Reklama

Inwestycje płyną do Chin, jak nigdy dotąd

Dramat, który widzimy na lotnisku w Kabulu to nie jedyny, do jakiego popchnął USA poprzedni prezydent Donald Trump. O wiele gorsze konsekwencje dla największej gospodarki świata może mieć eskalacja wojny handlowej z Chinami. Choć w wojnie tej prawdopodobnie polegnie jedna z chińskich firm, na razie wygrywają Chiny.

USA mają prawdziwy kłopot, który spowodowała poprzednia administracja. To problem większy niż Afganistan, gdzie najwięcej ofiar będzie wśród samych Afgańczyków, a uchodźcy zatrzymają się w Europie. Podobieństwo jest jedno - tak jak w przypadku Afganistanu, obecna administracja USA nie za bardzo wie, jak się z tej pułapki wydostać.

Gospodarcze "oddzielenie"

Chodzi o trwające od 2018 roku "wojny handlowe" USA z Chinami i to, co zmieniły do tej pory. Na początku były to tylko cła na import niektórych towarów, ale wojny te przeszły już w fazę - jak mówią politolodzy i ekonomiści - próby gospodarczego "oddzielenia" Chin od reszty świata. Na czym ma to polegać? Handlujesz z Chińczykami? Wara ci w takim razie od amerykańskiego rynku, a przede wszystkim od amerykańskich technologii.

Reklama

Skoro USA tak postawiły sprawę, Chiny odpowiedziały na to "przeciw-sankcjami". W czerwcu tego roku uchwalone zostały w Pekinie przepisy pozwalające tamtejszym urzędnikom wydawać postanowienia zobowiązujące przedsiębiorstwa do nieuznawania sankcji amerykańskich. W tej sytuacji nowe przepisy zmuszają firmy do wyboru między dostępem do rynku chińskiego lub dostępem do rynku amerykańskiego.

Z obu stron możliwe są kary dla nieprzestrzegających sankcji przedsiębiorstw. Przepisy w Chinach pozwalają na przykład na to, żeby przed chiński sąd pozwana została firma, która wskutek przestrzegania amerykańskich sankcji spowodowała straty przedsiębiorstwa z Państwa Środka. Pozwana może być też działająca w Chinach firma zagraniczna, jeśli przestrzega amerykańskich sankcji.    

Na tym właśnie polega gospodarcze "oddzielenie" W ten sposób - co widać już na rynku najbardziej strategicznego dobra, półprzewodników - powstają jakby dwa globalne obiegi dóbr, a przede wszystkim technologii. Jeden powiązany jest z USA, a drugi - z Chinami. Na rynku chipów "oddzielenie" spowodowało już głęboki kryzys, którego ofiarą padł nie tylko chiński Huawei, ale też np. europejskie koncerny motoryzacyjne. Ale czy faktycznie nastąpiło "oddzielenie" Chin od reszty świata i wepchnięcie ich z powrotem za chiński mur? Nic podobnego.

Nearshoring i reshoring

Sankcje i skutki pandemii spowodowały, że miała się zacząć epoka nearshorigu czy też reshoringu. Co to takiego? Przynajmniej od początku tego stulecia w Chinach doszło do potężnych inwestycji zagranicznych globalnych korporacji w produkcję rozmaitych dóbr, gdyż było tam tanio. Od szycia trampek aż po produkcję smartfonów. Te inwestycje spowodowały rozwój globalnych łańcuchów dostaw i tworzenia wartości.

Ale spowodowały też ubytek miejsc pracy w przemyśle w rozwiniętych krajach Zachodu. Teraz w związku z polityką gospodarczą USA i pandemią (która wybuchła w Chinach) okazało się, że globalne łańcuchy dostaw stają się coraz bardziej napięte, a niekiedy pękają.

W związku z tym - wieszczyli niektórzy - produkcja powinna wracać ponownie do rozwiniętych państw Zachodu. A najlepiej gdzieś obok, gdzie jest trochę taniej. Według ówczesnych scenariuszy, kreślonych także przez przedstawicieli polskiego rządu, w tym samego premiera Mateusza Morawieckiego, Polsce miało też coś z tego skapnąć. Twarde dane mówią jednak, że inwestorzy wciąż wybierają Chiny, a kapitał płynie tam tak szeroką rzeką, jak jeszcze nigdy dotąd. I nic z kapania nie wyjdzie.    

"Nic takiego, jak globalne oddzielenie gospodarcze Chin, zwane też reshoringiem, nie następuje" - pisze Nicholas Lardy, badacz w jednym z najbardziej prestiżowych ośrodków świata Peterson Institute for International Economics (PIIE) w Waszyngtonie, wcześniej profesor uniwersytetów Waszyngtońskiego i Yale. 

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Co pokazują twarde dane?

W ubiegłym, pandemicznym roku do Chin napłynęły bezpośrednie inwestycje zagraniczne o wartości 163 mld dolarów - podaje agenda ONZ, UNCTAD. Oznaczało to wzrost o 13 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Wzrost inwestycji zagranicznych, prócz Chin, w 2020 roku odnotowały jedynie Indie. Dla porównania w USA nastąpił ich spadek o 49 proc., a w Niemczech - o 61 proc. Globalne przepływy inwestycji zagranicznych skurczyły się o prawie 40 proc. Według wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) udział Chin w światowym eksporcie wzrósł natomiast w zeszłym roku o 1,6 punktu proc., do 14,7 proc.

To jeszcze nie wszystko. Bo w tym roku na chińskim rynku zaczął się prawdziwy boom inwestycyjny. Chiny zliberalizowały przepisy finansowe, pozwalające teraz na większościową lub wyłączną zagraniczną własność banków, firm zajmujących się obrotem papierami wartościowymi, zarządzaniem aktywami, ubezpieczeniami i innymi rodzajami usług finansowych. Spowodowało to gwałtowny napływ zarówno bezpośrednich inwestycji zagranicznych, jak i inwestycji portfelowych.

Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Chinach w I kwartale tego roku osiągnął rekordowe 98 mld dolarów. To prawie trzy razy więcej niż w pierwszym kwartale 2020 roku i ponad połowa tego, co w całym ubiegłym roku, także rekordowym pod tym względem.

"(...) całkowity napływ do Chin inwestycji bezpośrednich w tym roku prawie na pewno osiągnie nowy rekord w historii, a ich udział w globalnych bezpośrednich inwestycjach zagranicznych prawdopodobnie będzie dalej rósł" - napisał Nicholas Lardy.

To nie wszystko, bo inwestorzy z rynków kapitałowych kupili chińskie akcje notowane na tamtejszych giełdach za ok. 35 mld dolarów, czyli o ok. połowę więcej niż w przedpandemicznym jeszcze 2019 roku. Zagraniczni inwestorzy kupili chińskie obligacje rządowe o wartości 75 mld dolarów, a więc także o połowę więcej niż przed dwoma laty.

Jak do tej pory wszystkie działania USA przyniosły skutek odwrotny od oczekiwanego. Nie ma nie tylko reshoringu i nearshoringu, ale na "gospodarczym oddzieleniu" korzystają Chiny. Polska też nie ma co liczyć, że jej coś skapnie.  

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »