Reklama

Kary za Turów pozostają w mocy, rząd będzie się odwoływać

Polska rozważy wykorzystanie dostępnych środków prawnych i odwołań, by nie płacić prawie 68 mln euro zaległych kar za niewstrzymanie wydobycia w kopalni Turów – informuje premier Mateusz Morawiecki. Uruchomionej machiny prawnej nie da się powstrzymać, porozumienie nie wygasza nałożonych kar, które nałożono za lekceważenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – podkreśla w komentarzu dla Interii Jerzy Buzek, były premier, europoseł oraz eksperci rynkowi.

- Kary naszym zdaniem zostały nałożone niewłaściwie. Problem zniknie wraz z wycofaniem skargi przez Republikę Czeską z TSUE. Co do wcześniej już naliczonych kar, rozważamy środki prawne i odwołania. Uważamy, że zostaliśmy potraktowani niesprawiedliwie - poinformował premier Mateusz Morawiecki podczas czwartkowej konferencji prasowej, w której udział wziął też czeski premier.

Przekonywał, że żaden premier nie mógłby sobie pozwolić na wyłączenie bloków odpowiadających za kilka procent całego systemu elektroenergetycznego i ciepłowniczego. - Nie mogliśmy tego zrobić ze względów zasadniczych i nie zrobiliśmy tego - mówił.

Reklama

Jerzy Buzek podkreśla, że nie unikniemy kar. - Uruchomionej przez Czechów machiny prawnej nie da się tak po prostu zatrzymać. Samo czesko-polskie ogromnie spóźnione porozumienie nie wygasza nałożonych na Polskę przez TSUE kar, bo nie były to "kary za Turów" tylko za lekceważenie Trybunału,  tego samego zresztą, który nie tak dawno wydawał korzystne dla Polski orzeczenia ws. Nord Stream 2 czy gazociągu Opal - poinformował Buzek.

Bruksela kontra Warszawa. Chodzi o pieniądze

Podobnego zdanie jest Marcin Korolec, były minister środowiska, dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych. - Nie wyobrażam sobie, byśmy mieli uniknąć tych kar. Zostały one zasądzone za niezastosowanie się do środka tymczasowego. Będziemy je musieli zapłacić bez względu na to, czy Czesi wycofają skargę, czy nie. To, co zostało zasądzone, pozostanie w mocy - mówił Interii.

"Bardzo ostre i długie rozmowy"

Także Bernard Swoczyna, główny ekspert w programie Energia i Klimat Fundacji Instrat, zaznacza w rozmowie z Interią, że Polska będzie musiała uiścić kary nałożone przez TSUE za niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Wycofanie skargi przez Czechy oznaczać będzie zatrzymanie licznika kar, ale nie dotyczy należności już naliczonych.

Jerzy Buzek zaznaczył, że w sumie zaniechania polskich władz kosztują już Polskę blisko 315 mln zł. - Wiem, że takie kwoty są często abstrakcyjne, dlatego podam konkretny przykład. Jeśli przyjąć, że koszt średniej instalacji fotowoltaicznej na domu jednorodzinnym to przeciętnie ok. 25 tys. zł, to z tych 315 mln zł można było wyposażyć w panele słoneczne ok. 13 tys. domów. A Bogatynia, gdzie swoją siedzibę ma kopalnia Turów, ma 17 tys. mieszkańców . Starczyłoby więc tych pieniędzy na wszystkie domy w samym miasteczku, jak i jego okolicach - mówi Buzek.

Dodał, że poza utraconymi pieniędzmi, zamieszanie wokół Turowa otoczyło Polskę złą sławą w Unii. Zarzucał rządowi, że podnosił antyunijne hasała osłabiające Polskę w czasach kryzysu ukraińskiego. - To sprzeczne ze zwykłą przyzwoitością, rozsądkiem i polską racją stanu - mówił Buzek. Podkreślał, że spór o Turów nie był sporem na linii UE - Polska, tylko Czechy - Polska.

W czwartek premierzy Czech i Polski podpisali umowę w sprawie Turowa kończącą spór dotyczący przygranicznej kopalni. Zgodnie z postanowieniami umowy, czeska skarga zostanie wycofana z TSUE po tym, jak Polska przeleje Czechom 45 mln euro odszkodowania.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »