Reklama

Kierunek Wschodni będzie doceniany

Partnerstwo Wschodnie będzie politycznym priorytetem polskiej prezydencji w Unii Europejskiej w 2011 roku - powiedział podczas środowego spotkania polskich i wschodnich przedsiębiorców wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak.

"Ten kierunek (wschodni - PAP) będzie w najbliższym czasie bardzo doceniany (...). To dla Polski jest szansa budowania nie tylko dobrej współpracy gospodarczej z naszymi sąsiadami, ale też mocnej pozycji w Unii Europejskiej" - dodał.

Reklama

Zainaugurowane w maju ub.r. w Pradze Partnerstwo Wschodnie to inicjatywa UE skierowana do sześciu państw Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Jej celem jest zacieśnienie politycznych i gospodarczych więzi między UE a krajami Europy Wschodniej.

Zdaniem Pawlaka, charakter relacji na wschodniej granicy stopniowo zmienia się dzięki umowom o małym ruchu granicznym. "Dzisiaj mamy mały ruch graniczny z Białorusią, Ukrainą i pracujemy nad obwodem kaliningradzkim" - powiedział. Zaznaczył, że kluczowe są też relacje polityczne w regionie, w których widoczny był "nastrój podejrzeń". "Myślę, że tragiczne doświadczenia ze Smoleńska sprawiły paradoksalnie, że nastąpiło wyhamowanie, zaduma i większa otwartość polityków" - zauważył.

Prezes Klubu Wschodniego Feliks Kulikowski podkreślił w rozmowie z PAP, że spotkania przedsiębiorców regionu mają też na celu uzmysłowienie rządzącym, że jest ciągle jeszcze wiele spraw do załatwienia. "Jest niepokój nie tylko dotyczący ubezpieczeń czy kursu walut, ale spraw organizacyjnych. Przymierzamy się do modernizacji gospodarki rosyjskiej; powstaje pytanie, jakie korzyści jako przedsiębiorcy możemy odnieść" - powiedział Kulikowski. "Jeżeli eksport do Rosji wzrasta o ok. 70 proc. rocznie pomimo olbrzymiego importu ropy i gazu, to przecież są nieograniczone możliwości, a my ciągle produkujemy taniej np. żywność" - dodał.

Klub Wschodni to stowarzyszenie zajmujące się pomocą w realizacji dużych projektów gospodarczych między Polską a Rosją, Ukrainą, Białorusią i krajami nadbałtyckimi.

W trakcie spotkania z wicepremierem Pawlakiem polscy eksporterzy wskazywali m.in. na utrudnienia, na jakie napotykają na wschodzie. Wymienili m.in. wysokie cła na owoce w Rosji oraz wyśrubowane procedury sanitarne dotyczące żywności, formalności wizowe na Białorusi i brak umowy celnej, a także drogie ubezpieczenia kredytów eksportowych Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) i Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Z kolei przewoźnicy zwracali uwagę na utrudnienia administracyjne i kolejki na polskiej granicy oraz ograniczenie wwozu paliwa spoza UE (we własnych zbiornikach, bez cła) do 600 litrów.

Pawlak, odnosząc się do ceł na polskie towary w krajach zza wschodniej granicy, zaznaczył, że najważniejsze jest ujednolicenie ceł w ramach UE. "Żeby nie było różnicowania, jak to się zdarzyło w poprzednich latach, że mięso i owoce z Polski nie wchodzą, a z innych krajów wchodzą. Jeżeli UE podpisuje umowę o współpracy, to obejmuje to wszystkie kraje UE na podobnych zasadach" - powiedział.

Klub Wschodni zapowiedział, że przekaże Pawlakowi opracowanie w sprawie możliwości wspierania polskiego eksportu, bez narażania się na oskarżenia o protekcjonizm ze strony UE.

Szef resortu gospodarki mówiąc o kredytach eksportowych i ich zabezpieczaniu przyznał, że produkty BGK są drogie w porównaniu do ofert banków komercyjnych. "W tym przypadku widać, że elastyczność przedsiębiorstw finansowych na rynku jest większa niż instytucji państwowych, które próbują się asekurować na wszystkie ryzyka" - powiedział Pawlak.

Odnosząc się do KUKE, powiedział, że to powinno zostać dopięte "na poziomie rządowym", bo są nierozliczone transakcje dotyczące sprzedaży towarów m.in. na Ukrainę, które ciążą na ocenie ryzyka eksportu przez KUKE. "Ograniczenie wwozu paliwa to jest przykład geniuszu facetów od finansów" - powiedział Pawlak o ograniczeniu wwozu paliwa spoza UE do Polski. "Przekonaliśmy ich w Sejmie, żeby odpuścić, to namówili senatorów na zejście z 300 na 600 litrów, czyli tyle ile trzeba do przejechania całej Polski i to jest zupełnie bez sensu jeśli chodzi o interesy finansowe kraju" - argumentował. "Myślę, że tę sprawę kolejny raz w tym roku poruszymy, żeby ten element wyeliminować" - zapowiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »