Reklama

Kolejarze szacują straty po powodzi

Nawet 300 mln zł mogą sięgnąć straty spowodowane przez powódź w infrastrukturze kolejowej - poinformował we wtorek rzecznik PKP Polskie Linie Kolejowe Krzysztof Łańcucki. Łącznie na skutek powodzi dla ruchu pociągów zamknięto 148 km torów.

Powódź podmyła nasypy, powyginała tory, część odcinków torów i kolejowych urządzeń pokrył naniesiony przez wodę szlam. Najgorsza sytuacja panuje w okolicach Sandomierza i na przyległych odcinkach torów. Tylko częściowo przejezdny jest odcinek Tarnów - Muszyna.

Reklama

Łańcucki powiedział PAP, że na razie straty jakie poniósł zarządca infrastruktury przekroczyły 260 mln zł, ale liczenie wciąż trwa. "Na razie tyle wyniosły straty, jakie możemy oszacować, ale w wielu miejscach nie jest to jeszcze możliwe. Na przykład przy stacji Sandomierz woda jeszcze do końca nie zeszła, więc nie można w pełni określić poziomu zniszczeń" - wyjaśnił.

Dodał, że straty będą się ujawniać jeszcze przez jakiś czas po ustąpieniu wód. "Część nasypów jest tak nasiąknięta, że przy podniesieniu wód gruntowych mogą się rozpływać" - powiedział Łańcucki.

Kolejarze chcą przywrócić ruch kolejowy na wszystkich zniszczonych przez powódź odcinkach torów do lipca; część tras ma być przejezdna jeszcze w czerwcu.

Strat nie podliczyli jeszcze przewoźnicy pasażerscy. "Jeszcze za wcześnie, żeby mówić o konkretnych sumach" - powiedział PAP rzecznik PKP Intercity Paweł Ney. Wyjaśnił, że po tym jak woda podmyła albo zerwała tory, pociągi musiały jeździć objazdami, wiele było opóźnionych, część trzeba było odwołać. Niektóre pociągi nie wrócą na swoje zwykłe trasy, aż tory nie zostaną naprawione. Dotyczy to m.in. pociągów kursujących przez zniszczony przez Poprad most w Nowym Sączu. Wybudowanie nowego mostu to koszt kilkudziesięciu milionów złotych. Szacowanie strat trwa też w spółce Przewozy Regionalne.

Na kilkadziesiąt tysięcy złotych swoje straty ocenia zarządzająca m.in. dworcami firma PKP S.A. Jak wyjaśnił PAP rzecznik przedsiębiorstwa Michał Wrzosek, powódź zalała dworzec w Sandomierzu. Usunięcie skutków zalania będzie kosztować właśnie kilkadziesiąt tys. zł. Rzecznik wyjaśnił, że inne dworce uniknęły poważniejszych uszkodzeń. "Kiedy fala powodziowa przechodziła przez Warszawę, podniósł się też poziom wód gruntowych. Spowodowało to, że na dworcu centralnym zrobiło się w podłodze na poziomie -1 wybrzuszenie. Ale nie jest to duże uszkodzenie" - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: powódź | PKP | tory | powódż | powódz | kolejarze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »