Reklama

Górnictwo potrzebuje restrukturyzacji, od której nie ma odwrotu

Wydobycie węgla (62-63 mln ton) ma się utrzymać do 2030 roku, ale udział węgla w polskiej energetyce będzie spadał. To konsekwencja przyszłych inwestycji w inne źródła energii. Górnictwo musi przygotować się na kolejny dołek koniunktury.

"Głównym celem programu jest tworzenie warunków sprzyjających budowie rentownego, efektywnego i nowoczesnego sektora górnictwa węgla kamiennego. Ma on być oparty na kooperacji, wiedzy i innowacjach, przyczyniających się do zapewnienia niezależności energetycznej Polski oraz wspierania konkurencyjności naszej gospodarki" - napisano w komunikacie wystosowanym po przyjęciu programu.

Rynek zweryfikuje

Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, zwraca uwagę, że sektor węglowy potrzebuje dalszych działań restrukturyzacyjnych, od których nie ma odwrotu. Potrzebne będą zatem decyzje - również takie, które mogą budzić emocje. Steinhoff przypomina, że o poziomie wydobycia węgla będzie decydować konkurencyjność polskich kopalń. Trudno zadekretować, że w danym roku wydobędziemy tyle bądź tyle surowca, jeżeli na przykład węgiel z importu będzie znacznie tańszy.

Reklama

W programie - na co zwracają uwagę w branży - nie wyartykułowano stanowiska rządu co do planowanych inwestycji w budowę kopalń przez inwestorów prywatnych, także tych z zagranicy.

- Mówi się w programie tylko o państwowym górnictwie - zauważa Steinhoff. - Według mnie brakuje jasnej deklaracji rządu, że opowiada się za inwestycjami, w tym także tymi, które chciałby realizować kapitał prywatny, również zagraniczny. W programie nie ujęto niczego, co dotyczyłoby inwestorów prywatnych.

W środowisku górniczym podkreśla się, że widać wiele niewiadomych, a realizacja programu będzie uzależniona od rynkowej koniunktury. Nie wiemy przy tym, jaka będzie sytuacja na rynku za pięć czy sześć lat. Zawarta w programie prognoza zapotrzebowania na węgiel kamienny w 2030 roku zakłada w tzw. scenariuszu referencyjnym zużycie zbliżone do obecnego, rzędu 70-71 mln ton rocznie. W tym 57-58 mln ton stanowiłby węgiel energetyczny, a 3 mln ton koksowy.

W tzw. scenariuszu niskim, przy zaniechaniu prac rozwojowych w sektorze, roczne minimalne zapotrzebowanie oszacowano na 56,5 mln ton, a w wariancie rozwojowym (wysokim) na 86,1 mln ton w 2030 roku. Rozpiętość jest, jak widać, znacząca. Nie bez powodu. Na rynku węgla koniunktura przeplata się z czasami dekoniunktury, a amplituda maksimów i minimów cenowych bywa znaczna.

- Prognozy mogą się sprawdzać w krótkim okresie. Ale prognozy średnio- i długoterminowe często nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo w dłuższym okresie może wystąpić wiele nieprzewidzianych zdarzeń - zaznacza prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Pobierz za darmo program PIT 2017

Szybciej, lżej, elastycznie

Należy zatem stale monitorować międzynarodowy rynek węgla w kwestii jego podaży, popytu oraz cen. Rodzime spółki górnicze muszą mieć możliwość szybkiego reagowania na zmiany w otoczeniu rynkowym. W bieżącym roku najważniejsza będzie notyfikacja pomocy publicznej dla górnictwa do roku 2023 (obecna notyfikacja kończy się z upływem roku 2018).

- Dlatego też konieczne jest przedłużenie tej pomocy, ponieważ wyczerpane lub nierentowne kopalnie przekazane do Spółki Restrukturyzacji Kopalń wymagają rewitalizacji - podkreśla minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Bez dalszej notyfikacji po 2018 roku już nie będziemy mogli finansować z budżetu zadań SRK. A zatem, jeżeli jakieś nierentowne aktywa trzeba będzie przekazać do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, to należy o tym zdecydować do końca roku. Później koszty likwidacji spadłyby na barki spółek węglowych. A trzeba pamiętać, że w gestii SRK jest zarządzanie "trudnym" majątkiem.

- Chodzi między innymi o rewitalizację i rekultywację terenów pogórniczych, a to bardzo kosztowne procesy. Stąd potrzeba notyfikacji pomocy do roku 2023. Wchodzi w grę niebagatelna kwota 4,5-5 mld zł - zaznacza Tchórzewski. - To sprawa niezwykle ważna dla przyszłości spółek górniczych i dla całego Śląska. Każda notyfikacja jest trudna, bowiem Komisja Europejska niechętnie spogląda na pomoc publiczną. Pracujemy nad pozytywnym rozstrzygnięciem w tej sprawie.

Program dla górnictwa zakłada, że do 2020 roku powstanie nowa ustawa górnicza, zawierająca regulacje służące wsparciu planowanych działań. Chodzi o wykorzystanie posiadanego potencjału wiedzy i kompetencji dla podniesienia efektywności sektora i wydajności pracy. Nacisk zostanie położony na coraz lepsze zagospodarowywanie kopalin towarzyszących, w tym metanu. Istotne będą też działania zmierzające ku tworzeniu tzw. kopalń inteligentnych, a więc bezpieczniejszych.

Miliardy z budżetu

Łączne zapotrzebowanie górnictwa na dotację budżetową w latach 2016-18 oszacowano w programie na blisko 4 mld zł, z czego ok. 2,2 mld zł stanowią koszty redukcji zdolności produkcyjnych, a ok. 1 mld zł - koszty roszczeń pracowniczych - chodzi tu głównie o osłony socjalne, przede wszystkim urlopy górnicze.

Z zapisów programu wynika, że w ub. roku górnictwo wykorzystało niespełna 1,5 mld zł dotacji budżetowej. Na rok 2018 przewidziano pomoc publiczną dla branży o łącznej wartości przekraczającej 2,6 mld zł, z czego blisko 1,2 mld zł to koszt redukcji zdolności produkcyjnych, a ok. 1,1 mld zł koszt roszczeń pracowniczych, przede wszystkim urlopów górniczych. Na taką pomoc zgodziła się Komisja Europejska, notyfikując w 2016 roku polski program dla górnictwa.

- Ta pomoc publiczna jest naprawdę znacząca - ocenia Janusz Steinhoff. - Na co moim zdaniem warto zwrócić szczególną uwagę? Na utworzenie funduszu stabilizacyjnego przez Jastrzębską Spółkę Węglową. Zarząd JSW musi myśleć - i jak widać myśli - o tym, co będzie w dłuższej perspektywie. Nie można się zachłysnąć wynikami osiąganymi teraz przez JSW, gdyż jest to spółka mocno podatna na wahania koniunktury.

W programie dla górnictwa znalazły się m.in. prognozy wielkości inwestycji w branży, oparte na planach spółek węglowych. Wynika z nich, że w tym i przyszłym roku firmy górnicze zamierzają w sumie przeznaczyć na tego rodzaju wydatki ponad 2,3 mld zł rocznie, wobec ponad 1,3 mld zł w roku ubiegłym.

W 2020 roku inwestycje oszacowano na niespełna 2 mld zł, a w kolejnych latach, aż do 2030 roku, ma to być powyżej 2 mld zł rocznie. Realizacja inwestycji będzie niezwykle istotna, jeżeli branża ma wychodzić naprzeciw zapotrzebowaniu rynku krajowego na węgiel w kolejnych latach.

Skutki braku inwestycji w przeszłości są widoczne choćby w przypadku Polskiej Grupy Górniczej. Oczekiwane efekty programu to m.in. zaspokojenie krajowego zapotrzebowania na węgiel kamienny i zagwarantowanie niezbędnych jego dostaw na rynek krajowy, poprawa warunków pracy górników w podziemnych wyrobiskach oraz zmniejszenie liczby wypadków przy pracy.

Wśród spodziewanych wyników wymienia się także wsparcie konkurencyjności krajowego rynku energetycznego, ciepła i rynku koksowego przez dostęp do surowców po racjonalnych i konkurencyjnych kosztach.

O efektach decydować będzie jednak głównie koniunktura na rynku węgla i jego ceny. Obecnie najważniejsze jest, aby realizować niezbędne inwestycje, udostępniać nowe pokłady węgla i podejmować decyzje służące zabezpieczeniu się na chudsze czasy.

- Jest jeszcze jeden mankament, a mianowicie taki, że dotąd nie mamy dokumentu Polityka energetyczna Polski do 2050 roku - zaznacza Janusz Steinhoff. - Wskazuje się, że rola węgla ma być znacząca, jednak pozostaje do podjęcia wiele decyzji, w tym między innymi rozstrzygnięcie, czy będziemy budować elektrownię jądrową.

Jerzy Dudała

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »