Reklama

Jeszcze łupki nie zginęły

Przygotowania do wydobywania gazu łupkowego w USA zajęły Amerykanom ponad dwie dekady. W Polsce przygotowujemy się do tego dopiero od lat sześciu. Nie ma więc na razie powodów, by stawiać krzyżyk na polskich łupkach.

Gaz łupkowy w Polsce? Po początkowej euforii i nadziejach na łupkowe eldorado mamy dziś smutę i zastój. Liczba odwiertów poszukiwawczych zamiast rosnąć, dramatycznie spadła, a z poszukiwań tego surowca u nas wycofały się niemal wszystkie duże zagraniczne firmy: amerykańskie koncerny Conoco Phillips, Exxon i Marathon Oil, kanadyjski Talisman Energy i dwa europejskie giganty paliwowo-energetyczne - francuski Total oraz włoski ENI. Chevron i San Leon zrezygnowały z części koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce. Ten pierwszy zostawił sobie tylko jedną koncesję. Swe zaangażowanie w łupki ograniczyli też dwaj główni polscy gracze: PGNiG i PKN Orlen.

Reklama

Efekt? Według danych Ministerstwa Środowiska w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku wykonano w Polsce tylko dwa odwierty, związane z poszukiwaniem gazu i ropy łupkowej, a kolejne dwa rozpoczęto. Tak źle jeszcze nie było. Dla porównania: w 2014 r. wykonano takich odwiertów 15, a w rekordowym 2012 r. - 24. Liczba koncesji udzielonych na poszukiwanie tych surowców w naszym kraju zmniejszyła się ze 115 do 40 (jeszcze w zeszłym roku było ich 60), z czego ponad połowa przypada na polskie firmy: PGNiG, PKN Orlen i Lotos. Można więc mówić wręcz o zapaści w tym sektorze. Jakie są jej przyczyny?

Eksplozja zaniechań

Po pierwsze, okazało się, że polskie skały łupkowe różnią się od tych amerykańskich. Mają inny skład, inną budowę, zawierają dużo iłów, a w rezultacie dużo gorsze "parametry geomechaniczne". Nie pękają podczas szczelinowania tak, jak "jankeskie" łupki. To dlatego amerykańska technologia wydobycia gazu łupkowego nie sprawdza się w Polsce i trzeba opracować nową, dopasowaną do naszych złóż. A to jest praca na lata.

Po drugie, w zeszłym roku poleciały w dół ceny ropy, a w ślad za tym doszło do spadku cen gazu. To zmniejszyło opłacalność wydobycia obu surowców. W związku z tym poszukujące je firmy zaczęły rezygnować z najmniej opłacalnych projektów. A do takich należą, dużo droższe w eksploatacji od złóż konwencjonalnych, formacje skał łupkowych. Ten proces nie ominął Polski. Przyczynił się do tego fakt, że na razie nie doczekaliśmy w naszym kraju choćby jednego spektakularnego odkrycia naprawdę dużych i rentownych w wydobyciu złóż gazu łupkowego. Jego brak po kilku latach poszukiwań działa z pewnością deprymująco na inwestorów.

- Najbliżej takiego sukcesu poszukiwawczego w Polsce była amerykańska firma Lane Energy (należąca do ConocoPhillips - przyp. aut.) - opowiada Piotr Naimski, wiceszef sejmowej nadzwyczajnej komisji energetyki i surowców energetycznych. - Niestety, amerykańska centrala zabrała im dalsze finansowanie prac poszukiwawczych w naszym kraju. Mimo to Lane Energy nie chciała rezygnować. Próbowała rozmawiać z polskim rządem, szukała partnerstwa z PGNiG, któremu chciała oddać połowę udziałów w tym projekcie. Jednak ani rząd, ani PGNiG nie byli tym zainteresowani. To było zaniechanie.

Takich zaniechań, niechęci do działania, ale i zwykłej nieudolności oraz złych decyzji, było w sprawie łupków ze strony rządzącej koalicji PO-PSL dużo więcej. I to kolejna, nie mniej ważna od już wymienionych, przyczyna, dla której z gazem łupkowym na razie nam nie wyszło. Choć zapowiadało się tak dobrze.

Prawne ramy w budowie

Gdy kilka lat temu Energy Information Administration (EIA), amerykańska instytucja rządowa, zajmująca się sektorem paliwowo-energetycznym, ogłosiła, że według jej oceny Polska ma ogromne zasoby gazu łupkowego, euforia ogarnęła też polski rząd.

W tym samego Donalda Tuska. Koalicja rządowa dostrzegła w rysowanej nam wizji "łupkowego eldorado" świetne narzędzie do poprawienia społecznych nastrojów. Donald Tusk, tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r., wizytował jedno z miejsc, w którym PGNiG szukało gazu łupkowego. I publicznie zapowiedział wtedy, że "komercyjne", czyli na większą, przemysłową skalę, wydobycie gazu łupkowego w Polsce ruszy w 2014 r. Mamy już drugą połowę roku 2015, a wydaje się, że jesteśmy od tego celu dalej niż cztery lata temu. Głównie z powodu wycofania się z poszukiwania gazu z polskich łupków dużych, zachodnich koncernów, bez których dużo trudniej będzie nam opracować i wdrożyć technologię wydobywczą, pasującą do polskich złóż.

Zagraniczne i nasze krajowe koncerny, które chciały wydobywać gaz łupkowy w Polsce, oczekiwały od rządu jak najszybszego wprowadzenia przepisów, określających warunki, na jakich będą wydobywać ten surowiec.

Chodziło m.in. o wysokość tak zwanego podatku węglowodorowego, czyli daniny na rzecz państwa od wydobytego surowca. Rząd jednak zwlekał z określeniem tych zasad. W odpowiedzi na to opozycja, a dokładniej PiS, złożyła, jeszcze w 2011 r., swój projekt ustawy regulującej owe kwestie. Rządząca koalicja nie chciała go jednak rozpatrzyć, w czym miała swój udział ówczesna marszałek Sejmu, Ewa Kopacz.

Nie byłoby może w tym nic zdrożnego, gdyby koalicja PO-PSL bez zbędnej zwłoki opracowała i przegłosowała swój własny projekt ustawy w tej sprawie. Zrobiła to jednak dopiero w zeszłym roku. Jakby tego było mało, uchwalone przepisy spotkały się z dość powszechną krytyką. Poseł Naimski zarzucał, że projekt nowej ustawy o podatku węglowodorowym został przygotowany przez rząd niechlujnie, że wymagał bardzo wielu poprawek i że nie przyjęto w nim najlepszych w tym przypadku rozwiązań podatkowych.

Potem było jeszcze ciekawiej, bo rząd przedstawił jeszcze jeden projekt legislacyjny, tzw. specustawę węglowodorową, która miała przede wszystkim ułatwić inwestycje w poszukiwanie i wydobycie gazu i ropy z łupków, skrócić i uprościć procedury administracyjne z tym związane. Na przełomie czerwca i lipca rząd jednak wycofał ten projekt. Tłumaczono to zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, bo jeśli projektu nie udałoby się uchwalić w tej kadencji parlamentu, to nowy parlament musiałby go "procedować" od nowa. Pytanie, czy nie było możliwe, żeby jednak zdążyć przed wyborami i dlaczego rząd zabrał się za tworzenie projektu tej ustawy tak późno. Tak późno, bo była ona bardzo potrzebna już kilka lat temu, gdy ruszały poszukiwania gazu łupkowego w Polsce.

Nadzieja w krajowych potentatach

Co będzie dalej? W lipcu tego roku, podczas posiedzenia sejmowej komisji gospodarki, Sławomir Brodziński, wiceminister środowiska, a zarazem główny geolog kraju, przedstawił posłom "informację o perspektywach wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych w Polsce". - Po wyjściu z kraju dużych zagranicznych koncernów większość ciężaru poszukiwań spoczywa na trzech dużych krajowych koncernach - mówił Brodziński, mając na myśli PGNiG, Orlen i Lotos. Jego zdaniem jednak, firmy z Zachodu do nas wrócą, gdy znów pójdą w górę ceny gazu. Brodziński dodał, że powinniśmy brać pod uwagę także mniejsze przedsiębiorstwa. W Stanach Zjednoczonych początkowo tamtejsze duże koncerny paliwowe nie były zainteresowane udziałem w łupkowej rewolucji. Dołączyły do niej dość późno, gdy była już gotowa technologia wydobycia gazu i ropy łupkowej.

O udziale mniejszych firm też jednak decydować będą ceny gazu. Czy wzrosną one w najbliższych latach? Na razie na to się nie zanosi. M.in. ze względu na zniesienie sankcji wobec Iranu, który ma jedne z największych złóż gazu na świecie i to tego konwencjonalnego, tańszego w wydobyciu niż łupkowy. Nie ma jednak powodów, by już grzebać nadzieje na łupkowy boom w Polsce. Pierwsze odwierty potwierdziły, że w naszym kraju gaz rzeczywiście jest, i to w niemałych ilościach. Dla naszych krajowych koncernów energetycznych i paliwowych to kusząca perspektywa. Bo na wydobyciu ropy i gazu zawsze zarabia się dużo więcej niż na ich przetwarzaniu na paliwa i dostarczaniu do odbiorców. Nie jest więc tak źle, jak mogłoby się zdawać, patrząc na obecną mizerię polskiej branży łupkowej.

Jacek Krzemiński

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »