Reklama

Gospodarka odpadami. Coraz częściej słychać słowa: "kryzys" i "chaos"

Miało być lepiej, ale nie jest. Protesty, otwarte listy pisane do nowego ministra klimatu i bardzo krytyczne oceny pokazują, że system gospodarki odpadami komunalnymi nie tylko nie wychodzi na prostą, ale wręcz popada w chaos.

W ostatnich dniach nowy minister klimatu Michał Kurtyka, który przejął w rządzie odpowiedzialność także za gospodarkę odpadami, jest zasypywany listami od związków samorządowych i gmin.

Reklama

O stworzenie przez państwo kompleksowego systemu zagospodarowania odpadów komunalnych, który m.in. będzie zwiększał odpowiedzialność producentów opakowań, apeluje m.in. prezes Związku Miast Polskich.

W piśmie do Michała Kurtyki Zygmunt Frankiewicz domaga się pilnego podjęcia - z udziałem przedstawicieli gmin, które są ustawowo odpowiedzialne za to zadanie - kompleksowych prac nad szybkim wprowadzeniem rozwiązań systemowych w zagospodarowaniu odpadów komunalnych.

Problem w tym, że gospodarka odpadami przechodzi ciągłe zmiany, wiele z nich przyjmowanych jest z mieszanymi uczuciami, a ostatnia nowelizacja ustawy o czystości i porządku w gminach zbiera niemal jednomyślne słowa krytyki.

- Tegoroczna nowelizacja znowu nie jest oczekiwanym rozwiązaniem systemowym, a przy tym powoduje dezorganizację zbierania odpadów z nieruchomości niezamieszkałych - ocenia Zygmunt Frankiewicz.

Także Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK, dyrektor Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych "Orli Staw", przyznaje:

- Niestety to, co się dzieje i co będzie po nowym roku, to jedna wielka niewiadoma. A pewne rzeczy były do przewidzenia i my, jako organizacje branżowe, to zgłaszaliśmy.

Jak mówi, otwarcie regionów spowodowało, że odpady wędrują po Polsce, jadą tam, gdzie jest taniej i te droższe wypychają tańsze. - Normalna wolnorynkowa gra. Przekonaliśmy się na własnej skórze, jak wygląda walka z monopolami - ocenia.

A jak podkreśla Piotr Szewczyk, jeżeli zdecydowana większość instalacji należy do samorządów, to mówienie o monopolach jest dużym nadużyciem. - Mogło to mieć miejsce lokalnie, ale od tego jest UOKiK i on działał.

Nasz rozmówca zwraca też uwagę, że gospodarka odpadami ma swoją specyfikę, wymaga pewnych regulacji, a nie pełnej swobody rynku. - Bo jak się sprawdza wolny rynek w odpadach, to właśnie widzimy - komentuje Szewczyk.

Leszek Świętalski, sekretarz Związku Gmin Wiejskich i ekspert od gospodarki odpadami, podkreśla, że o tym, że jest źle, a sposoby rozwiązywania problemów okazały się nieskuteczne, świadczą choćby poziomy recyklingu uzyskane za rok 2018 i galopujący wzrost cen.

- To są fakty, które pokazują, że wybrano złą drogę. Nieporozumieniem jest mówienie, że to wina samorządów, a zmiany prawa nie wpływają na to, co się dzieje. Dość łatwo można wykazać, które zmiany wynikające z przyjętych rozwiązań prawnych są kosztotwórcze.

Dla przykładu powołuje się na przypadek Rzeszowa i tamtejszą spalarnię.

- Do tej pory będąc RIPOK-iem (Regionalną Instalacją Przetwarzania Odpadów Komunalnych), musiała wypełniać określone lokalne zadania, po likwidacji regionów została uwolniona z jakichkolwiek obowiązków i zorganizowała przetarg ofertowy. Rzeszów został z problemem zagospodarowania frakcji kalorycznej, mając na swoim terenie instalację termiczną. Podobnie zaczyna dziać się w innych spalarniach - mówi Świętalski.

Piotr Szewczyk dodaje, że łatwo jest powiedzieć "segreguj", ale - jak zauważa - od segregowania nie ubędzie odpadów ani nie poprawi się ich jakość.

- Zamknęliśmy jako kraj możliwość spalania, ograniczyliśmy składowanie, nie ma dostatecznej ilości instalacji do recyklingu. Zbieramy bioopady, ale nie ma co z nimi zrobić - mogą jechać w dowolne miejsce w Polce, ale gdzie, jeśli brak wydajności w instalacjach? A są to odpady trudne do zagospodarowania.

Jak wylicza, zamykają się kolejne małe instalacje recyklingu, które nie sprostają rosnącym wymaganiom, a coraz częściej żadna firma nie startuje do ogłoszonego przez gminę przetargu. Taka sytuacja ma m.in. miejsce w Warszawie.

- Gdyby pozostała regionalizacja, Warszawa musiałaby poradzić sobie z tym problemem na Mazowszu. Dzisiaj grozi nam, że zaleje całą Polskę drogimi odpadami, co podniesie ceny wszędzie. Bo czemu prywatna instalacja nastawiona ze swojej natury na zysk ma przyjmować dzisiaj taniej odpady ze swojego regionu, jeśli może przyjąć je znacznie drożej z dużego miasta? To gra rynkowa, na którą została nagle wystawiona gospodarka odpadami - tłumaczy nasz rozmówca.

Piotr Toborek

28 listopada 2019

Więcej informacji na stronach Portalu Samorządowego

Dowiedz się więcej na temat: Gospodarka odpadami | odpady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »