Reklama

Gwiazdowski: Inflacja, rynki i głupstwa

Około 40 proc. wyborców wszystkich (!!!) partii (najmniej Konfederacji - 34,4 proc.; najwięcej PSL - 52,3 proc.; w przypadku PO - 38,5 proc.) jest za przywróceniem w Polsce komunizmu ("zdecydowania tak" i "raczej tak").

Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez UCE Research i SYNO Poland. Z tym, że zaczynają tak troszkę na miękko - od przywracania "maksymalnych cen żywności". 

Ostatnim razem, jak realizowano ten postępowy eksperyment społeczny, w sklepach "mięsnych", w których były ceny regulowane, mięsa nie było. Było "u baby". Z tym, że u niej ceny nie były regulowane. To znaczy były - regulowała je osobiście sama "baba". Komitetowi Centralnemu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Komisji Planowania i Ministerstwu "Rynku Wewnętrznego" jakoś nie udawało się tak uregulować cen, żeby mięso w sklepach mięsnych było. 

Reklama

W sierpniu 1951 roku na podstawie uchwały Prezydium Rządu w "sprawie ułatwień w nabyciu mięsa, tłuszczów wieprzowych i przetworów mięsnych [...]" na mięso sprzedawane w sklepach mięsnych po cenach regulowanych przez państwo wprowadzono więc kartki. Zrezygnowano z nich w 1953 r., bo nie udało się wprowadzić kolektywizacji rolnictwa. I choć w 1952 roku wprowadzono obowiązkowe dostawy zwierząt rzeźnych (zbóż i ziemniaków rok wcześniej), a ubój prywatny był zakazany i można było trafić za taka zbrodnię do więzienia, to mięsa w sklepach mięsnych nie było. I nie pomogło nawet to, że Stanisław Wawrzecki - dyrektor Miejskiego Handlu Mięsem Warszawa Praga - z powodu braku mięsa został w 1965 roku przykładnie powieszony. Przy czym najpierw go naturalnie sprawiedliwie osądzono. W trybie doraźnym. 

A mimo to u "baby ze wsi" mięso było. Jak za okupacji. Owszem nie wszyscy mogli sobie pozwolić na to, żeby kupić je "u baby" po cenach przez nią regulowanych, więc w 1981 roku przywrócono kartki. Notabene zrealizowano w ten sposób jeden z "Postulatów Sierpniowych" Solidarności. I można było kupić - co już pamiętam z własnego doświadczenia - 1,8 kg mięsa i 0,7 kg cielęciny z kością. Miesięcznie. W 1986 roku, w ramach chyba drugiego etapu reformy gospodarczej socjalizmu, zalegalizowano "babę" i można było już oficjalnie na bazarkach kupować mięso "z uboju gospodarczego". A w lipcu 1989 roku, jak już nadchodził Balcerowicz, który ostatecznie "zniszczył dobrobyt Polski Ludowej" i wyprzedał kraj kapitalistom, kartki zlikwidowano.

Otóż prawda jest taka, że bez mechanizmu cenowego gospodarka funkcjonować nie będzie. Pisał o tym Ludwig von Mises. Aby można było dokonywać racjonalnych wyborów ekonomicznych, posiadane zasoby muszą zostać odpowiednio zmierzone, a jedyna metoda ich mierzenia polega na uzyskaniu przez nie, w drodze rynkowej, odpowiedniej ceny. "Tylko ceny rynkowe mogą odpowiedzieć na pytanie, czy realizacja jakiegoś projektu przyniesie więcej niż kosztuje i czy będzie bardziej korzystna od realizacji innych planów". Gospodarka planowa, pozbawiona rynkowego mechanizmu ustalania cen, paść musi ofiarą planistów, kierujących się zawsze w wyznaczaniu gospodarczych celów samowolą i własnym "widzimisię".

Ale Mises to taki jakiś byle neoliberał i w dodatku ze szkoły austriackiej. Przywołam więc wielkiego socjalistycznego ekonomistę Oskara Lange, zdaniem którego nawet "socjaliści powinni być wdzięczni profesorowi Misesowi, który w ich sprawie odegrał rolę advocatus diaboli. Wyzwaniem swoim zmusił ich bowiem do zrozumienia całej doniosłości zagadnienia rachunku ekonomicznego w gospodarce socjalistycznej/.../ W wielkiej hali Centralnego Urzędu Planowania w państwie socjalistycznym posąg profesora Misesa powinien stanąć jako dowód wdzięczności za wyświadczoną przez niego wielką przysługę". Słusznie się jednak profesor Lange obawiał, że "Mises byłby niezbyt zachwycony tego rodzaju dowodem należnej mu słusznie wdzięczności".

Regulowane mają też być raty kredytów. Taki pomysł ma z kolei Lewica. Bo "Polki i Polacy uwierzyli prezesowi Glapińskiemu, że inflacja jest opanowana, nic złego nam nie grozi i raty kredytów nie wzrosną". Tymczasem wzrosły. Są nawet 30 proc. wyższe niż w zeszłym roku i sięgają już 60-70 proc. przeciętnego wynagrodzenia. A ludzie "podpisujący umowy nie mogli się przygotować do wyższych rat kredytów, bo nie muszą przecież posiadać specjalistycznej wiedzy pozwalającej zweryfikować wypowiedzi przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej".

Trudno się tym Polkom i Polakom dziwić. Skoro wcześniej nie wiedzieli, że kurs franka szwajcarskiego może wzrosnąć, to tym bardziej mogli nie wiedzieli, że stopy procentowe mogą wzrosnąć. Takiego franka to można przynajmniej pomacać. A stopa procentowa to kompletna abstrakcja. Tych którzy chcą maksymalnych stóp procentowych może być nawet więcej niż tych, którzy chcą maksymalnych cen żywności.

Sposób na walkę z inflacją mają też moje ulubione "rynki finansowe". Polega on na walce z konsumentami. Bo przecież wiadomo, że inflacja nie wzięła się od drukowania "pierdylionów" dolarów, euro, funtów, franków i złotówek, tylko z powodu nadmiernego popytu. Miedzy innymi na żywność.  Konsumenci muszą więc ograniczyć swoje wydatki.

Jak ich do tego przekonać? Najlepiej siłą. Może nie zbrojną (przynajmniej na razie), tylko ekonomiczną. Trzeba podwyższyć im podatki (będą mieli mniej na głupstwa), obniżyć świadczenia socjalne (będą mieli mniej na głupstwa), nie dawać nowych kredytów (będą mieli mniej na głupstwa) i podwyższyć stopy procentowe, żeby zwiększyć raty spłacanych już kredytów (będą mieli mniej na głupstwa). Bo przecież wiadomo, że jak więcej pieniędzy popłynie od konsumentów na rynki finansowe, to inflacja nam nie grozi. Na rynkach finansowych inflacji nie ma. Jest "hossa". Nie wiem tylko dlaczego socjalistów z rynków finansowych niektórzy nazywają neoliberałami. Profesor Mises przewraca się w grobie.

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »