Reklama

Górnictwo. Ogniska wirusa nie tylko w polskich kopalniach

Kopalnie węgla kamiennego stały się ogniskami koronawirusa. Problem ten nie dotyczy tylko Polski. Wirus wymusił przerwy w wydobyciu w co najmniej dziewięciu krajach, w tym w USA, RPA, Kolumbii, Chinach, Kanadzie, Australii, Czechach i na Ukrainie.

Global Energy Monitor w swoim raporcie poświęconym wpływowi COVID-19 na sytuację w kopalniach węgla wskazał kilkanaście kopalń z potwierdzonymi przypadkami od końca marca 2020 r. Polska i Republika Czeska zgłosiły największe ogniska, z blisko 4000 potwierdzonymi przypadkami i setkami dodatkowych pracowników poddanymi kwarantannie.

W Polsce górnicy i ich rodziny stanowią około 16 proc. wszystkich przypadków COVID-19 w kraju. - Należy jednak zauważyć, że kraje o największej liczbie górników podziemnych (Chiny, Indie i Stany Zjednoczone) dostarczyły bardzo niewiele informacji na temat rozpowszechnienia przypadków COVID-19 w kopalniach węgla - napisano w raporcie.

Reklama

W wielu krajach górnicy i związki zawodowe publicznie protestowali, wyrażając obawy o swoje zdrowie. Przypadki COVID-19 są szczególnie dotkliwe w podziemnych kopalniach, które wykluczają dystans społeczny. Górnicy często pracują w ciasnych warunkach przez długi czas i dzielą się narzędziami i przestrzeniami roboczymi. Problem ten prawdopodobnie nasili się w kopalniach, które nie spełniają surowych norm bezpieczeństwa i wentylacji, w tym w małych, nieuregulowanych zakładach wydobywczych wciąż działających w wielu krajach.

- Niepokojące jest to, że widzimy zapewne tylko wierzchołek góry lodowej ze względu na otaczającą branżę atmosferę tajności. W kopalniach węgla na całym świecie pracuje siedem milionów ludzi, z tego ponad połowa pod ziemią. Firmy wydobywające węgiel muszą natychmiast przyjąć bardziej transparentne podejście - mówi Ted Nace, dyrektor wykonawczy Global Energy Monitor.

Maciej Bukowski, prezes WISE Europa, zwraca uwagę, że górnictwo węgla kamiennego stało się w Polsce, obok szpitali i domów pomocy społecznej, jednym z głównym ognisk zakażeń COVID-19. - Po przeprowadzeniu ok. 45 tysięcy testów przesiewowych u niemal co dziesiątego górnika pracującego na Śląsku wykryto koronawirusa (ok. 4200 przypadków). Jest to bardzo wysoki wskaźnik na tle reszty kraju, gdzie wykrycie jednego zakażenia wymaga przeprowadzenia ok. 80, a w niektórych regionach nawet kilkuset testów - mówi.

Dodaje, że regularne testy pracowników i izolacja osób chorych mogą częściowo złagodzić ten problem, jednak prawdopodobnie nie wyeliminują go w całości jeszcze przez dłuższy czas. - Epidemia wzmaga więc potrzebę restrukturyzacji sektora nie tylko w związku ze spadkiem popytu, ale i z problemami z zapewnieniem odpowiednio wysokiego bezpieczeństwa epidemiologicznego w górnictwie i jego otoczeniu - mówi Bukowski.

Ze względu na bieżące potrzeby wydobycie węgla wciąż jest kontynuowane. Co prawda w związku z recesją wywołaną koronawirusem spadł popyt na stal i energię, co przełożyło się na zmniejszenie zatrudnienia w części światowych kopalń i zmniejszenie ich zdolności produkcyjnych, ale w niektórych firmach utrzymano poziomy produkcji lub nawet nieco je zwiększono.

Górnicy zajmujący się wydobyciem węgla pod ziemią mają statystycznie wyższe przypadki chorób układu oddechowego, takie jak pylica płuc. Spośród około 7 milionów górników na całym świecie większość pracuje pod ziemią. W Chinach, największym producencie węgla, jest to aż 85,6 proc. Inne kraje o dużych operacjach podziemnych to Stany Zjednoczone, Australia i Indie.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: górnictwo | koronawirus | kopalnie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »