Reklama

Jesienią moment prawdy dla banków w Polsce

Jeśli sprawy w gospodarce naprawdę źle się potoczą, polski sektor bankowy może mieć w tym roku prawie 10 mld zł strat zamiast 13,8 mld zł zysku, jak w zeszłym roku, i blisko 4 mld zł zysku po pierwszym półroczu 2020 - alarmuje Związek Banków Polskich. To scenariusz pesymistyczny. Ale możliwy. Dlaczego?

- W wyniki (banków) bardzo mocno biją (niskie) stopy procentowe NBP. Bardzo negatywnie oddziałują NPL (czyli niespłacane kredyty) i obciążenia - powiedział na konferencji prasowej poświeconej prezentacji raportu "Polska i Europa. Nowe rozdanie gospodarcze" prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz.

Reklama

Od początku, kiedy wybuchła pandemia, wszyscy ekonomiści i analitycy mówili - przyszłość jest całkowicie niepewna. W jej przewidywaniu bardzo wiele zależy od przyjętych założeń. I dlatego ZBP przedstawił kilka scenariuszy możliwego wpływu sytuacji gospodarczej na wyniki sektora bankowego, bo rozwój sytuacji w Polsce może być jeszcze różny.

Dlatego oprócz pesymistycznego scenariusz są jeszcze podstawowy i optymistyczny. Gdyby banki na przykład przy bardzo niekorzystnej sytuacji gospodarczej mocno obcięły koszty swojej działalności, wtedy ich straty wyniosłyby w tym roku nieco ponad 7 mld zł. Ale to wiązałoby się na przykład z masowym zamykaniem oddziałów, czy pracą od 8 do 16. Dla klientów byłoby to bardzo uciążliwe.

Od czego zależą scenariusze?

Najważniejsza jest spłacalność kredytów, bo od tego będą zależeć odpisy, jakie banki robią na te, których ludzie i firmy nie są w stanie spłacić. Teraz osoby prywatne i przedsiębiorstwa korzystają z wakacji kredytowych, więc takich "złych" kredytów w dramatycznym tempie nie przybywa.

W ciągu roku do końca czerwca udział "złych" kredytów w całym portfelu kredytowym banków wzrósł zaledwie o 0,12 punktu procentowego - podaje Komisja Nadzoru Finansowego. Ale jest to w sumie prawie 80 mld zł. Na koniec czerwca było ich więcej o blisko 5 mld zł niż na koniec 2019 roku. I o ponad 4 mld zł więcej - niż przed wybuchem pandemii.  

Na razie dramatu nie widać, bo firmy dostały ogromne pieniądze w ramach "Tarczy Finansowej" - to ok. 100 mld zł. Te pieniądze będą je przez jakiś czas "podtrzymywać". Pytanie, kiedy oddziaływanie tego "zastrzyku" finansowego się skończy? A w przypadku gospodarstw domowych - to pytanie o wzrost bezrobocia, które zależy też od koniunktury i od kondycji przedsiębiorstw. Dlatego scenariusze mogą być jeszcze bardzo różne.

Rezerwy, które teraz odkładają banki są tylko po części spowodowane wzrostem "złych" długów, bo ten - choć widoczny - jest jeszcze umiarkowany. Głównym powodem odpisów są na razie prognozy pogorszenia się sytuacji firm, gospodarstw domowych oraz oczekiwanych strat. Druga przyczyna to ryzyko prawne związane z niekorzystnymi dla banków orzeczeniami sądów w sprawach z frankowiczami. I dopiero trzecia - kredyty, które już teraz nie są spłacane. A i tak banki utworzyły w I półroczu o 2,8 mld zł więcej rezerw niż w I półroczu zeszłego roku. W sumie było to 7,9 mld zł.  

Optymistyczny scenariusz ZBP przewiduje, że rezerwy w tym roku będą dwa razy większe niż w ubiegłym (czyli wyniosą ok. 18 mld zł). Według podstawowego scenariusza - będą o 150 proc. większe. Pesymistyczny scenariusz zakłada, że banki będą musiały odłożyć w tym roku trzy razy większe rezerwy niż w ubiegłym. To rezerwy przesądzą o tym, że polski sektor bankowy pogrąży się w stratach mogących sięgnąć niemal 10 mld zł. 

- NPL są na poziomie 6,4 - 6,7 proc. i w niektórych grupach systematycznie wzrastają. Obecnie (stracone kredyty) to 80 mld zł. Wzrost odpisów może być nawet o 200 proc., a niektórzy mówią, ze między 200 a 300 proc. To musi oznaczać jeszcze bardziej ostrożna politykę kredytową - mówił Krzysztof Pietraszkiewicz.

Kiedy ludzie i firmy masowo przestaną spłacać kredyty?

Momentem prawdy będzie ustanie działania "tarczy" oraz wzrost bezrobocia. Ten moment prawdy może nadejść już jesienią tego roku. Może też przesunąć się na początek przyszłego. Pesymistyczny scenariusz zakłada, że nadejdzie jesienią.

Polskie banki zarabiają przede wszystkim na kredytach - dla gospodarstw domowych i firm. Od tego ile udzielą kredytów zależą też ich zyski. A tu mają pole do popisu, bo w wyniku pomocy publicznej zalała je potężna fala pieniędzy. Kredyty udzielone przez polskie banki stanowią teraz zaledwie 88 proc. zgromadzonych w nich depozytów. Tylko, że warunki gospodarcze nie sprzyjają ani udzielaniu kredytów, ani ich zaciąganiu.

W marcu i kwietniu banki bardzo zaostrzyły politykę kredytową i to dla wszystkich. Teraz bardzo ostrożnie ją luzują. Ale po kredyty nie ustawiają się kolejki. Przedsiębiorstwa boją się inwestować, a ludzie nie są pewni o swoją przyszłość. Od początku roku wartość kredytów dla przedsiębiorstw w portfelach banków zmniejszyła się o 0,5 mld zł, ale tylko w czerwcu nastąpił spadek o 6,2 mld zł - podaje KNF.

- W niektórych grupach, jak przedsiębiorstwa i rolnictwo jest spadek kredytowania o ponad 20 proc. To mnie martwi najbardziej - powiedział prezes ZBP.

Scenariusz pesymistyczny zakłada, że wartość udzielonych kredytów spadnie w tym roku o 10 proc. W podstawowym scenariuszu założone są spadki o 3 proc., a w optymistycznym - wzrost o 2 proc.

Trzy obniżki stóp procentowych, a zwłaszcza ostatnia stopy głównej do 0,1 proc. w maju mocno utrudniły możliwości zarabiania na kredytach. A przypomnijmy, że bank zarabia na różnicy miedzy tym, co dostaje za kredyt, a tym, co musi zapłacić za depozyt. ZBP szacuje, że po obniżkach marże na kredytach spadły w tym roku o 100 punktów bazowych i tak już zostanie.

Zyski zależeć będą teraz od tego, o ile mniej banki będą mogły zapłacić za depozyt. Jeśli ludzie i firmy nie będą wypłacać pieniędzy "na przeżycie", i będą wciąż je trzymać na rachunkach, banki będą mogły obniżyć marże na depozytach nawet o 70 pb. Tak założono w optymistycznym scenariuszu. Pesymistyczny przewiduje, że o znikające depozyty trzeba będzie trochę powalczyć i marże zjadą w dół, ale tylko o 50 pb. W scenariuszu podstawowym założono spadek marż depozytowych o 60 pb.

- Decyzje Rady Polityki Pieniężnej budziły wątpliwości. Zwłaszcza trzecia, która nie mogła przynieść pożądanych rezultatów - powiedział prezes ZBP.

Na koniec spójrzmy na to, co banki pobierają bezpośrednio z kieszeni klientów, czyli na prowizje. W optymistycznym scenariuszu założono, że banki będą w stanie podnieść w tym roku rozmaite opłaty aż o 15 proc. W scenariuszy podstawowym jest to wzrost o 10 proc., a w pesymistycznym - wzrost o 5 proc. Dodajmy, że według danych GUS usługi finansowe od początku roku podrożały już o 42,9 proc. 

O ile w scenariuszu niekorzystnym tegoroczne straty mogą sięgnąć 10 mld zł, według scenariusza podstawowego banki mogą mieć w tym roku ponad 4,5 mld zł strat. A jeśli obetną swoje koszty operacyjne straty będą mniejsze - i wyniosą prawie 1,8 mld zł. Optymistyczny scenariusz natomiast przewiduje, że polski sektor może mieć 1,7 mld zł zysku, a w wariancie silnego cięcia kosztów - nawet 4,5 mld zł. Czyli trzy razy mniej niż w ubiegłym roku.  

Jeśli chodzi o założenia dla makroekonomiczne dla scenariusza podstawowego dla banków, to opierają się one na prognozie spadku PKB o 4,6 proc. w tym roku, średniej inflacji 3,2 proc., stopy bezrobocia 9,9 proc. oraz deficyt budżetu w wysokości 6,7 proc. PKB.

Nadzieja w ożywieniu

Zyski czy straty i jak będą wysokie - to wszystko zależy od rozwoju sytuacji gospodarczej w określonym czasie, kiedy kolejne zjawiska wystąpią. Bo jeśli straty kredytowe i wynikające z nich rezerwy pojawią się w tym roku, będziemy bliżej scenariusza negatywnego. A jeśli nie, i w tym roku zrealizuje się scenariusz pozytywny, to wcale nie oznacza, że negatywnego banki unikną w roku przyszłym.

- Straty będą w zależności od tego jak i kiedy się zrealizują NPL (niespłacane kredyty), czy już w tym roku, czy z przesunięciem 1-2 kwartałów. Zależą od tego, jaka część firm z pomocy PFR przejdzie do instrumentarium gwarancyjnego z BGK - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz. 

Dodatkowo skrajnie niepewna sytuacja gospodarki zbiega się teraz z bardzo wysokimi obciążeniami, jakie państwo nakłada na polskie banki. To - oprócz oczywistego podatku od zysków przedsiębiorstw CIT - także podatek bankowy i składki na bezpieczeństwo systemu finansowego, czyli na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W ubiegłym roku banki, oprócz CIT, zapłaciły ponad 3,8 mld zł podatku bankowego i ok. 3 mld zł składek na BFG.

Do tego dochodzi jeszcze pakiet pomocowy dla frankowiczów, który kosztuje je ok. 1 mld zł i fundusz wsparcia kredytobiorców (ok. 0,6 mld zł). Na wypłatę depozytów dla klientów upadających SKOK-ów banki przeznaczyły w minionych latach 4 mld zł.

- Korekta polityki wobec sektora bankowego jest niezbędna. Odpuszczenie pewnych regulacji (które nastąpiło po wybuchu pandemii) nie rozwiązuje problemu - mówił Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jak wygląda opodatkowanie polskich banków na tle innych państw? ZBP wyliczył, że w zeszłym roku efektywna stawka podatkowa dla sektora bankowego w Polsce wyniosła 40 proc. W Europie Zachodniej jest to średnio ok. 30 proc.

ZBP ponawia teraz propozycję, żeby w trudnej sytuacji banki odciążyć. Przeznaczy połowę z podatku bankowego na BFG i zmniejszyć składkę. I żeby nie pobierać podatku bankowego od kredytów na odbudowę gospodarki, na projekty zapewniające czyste powietrze i związanym z wprowadzeniem "zielonej" energetyki.

Jacek Ramotowski


Dowiedz się więcej na temat: bankowość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »