Reklama

Hiszpańskie firmy czekają na rozwój wydarzeń w Chinach

Nie wpadajcie w panikę, nie zmieniajcie strategii - apelują do hiszpańskich inwestorów w Chinach hiszpańscy eksperci. Ich zdaniem, rozwój epidemii koronawirusa wpłynie na spadek światowej produkcji ale nie doprowadzi do recesji.

"Aragonia rozpoczyna kampanię promocyjną w Chinach", "Ministerstwo Przemysłu podpisało z Chinami umowę dotyczącą elektrycznego samochodu", "Będzie więcej połączeń lotniczych między Chinami a Hiszpanią", "Chiny wspierają technologię Kraju Basków" - to tylko kilka tytułów zamieszczonych w hiszpańskiej prasie w grudniu 2019 roku.   Chiny są dziesiątym partnerem gospodarczym Hiszpanii.

Reklama

Mimo powiększającego się na niekorzyść Madrytu deficytu handlowego, wymiana z azjatycką potęgą jest w Hiszpanii synonimem udanych inwestycji. Eksport do Chin rośnie średnio o 4 proc. w skali roku (6,28 mld euro w 2018 r.), a import z Chin do Hiszpanii o 5,8 proc. (27 mld euro, 2018 r.).     Dlatego teraz rozwój epidemii wywołanej koronawirusem śledzony jest z wyjątkową uwagą.

Nie wiadomo jaki los czeka hiszpańskie sklepy i przedsiębiorstwa działające w 11-milionowym Wuhan. W mieście czynnych jest siedem sklepów należących do holdingu odzieżowego Inditex: trzy ZARY, dwie Bershki, po jednym Pull&Bear i Stradivarius. W całych Chinach holding ma 600 sklepów. Od czterech lat w Wuhan działa należąca do hiszpańskiej grupy Antolin fabryka produkująca podsufitki i wyposażenie wnętrz samochodów. Odbiorcami są Renault, PSA, Nissan, Infinity i Honda. Przed dwoma laty w 11-milionowym mieście otworzyło swoje centrum Pharmamar - laboratorium wyspecjalizowane w produktach do diagnozy molekularnej. Jak wynika z wydanych komunikatów, decyzje przedsiębiorstw uzależnione będą od posunięć chińskiego rządu.     

Strategię handlową wobec Chin zmieniła Iberia, która trzy razy w tygodniu lata do Szanghaju. Od dzisiaj bilety na tym kierunku kosztują o prawie 100 euro mniej (od 397 euro). Hiszpański przewoźnik należy do IAG (International Airlines Group), jednego z największych poszkodowanych koronawirusem na hiszpańskiej giełdzie (przez tydzień straty 5,23 proc.). W podobnej sytuacji znalazł się Sol Meliá - właściciel 370 hoteli na całym świecie, w tym pięciu w Chinach. W sumie spadek akcji wyniósł już 5,8 proc. 3,5 proc. straciły na wartości akcje Acerinox - hiszpańskiej grupy metalurgicznej, jednego z największych producentów metali nierdzewnych.   

Hiszpańscy eksperci popierają obawy, że epidemia wpłynie na obniżenie konsumpcji i wzrostu gospodarczego najpierw w Chinach, a potem na świecie. Uważają jednak, że nie doprowadzi do recesji. Zachęcają, aby w czasach wywołanych koronawirusem inwestować w obligacje, japońskiego jena i złoto. Uncja tego metalu kosztuje już 1578 dolarów - najwięcej od siedmiu lat. Zdaniem ekspertów, wkrótce osiągnie cenę 1600 dolarów.   

"Epidemie negatywnie wpływają na gospodarkę, ale zwykle robią to tylko przez chwilę. Strach, jaki ogarnął rynki jest ulotny - zapewnia dzisiaj w hiszpańskim dzienniku ekonomicznym "Expanción" Pablo García z Divacons-Alphavalue, firmy zajmującej się analizą finansową rynków. Ich optymizm podzielają epidemiolodzy. Przypominają, że wprawdzie koronawirus rozprzestrzenia się o wiele szybciej niż ptasia grypa jednak podczas epidemii jaka wybuchła w 2003 roku zarażonych nią było 8096 osób, z których co 10. zmarła (9,6 proc.). Umieralność w wypadku koronawirusa jest trzy razy mniejsza i wynosi 3,1 proc.   

Ewa Wysocka

Dowiedz się więcej na temat: wirus | koronowirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »