przez Ukrainę. - Nord Stream 2 będzie też mocnym argumentem w negocjacjach dotyczących przyszłości tranzytu przez ten kraj po 2024 roku - podaje dziennik.

Niemcy podzieleni

Tymczasem w Niemczech stanowiska co do gazociągu są podzielone. Politycy partii rządzącej SPD, minister obrony Christine Lambrecht i sekretarz generalny SPD w Bundestagu Kevin Kuhnert, podkreślali niedawno po raz kolejny, że to projekt apolityczny. Wypowiedź ta wywołała niesmak wielu środowisk. Koalicjanci z FDP i Zielonych takiego podejścia już nie podzielają. - Jestem zaskoczony, kiedy mówi się, że Nord Stream 2 jest projektem czysto ekonomicznym. To nieprawda. Oczywisty jest tu wymiar polityczny - mówi sekretarz generalny FDP Bijan Djir-Sarai w wywiadzie dla gazety "Handelsblatt".

Podnoszone są przy tej okazji argumenty, że rosyjski rząd pozbawia wolności opozycjonistów, umieszczając ich w więzieniach i obozach pracy, grożąc przy tym agresją militarną na Ukrainę.

W minionym tygodniu do debaty włączyła się gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung, która w tekście zatytułowanym "Niebezpieczna miłość do rury" napisała, że stosunek partii SPD do gazociągu Nord Stream 2 staje się "coraz bardziej irracjonalny". Podejście niemieckiego rządu do tej inwestycji, zdaniem FAZ, daje przyzwolenie na zwiększenie rosyjskiej presji na Ukrainę.

Naciski na Holandię

Tymczasem gazu wciąż brakuje. Niemcy wysłały ostatnio do Holandii zwiększone zamówienie na surowiec wydobywany na polu Groningen, szacując, że w tym roku ich zapotrzebowanie na błękitne paliwo wzrośnie o ponad 1 mld m sześc. Ale i sami Holendrzy zapowiadają, że będą potrzebować więcej gazu z Gronongen. W efekcie produkcja z tego złoża może się zwiększyć z 3,9 do 7,6 mld m sześc. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta przez holenderski parlament przed 1 kwietnia.

Pola Groningen są wyczerpane w blisko 80 proc., a trzęsienia ziemi spowodowane wydobyciem skłoniły holenderskie władze do wprowadzenia w 2014 roku limitu wydobycia na poziomie 3,9 mld m sześc. Ma on obowiązywać do października 2022 r.

Holendrzy nie chcą kontynuować wydobycia, nie są więc zachwyceni perspektywą zwiększania produkcji. Rzecznik ministerstwa gospodarki i polityki klimatycznej Jules van de Ven przypomniał, że ten rok jest ostatnim "normalnym" rokiem na złożu. Później Groningen ma działać tylko jako wsparcie w ekstremalnych okolicznościach. Taka sytuacja ma utrzymywać się do 2024 roku, po czym pole zostanie ostatecznie zamknięte.

Europa od dłuższego czasu cierpi na niedobór gazu, a wpływ na to miało kilka czynników, m.in. ostra poprzednia zima, która doprowadziła do ogołocenia europejskich magazynów z gazu, duży wzrost popytu ze strony przemysłu w wyniku gwałtownego ożywienia po kryzysie związanym z pandemią, zachowawcza polityka handlowa Gazpromu, który nie odpowiadał na zwiększone zapotrzebowanie ze strony kontrahentów w Europie, i duży popyt na gaz w Azji, która przejęła dużą część ładunków LNG ze Stanów Zjednoczonych.

Monika Borkowska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Gaz | Nord Stream 2 | Rosja
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »