Reklama

Ile zarobią banki w przyszłym roku?

Zyski banków w przyszłym roku mogą sięgnąć nawet 19 mld zł, jeśli "umiarkowanie" wzrosną stopy. Ale to nie znaczy, że wraca eldorado. Owszem, może byłoby tak, gdyby był popyt na kredyt, jeśli unikniemy stagflacji, a firmy nie będą bankrutować. Na razie popytu na kredyt nie ma, bo przedsiębiorstwa nie inwestują. Może okazać się, że banki nie będą miały na czym zarabiać.

- Sytuacja w gospodarce nie jest pewna. Brakuje inwestycji. Wysoka inflacja i zakłócenia w łańcuchach dostaw mogą skutkować słabym wzrostem (gospodarki) przy wysokiej inflacji. Ryzyko stagflacji rośnie - mówił podczas seminarium Warszawskiego Instytutu Bankowości na temat sytuacji w polskim sektorze Wojciech Zatoń z Uniwersytetu Łódzkiego.

- Inflacja przekładająca się na wzrost stóp może powodować wzrost kredytów zagrożonych (...) Może to skutkować ograniczeniem akcji kredytowej i wzrostem rezerw na utratę wartości kredytów - dodał.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Zapowiada się szaleńczy rajd stóp procentowych

Zacznijmy jednak od konfitur. Co banki zyskają dzięki - zapowiadającemu się na szaleńczy - rajdowi stóp procentowych w górę? Wszystko oczywiście zależy od tego, jak wysokie będą podwyżki i w jakim tempie nastąpią. Zapowiada się na to, że będą bardzo szybkie - co miesiąc kolejna - ale w sumie "umiarkowane". Dlaczego? Bo NBP z bardzo dużym spóźnieniem wystartował do pogoni za inflacją. Tak jakby niezbyt ogarnięty sprinter w biegu na setkę marudził w blokach ze dwie sekundy, zastanawiając się, czy to na pewno te zawody, w których miał brać udział.

Wojciech Zatoń i Czesław Lipiński założyli dwa scenariusze. Oba przewidują "umiarkowane" podwyżki stóp. Według pierwszego Rada Polityki Pieniężnej przeczeka jeszcze grudzień, ale w styczniu podniesie główną stopę o 75 punktów bazowych, czyli do 2 proc. Drugi scenariusz zakłada podwyżki w grudniu i w styczniu po 50 pb, a to znaczy, że zaraz po Nowym Roku nasza główna stopa urośnie do 2,25 proc. Potem RPP zrobi sobie przerwę, patrząc tylko jak inflacja dalej idzie w górę.

W sumie w ciągu trzech miesięcy główna stopa NBP miałaby wzrosnąć o 1,9 (pierwszy wariant) do 2,15 punktu procentowego. Pamiętajmy, że ostatni raz cykl podwyżek stóp mieliśmy w Polsce pomiędzy styczniem 2011 roku a majem 2012 roku, kiedy to główna stopa wzrosła o 1,25 pp. I to z poziomu 3,5 proc. Szok byłby zatem tym razem bez porównania większy niż dekadę temu.  

- To będzie miało znacznie dla przychodów odsetkowych banków. Nadchodzi moment wyraźnego wzrostu rentowności dzięki wzrostowi stóp procentowych - mówił podczas seminarium WIB Wojciech Zatoń.

Przypomnijmy, że gwałtowne obniżki stóp na wiosnę 2020 roku po wybuchu pandemii o 140 pb w ciągu niespełna trzech miesięcy spowodowały dramatyczny spadek dochodu odsetkowego banków. Dochody te dalej spadały w tym roku. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego przychody odsetkowe banków po dziewięciu miesiącach spadły do 36,3 mld zł, o prawie 8 mld zł, czyli o 18 proc. w porównaniu z trzema kwartałami 2020. Wprawdzie koszty odsetkowe także się obniżyły (do 2,9 mld zł czyli o 65 proc.), ale i tak wynik odsetkowy skurczył się o 2,5 mld zł, czyli o prawie 7 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

I właśnie wynik odsetkowy, czyli - w uproszczeniu - różnica w tym, ile banki płacą za depozyty, ale ile zarabiają na kredytach, będzie miał w przyszłym roku największy wpływ na zyski banków. Tym bardziej, że banki, mając nadmiar depozytów, czyli ogromną nadpłynność, wcale nie będą się spieszyć z podnoszeniem oprocentowania naszych oszczędności. Nadmiar pieniędzy w bankach, z którymi nie mają co zrobić, to na koniec III kwartału tego roku ok. 280 mld zł.

Kredyty natomiast są oprocentowane na stopę zmienną, WIBOR, więc dzięki każdej kolejnej podwyżce stóp banki będą pobierać wyższe odsetki. Co więcej - ostatnie dwa miesiące pokazały, że stopa WIBOR rośnie szybciej niż główna stopa NBP, bo inflacja jest tak wysoka, że banki oczekują kolejnych podwyżek stóp.

W przyszłym roku 18-19 mld zł zysku?

Jakie słodkie będą zatem te konfitury, które bankom wprost do rachunku zysków i strat dołoży Rada Polityki Pieniężnej? Wojciech Zatoń i Czesław Lipiński szacują ich słodycz na 18-19 mld zysku netto w przyszłym roku, jeśli RPP podniesie stopy dwa razy, w sumie o jeden punkt procentowy. Jeśli tylko raz, o 0,75 pp, zyski banków wzrosną w 2022 roku do ok. 16 mld zł.  

Przypomnijmy, że polski sektor bankowy odnotował w zeszłym roku stratę, ale to dlatego, że PKO BP zawiązał ponad 6 mld zł rezerw na koszty przyszłych ugód z frankowiczami. Po dziewięciu miesiącach tego roku banki zarobiły na czysto 9,4 mld zł w porównaniu do 5,4 mld zł przed rokiem. W tej chwili prognozy mówią, że tegoroczne zyski całego sektora wzrosną do ok. 11-12 mld zł w porównaniu do 13,8 mld zł w 2019 roku.  

- Przy spadku wyniku odsetkowego w tym roku, w 2022 roku nastąpi dynamiczny wzrost przychodów odsetkowych, jak i kosztów odsetek, ale niższy niż przychodów. Będzie to skutkować dynamicznym wzrostem wyniku odsetkowego przy utrzymaniu wyniku z tytułu prowizji - mówił Wojciech Zatoń.

Związek Banków Polskich ma nieco niższe prognozy wyników sektora, przy tych samych założeniach. Andrzej Banasiak, dyrektor WIB mówił podczas seminarium, że przewidują one wzrost zysku do nieco ponad 16 mld zł przy podobnym założeniu dwóch podwyżek po 50 pb w grudniu i styczniu. Jeśli podwyżki będą mniejsze, a więc tylko o 75 pb w styczniu, zysk sektora wzrośnie w przyszłym roku do 12,9 mld zł z prognozowanych na ten rok 10,7 mld zł.

Kilka łyżek dziegciu

Nawet najsłodsze konfitury mogą stracić smak, jeśli dodamy do nich dziegciu. A w przypadku banków to nie będzie jedna, ale co najmniej kilka łyżek. Bo popyt na kredyt wcale nie musi się zwiększyć, choć w ostatnich kwartałach nieco wzrosły inwestycje "odtworzeniowe" przedsiębiorstw. Wysoka inflacja może spowodować silną utratę siły nabywczej konsumentów, co spowoduje osłabienie wzrostu gospodarki. Jeśli stopy pójdą mocno w górę, to ludzie i przedsiębiorstwa będą mieć większe problemy ze spłatą kredytów.

To powody niższych prognoz przedstawionych przez ZBP. Brak popytu na kredyt może się utrzymywać. Firmy mają ogromne nadwyżki pieniędzy w bankach spowodowane pomocą publiczną udzieloną im po wybuchu pandemii. To stąd miedzy innymi bierze się te 280 mld zł nadpłynności. W ciągu roku do końca września portfel kredytowy wszystkich polskich banków zwiększył się zaledwie o 2,9 proc., ale portfel kredytu dla przedsiębiorstw urósł zaledwie o 1 proc.

- Główną bolączką (banków) staje się brak wzrostu akcji kredytowej - mówił Andrzej Banasiak.

Suma bilansowa polskich banków wzrosła w ciągu roku o 9,7 proc. do ponad 2,55 mld zł, ale udział kredytów w sumie bilansowej spadł do 55,8 proc. na koniec września z 65 proc. przed pandemią. Natomiast udział obligacji i bonów wzrósł z 18 proc. przed kryzysem do ponad 30 proc. na koniec września.

- Suma bilansowa się zwiększyła, bo banki nabyły obligacje i bony (...) Udział kredytów w sumie bilansowej się zmniejszył - mówił Andrzej Banasiak.

Zadłużenie polskiego sektora prywatnego, a więc przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w bankach, to 80,3 proc. PKB, gdy w Europie jest to 177,8 proc. Według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych kredyty dla przedsiębiorstw w rozwiniętych gospodarkach mają wartość ok. 100 proc. PKB, tymczasem w Polsce kredyty dla przedsiębiorstw skurczyły się z ok. 50 proc. PKB przed pandemią do 45 proc.

- Akcja kredytowa rośnie bardzo powoli, głównie rosną kredyty hipoteczne - mówił Andrzej Banasiak.

Obawy bankowców

Kiedy stopy będą rosły, jakość kredytów może się pogorszyć. Pomoc publiczna w czasie pandemii oraz "wakacje kredytowe" dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw spowodowały, że nie było bankructw. Ale mimo to odsetek niespłacanych kredytów (NPL) w polskim sektorze bankowym wynosił na koniec września 6,2 proc. To sporo mniej niż przed rokiem, kiedy wynosił on 6,9 proc., jednak w Unii przeciętnie jest to dwa razy mniej. Wysoki poziom NPL budzi obawy bankowców, bo pomoc publiczna się skończyła, w gospodarce pojawiają się wciąż napięcia związane z przerwami w łańcuchach dostaw, a inflacja rośnie, a w ślad za nią - stopy.  

W zeszłym roku banki w związku z pogorszeniem się sytuacji makroekonomicznej utworzyły ponad 16 mld zł odpisów i rezerw. W tym roku rozwiązywały je, co spowodowało wzrost zysków sektora. Wojciech Zatoń i Czesław Lipiński prognozują, że w przyszłym roku rezerwy wyniosą ok. 12 mld zł, podobnie jak w roku 2019. 

Prognozy te zakładają jednak, że nie zwiększy się prawdopodobieństwo stagflacyjnego scenariusza gospodarczego - czyli wysokiej inflacji przy słabym wzroście. Jak na razie autorzy prognozy zakładają wzrost PKB w tym roku o 5,1 proc., a w przyszłym -­ o 4,7 proc.

- Nie ma przesłanek do dramatów, ale prawdopodobieństwo wzrostu odpisów w sektorze bankowym jest istotne - powiedział Andrzej Banasiak.

Potrzebna dodatkowa rentowność sektora

Brak popytu na kredyt to skutek nie tylko pomocy publicznej dla przedsiębiorstw, ale także tego, że polskie firmy nie inwestują. Udział inwestycji w polskim PKB jest wciąż bardzo niski, wynosi ok. 16 proc., gdy w Unii jest to 22,4 proc. PKB. To znaczy, że luka ma rozmiary ok. 150 mld zł rocznie. O tyle rok w rok od sześciu ostatnich lat zmniejsza się przyszły potencjał polskiej gospodarki w porównaniu z unijną średnią.   

To oczywiste, ze w tej sytuacji gospodarka potrzebuje kredytu. Żeby unijną średnią w inwestycjach dogonić i "zasypać" lukę, banki powinny udzielać firmom o 55 mld zł kredytów więcej niż do tej pory i to co roku - wynika z wyliczeń Andrzeja Banasiaka. Autorzy prognoz zakładają wciąż, że Polska będzie korzystać z ogromnych unijnych funduszy na odbudowę po pandemii i nowej perspektywy budżetowej. Jeśli unijne fundusze nie zostaną wstrzymane w związku z łamaniem przez Polskę zasad praworządności, będzie potrzebne latach 2021-25 dodatkowe finansowanie w wysokości 75-85 mld zł rocznie. Powinny zapewnić je banki. 

- Tego wymaga zrównoważony rozwój - mówił Andrzej Banasiak.

- Żeby zapewnić te pieniądze, potrzebna jest dodatkowa rentowność sektora bankowego - dodał.

Ale spadek akcji kredytowej to nie tylko skutek braku popytu. To także efekt zmniejszającej się od kilku lat rentowności polskiego sektora bankowego.

- Ograniczenie we wzroście kredytowania są skutkiem spadającej rentowności banków - powiedział Andrzej Banasiak.

Na koniec września rentowność kapitałów sektora bankowego (wskaźnik ROE) wynosiła - według danych KNF - 1,65 proc. w porównaniu do 6,73 proc. w 2019 roku. Ale jeśli nawet zyski banków wzrosną do 19 mld zł w przyszłym roku, będzie to wciąż za mało, żeby pokryć koszt kapitału, czyli żeby banki mogły podnieść kapitały, sprzedając swoje akcje inwestorom. 

- Polski sektor bankowy nie jest w stanie sięgać po kapitały zewnętrzne i może tylko zapewniać kapitały z własnego zysku - mówił dyrektor WIB.

Ale do tego także potrzebne są zyski, z których spora część powinna zasilać kapitały. Jeśli banki nie będą zarabiać, gospodarka nie będzie miała zasobów, żeby rosnąć. Taki scenariusz też nie jest wykluczony.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »