Reklama

"Interwencja". Bez pieniędzy za jabłka. Rolnicy tracą cierpliwość

Sadownicy z Mazowsza walczą o pieniądze za setki ton jabłek. Prowadząca skup spółka jest im winna dziesiątki tysięcy złotych. Prokuratura ustala, gdzie podziały się pieniądze, zdaniem obecnych władz, ze spółki wyprowadzono miliony złotych. Materiał "Interwencji".

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Sady jabłkowe Krzysztofa Zapaśnika z wsi Wysoczyn to historia rodzinna. Przechodziły z pokolenia na pokolenie i są jedynym źródłem utrzymania rodziny. Jan Fijka również związał swoje życie z produkcją jabłek. Obie rodziny oddawały jabłka do tej samej spółki. Nic nie zwiastowało problemów.

- Ta spółka Goźlin-Sad powstała w 2010 roku. Zaczęliśmy tam wstawiać jabłka, można powiedzieć, od samego początku - mówi Marek Zapaśnik, syn pana Krzysztofa, w rozmowie z reporterką "Interwencji".

Reklama

"Tak się nie handluje"

- Oddawaliśmy, oni tam sortowali nam te jabłka, no i za ten przesortowany owoc płacili wtedy pieniądze. W 2017 roku tam wstawiłem ponad 100 ton jabłek. W tej chwili to jest na kwotę prawie 140 tys. zł - opowiada Krzysztof Zapaśnik.

- Na wszystko mam potwierdzenia, pieczątki, podpisy. Żeby powiedzieli, że nie pasowało jabłko, zwrot jest, to wtedy inaczej. A jak to wszystko poszło, bo wiem dokładnie, że to sprzedane było, a pieniędzy nie ma. Musieli na coś te pieniądze wydać. Tak się nie handluje - zaznacza sadownik Jan Fijka.

Od 2018 roku pan Jan czeka na swoje 41 tys. zł. Rodzina Zapaśników na znacznie większą kwotę, bo prawie 140 tys. Wielokrotnie chodzili do spółki domagać się zapłaty za oddane jabłka. Niestety bezskutecznie.

"Dyrektorzy się tylko zmieniali"

- Dyrektorzy się tylko zmieniali, podobno byli wysoko opłacani. Mieli firmę wyprowadzić na prostą, stale mi to mówili. Następny się zmieniał i to takie działanie ich, a nas pogrążyli - mówi Jan Fijka.

- W 2019 roku założyliśmy sprawę, bo już wiedzieliśmy, że coś jest naprawdę nie tak i tych pieniędzy nie odzyskamy. Największa faktura jest na 81 632 zł. Na jednej z rozpraw sędzia powiedział, że zawiesza naszą sprawę z tytułu tego, że oni wchodzą w upadłość, czyli złożyli taki wniosek - tłumaczy Marek Zapaśnik, syn Krzysztofa.

Od 2019 roku spółka ma nowego prezesa. Zdesperowani Zapaśnikowie poszli razem z nami domagać się zwrotu ich ciężko zarobionych pieniędzy.

"Wy żeście mnie puścili bankrutem"

Pan Marek: - Kiedy zostaną wypłacone nasze pieniądze za jabłka z 2018 r., 2019 r., kiedy te jabłka wstawialiśmy?

Mirosław Szczepański, obecny prezes spółki: - Pieniądze niestety to były za czasów poprzedniego prezesa, który do tej pory się z nami nie rozliczył.

Reporter: - Wie pan, ale tych ludzi kolejni prezesi niewiele obchodzą, oni przyszli do tej firmy, którą pan reprezentuje, odstawili jabłka, prawda?

Prezes: - Tak.

Krzysztof: - Wy żeście mi nie wypłacili pieniędzy, na które cały rok z rodziną pracowałem i wy żeście mnie puścili bankrutem. Wiecie wy o tym, co wyście zrobili? Ja miałem opłaty, miałem światło, na życie nie miałem w tym czasie.

Restrukturyzacja się nie udała

- Ta firma, kiedy my przejęliśmy ją po poprzednim zarządzie, miała olbrzymie długi. Jestem doradcą gospodarczym, który od 2019 r. rozpoczynał i prowadził restrukturyzację tej firmy - tłumaczy Andrzej Wysoczański, pełnomocnik firmy.

Reporter: - I tak jest prowadzona restrukturyzacja, że upadłość ogłaszacie?

Pełnomocnik: - No, niestety na wniosek nadzorcy sądowego poparty przez bank.

Reporter: - Czyli się nie udała restrukturyzacja.

Pełnomocnik: - Tak.

- Gdzie są te pieniądze? W ogóle gdzie to wszystko poszło? Tyle ludzi tu wstawiło jabłka, tyle rolników, gdzie te pieniądze są wszystkie? Tutaj nie było żadnego nadzoru - komentuje Marek Zapaśnik.

"W jakim kraju my żyjemy?"

- Jak rozmawialiśmy z biegłą rewident, która robiła tutaj audyt, który też między innymi jest do dyspozycji prokuratury, no to szacujemy, że dobre kilka jak nawet do 10 milionów z tej spółki zostało wyprowadzone. Liczymy na to, że Prokuratura Okręgowa w Lublinie dojdzie do tych nieprawidłowości i rozliczą te sytuacje. Spółka jest w tej chwili w procesie upadłości i czekamy, czy ktoś ją wykupi. Natomiast jasnym dla nas jest, że tym wierzycielem de facto będzie tylko bank, więc wszyscy państwo (rolnicy - red.) jeżeli chodzi o wierzycieli, będą musieli się obyć smakiem - przyznaje Andrzej Wysoczański, pełnomocnik firmy.

- W jakim kraju my żyjemy w końcu teraz? Banki są pierwsze, a dlaczego nie my? Banki tutaj przywoziły jabłko, żeby ta spółka istniała? - pyta Krzysztof Zapaśnik.

grz/"Interwencja", Polsat News

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »