Reklama

Gospodarka będzie rosnąć wolniej, ale bez szoków

Polska gospodarka będzie rosnąć wolniej niż do tej pory. Wzrost PKB już w III kwartale spadł poniżej 5 proc., ale nie powinno zdarzyć się nic, co rzeczywiście mogłoby nam zaszkodzić. Dlaczego wzrost musi hamować? Bo odczujemy światowe spowolnienie. Ale ponieważ polska gospodarka jest dobrze zrównoważona, odczujemy je mniej niż inni - twierdzą analitycy PKO Banu Polskiego.

Reklama

Analitycy PKO BP przewidują osłabienie wzrostu polskiego PKB w tym roku do poniżej 5 proc., w przyszłym do poniżej 4 proc., a w 2020 do poniżej 3 proc. Nie będzie już tak, jak przez dwa pierwsze kwartały tego roku, kiedy nasza gospodarka rosła w tempie przekraczającym 5 proc. Ale - jak o tym z poetycką swada opowiadają - takie spowolnienie to tylko "złota jesień po upalnym lecie".

- Jeśli spowolnienie będzie postępować w tej skali, jak przewidujemy, to negatywnych zjawisk nie powinno dla nas nieść - powiedział na konferencji prasowej główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak.

Jakie będą przyczyny globalnego spowolnienia? Będzie ich co najmniej kilka. Analitycy przyznają, że ryzyko związane z niektórymi z nich może być jeszcze większe niż założyli w swoim podstawowym scenariuszu. Szczęśliwie - w przypadku niektórych jest szansa, że najgorsze scenariusze zostaną jeszcze rozbrojone.

Najbardziej na osłabienie światowej gospodarki wpłynie szarża amerykańskiego banku centralnego Fed z podwyżkami stóp procentowych. Przypomnijmy, że w tym roku podniósł on stopy trzy razy, a być może zrobi to jeszcze raz w grudniu. Analitycy PKO przewidują, że przyszłym powtórzy tę serię, choć rynki oczekują tylko dwóch podwyżek. Potem także w USA zacznie się spowolnienie, więc Fed pewnie zacznie się cofać, choć trudno przewidzieć kiedy.

- Gospodarki, które stosowały ryzykowną strategię finansowania w postaci taniego dolara mają kłopoty - powiedział Piotr Bujak.

Podwyżki stóp przez Fed powodują przede wszystkim wzrost kosztów obsługi zadłużenia w dolarze i umocnienie amerykańskiej waluty. Trudniej je spłacać tym, którzy dolary pożyczyli. A 80 proc. zadłużenia krajów zaliczanych do rynków wschodzących jest właśnie w dolarze. I tu pierwszy punkt dla Polski - nasze zadłużenie zagraniczne jest wprawdzie wysokie, ale w dolarach akurat - bardzo umiarkowane.

Po drugie na osłabienie światowej gospodarki wpłyną wojny handlowe. Wprawdzie USA zawarły porozumienie w sprawie taryf z Meksykiem i Kanadą, ale w PKO oceniają, że to nie koniec wojny, tylko zawieszenie broni.

- Z Chinami następuje eskalacja konfliktu - mówi Piotr Bujak.

Mariusz Adamiak, dyrektor Biura Strategii Rynkowych PKO BP dodaje, że konflikt handlowy z USA z Chinami zaczyna przypominać walkę na wyniszczenie.

- To strategiczny ruch USA w kierunku osłabienia Chin. Taka polityka jest w USA popularna, co będzie pogarszało sytuację - powiedział.

Jeśli chodzi o Polskę, to skutki wojen handlowych możemy także silnie odczuć, a to z tego powodu, że łańcuchy dostaw na świecie są bardzo skomplikowane. Polskie fabryki motoryzacyjne produkują na przykład podzespoły dla niemieckich koncernów, więc amerykańskie cła na europejskie samochody mogłyby wyrządzić im prawdziwą krzywdę. Czy USA rozpoczną z Unia taką wojnę jak z Chinami?

- Mamy nadzieje, że administracja USA skupi się na Chinach natomiast odpuści Europie - mówił Mariusz Adamiak.

Polsce bezpośrednio zaszkodzi wzrost cen ropy naftowej, za którą w dodatku płacimy dolarami, które się umacniają, a w związku z tym wychodzi jeszcze drożej. Wzrost cen ropy także spowoduje, że cała gospodarka światowa zwolni. I pośrednio dodatkowo wpłynie na nas.

Wzrost cen ropy, gazu oraz energii na rynku hurtowym w Polsce będzie wpływać na inflację, choć nie jest jeszcze pewne, w jakim stopniu. Choć na razie wygląda na to, że regulowane taryfy dla gospodarstw domowych nie zmienią się, koszty te odczuwają już przedsiębiorstwa. Wszystko to tworzy sporą niepewność jak zachowają się ceny.

- To może zmienić ścieżkę inflacji w Polsce - powiedział Mariusz Adamiak.

- Na razie przewidujemy, że inflacja będzie stopniowo rosła ale nie przekroczy celu 2,5 proc. Na przyszły rok prognozujemy 2,4 proc. W takim scenariuszu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni stóp procentowych co najmniej do końca 2019 roku - poinformował Piotr Bujak, dodając, że być może podwyżki nie będzie też w 2020 roku, ale wszystko zależy od tego, czy EBC będzie podnosił stopy, czy też nie.

Czwarty powód spowolnienia to mające nastąpić już w marcu 2019 roku wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, czyli brexit. Brytyjski rząd zupełnie pogubił się co i w jaki sposób chce negocjować. Są nadzieje, że rzutem na taśmę, do jakiegoś, choć przejściowego porozumienia dojdzie, albo sprawy jeszcze jakiś czas zostaną po staremu. Ale na razie wszystko zmierza do "twardego" brexitu, a to oznacza powrót wysokich ceł także na polski eksport na Wyspy. Nie jest to bagatela. Wieka Brytania przyjęła w zeszłym roku 6,4 proc. całego naszego eksportu, a jego wartość wyniosła 13,3 mld euro. Straty mogą tu być poważne.

- Niepewność będzie powodować erozję nastrojów w europejskim biznesie - powiedział Piotr Bujak.

- Twardy brexit będzie dewastujący dla Brytyjczyków, ale też dla naszych ważnych partnerów, którzy są bardziej związani z Wielką Brytanią, jak Niemcy - dodał Mariusz Adamiak.

Do tego wszystkiego przyszła piąta zła wiadomość z Włoch. Po niedawnych wyborach nowy rząd w tym kraju przedstawił rozpasany budżet, łamiący wszelkie unijne zasady ostrożności. A przecież Włochy to kraj niebotycznie zadłużony, który już dwa razy otarł się o bankructwo, do czego ostatecznie nie dopuścił Europejski Bank Centralny.

- Wygląda na to, że rząd włoski nie ustąpi póki rynki nie spowodują totalnej wyprzedaży włoskich obligacji - powiedział Mariusz Adamiak.

Co z tych pięciu powodów osłabienia światowej gospodarki dla nas wynika?

- Potwierdzają się nasze prognozy, że gospodarka zacznie spowalniać, przede wszystkim na głównych rynkach eksportowych i to będzie powodować spowalnianie gospodarki Polski - ocenia główny ekonomista PKO BP.

- Na razie w oczekujemy, że będzie to ścieżka umiarkowanego spowolnienia do ok. 3 proc. w 2020 roku - dodał.

Złe wiadomości o światowym spowolnieniu i jego przyczynach trafiają do Polski w chwili, gdy w zeszłym tygodniu agencja ratingowa Standard & Poor's podniosła ocenę naszej wiarygodności kredytowej o jedno oczko do A minus uzasadniają to dobrymi wynikami osiąganymi przez "konkurencyjną, zdywersyfikowaną i zbilansowaną" gospodarkę oraz odpowiedzialną polityką fiskalną rządu i dobrą sytuacją budżetową, a także poprawą bilansu płatniczego, do której przyczynia się rosnący eksport.

Analitycy PKO BP zwracają szczególną uwagę na dobrą sytuację budżetu. Według ich wyliczeń, deficyt polskiego budżetu po I półroczu obniżył się do 1,1 proc. PKB, a po trzecim kwartale ujemne saldo całych finansów publicznych mogło nawet spaść do 1 proc. PKB. Na ten rok prognozują, że deficyt finansów publicznych wyniesie 1,2 proc. PKB, a w przyszłym wzrośnie do 1,7 proc. PKB.

- Obniżyliśmy prognozy deficytu fiskalnego. Ma na to wpływ poprawa ściągalności podatków oraz wzrost liczby zagranicznych pracowników płacących składki do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - powiedział Piotr Bujak.

- W przypadku negatywnego rozwoju wydarzeń na świecie finanse publiczne będą mogły zadziałać jak stabilizator i to się będzie przyczyniało do silniejszego wzrostu niż w innych krajach Unii - dodał.

Dzięki temu, pomimo pogorszenia nastrojów, Polska wciąż płaci inwestorom za swoje zadłużenie tyle samo za swoje zadłużenie, co na początku roku. Kraje, które ze swoją polityką gospodarczą przeholowały, jak Węgry, już bardzo boleśnie odczuwają skutki pogorszenia nastrojów na świecie. Za swój dług muszą płacić o 200 punktów bazowych więcej niż na początku tego roku.

Drugi powód, dla którego polska gospodarka będzie miała się lepiej niż w wielu państwach na świecie dotkniętych spowolnieniem będzie wykorzystanie unijnych pieniędzy, a trzecim - możliwe osłabienie złotego, co jeszcze bardziej poprawi konkurencyjność polskiego eksportu.

Analitycy PKO BP mówią, że osłabienie wzrostu do 3 proc. to nic strasznego. Popyt na pracę będzie mniejszy, a to powinno nieco złagodzić problemy przedsiębiorców ze znalezieniem pracowników. Dla niektórych branż, jak budownictwo, takie ostudzenie koniunktury może być bardzo korzystne. Nie dopuści ono też do "przegrzania" gospodarki, po którym spadki bywają bardzo bolesne.

Jacek Ramotowski

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »