Jak przyszłość czeka polskie winnice?

Choć teoretycznie rodzinne winnice mogą być sposobem na bezrobocie dla wielu polskich rolników, to niestety w praktyce jest zupełnie inaczej. W Polsce bowiem ciągle nie ma przepisów pozwalających na odrodzenie się tradycji winiarskiej.

Choć teoretycznie rodzinne winnice mogą być sposobem na bezrobocie dla wielu polskich rolników, to niestety w praktyce jest zupełnie inaczej. W Polsce bowiem ciągle nie ma przepisów pozwalających na odrodzenie się tradycji winiarskiej.

Obecne przepisy są przystosowane wyłącznie do przemysłowej produkcji win owocowych, nikt nie pomyślał o przydomowych winnicach. Co więcej, ustawodawca twierdzi, że w Polsce nie ma winnic, więc nie ma też potrzeby wprowadzania jakichkolwiek regulacji prawnych.

O tym, że w Polsce rodzimych winnic nie brakuje, wie chociażby pan Roman Myśliwiec, który sam uprawia winogrona niedaleko Jasła na Podkarpaciu. Okazuje się jednak, że pan Roman wina nie może sprzedawać, przepisy zezwalają mu jedynie na produkcję trunku na własny użytek.

"W kraju, w którym bezrobocie jest problemem numer jeden, gdzie ktoś latami myśli nad podjęciem jakiejś działalności, która może mu przynieść dochód, nie ma właściwie znikąd pomocy" - mówi pan Myśliwiec.

Reklama

Ale rąk nie zakłada i dlatego wraz z ekspertami z krakowskiej Akademii Wina zajął się opracowywaniem projektu ustawy o krajowych winach gronowych opartej na zapisach obowiązujących w UE. Dodajmy jeszcze, że projekt już powstał, ale na razie bez odzewu krąży po Sejmie.

RMF FM
Dowiedz się więcej na temat: przyszłość | winnica | Polskie | winnice | bezrobocie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »