Reklama

Konsumenci chcą kupować polskie produkty

Sięganie po polskie produkty ze sklepowych półek to przejaw patriotyzmu gospodarczego. Inwestycje w produkt polski mogą być pomocne dla gospodarki w dobie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa.

- Dzisiaj, kiedy przedstawiamy kolejne mechanizmy wsparcia, więc przede wszystkim inwestycje, jako to koło zamachowe do dalszego rozwoju gospodarki, patrzymy też na konsumenta, na to jak Polacy się zachowują i przede wszystkim przekonujemy Polaków do tego, aby inwestować w polską gospodarkę i inwestować w polski produkt - mówiła podczas debaty "Produkt polski. Odpowiedzialność w trudnych czasach" na III Forum Wizje Rozwoju w Gdyni Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Reklama

Jak dodała szefowa resortu pracy, liczby mówią same za siebie. - Jeżeli wybieramy produkt polski, to jedna złotówka wydana oznacza, że 79 groszy zostaje w budżecie państwa. Jeżeli zmienimy swoje przyzwyczajenia, a więc kupowalibyśmy 10 proc. produktów polskich więcej, to wtedy do budżetu państwa trafiłoby 66 mld złotych - podkreślała.

Odpowiedzialność w trudnych czasach

Wkład w budowanie marki jaką jest produkt polski, mają rodzimie spółki. Na początku pandemii koronawirusa stanęły one przed wieloma wyzwaniami, również w zakresie dawania przykładu postawy odpowiedzialności w trudnych czasach. Czy udało im się sprostać zadaniu?

- Wydaje mi się, że PKN Orlen zdaje egzamin w tych czasach pandemii - mówiła Patrycja Klarecka, członek zarządu PKN Orlen. - Biorąc pod uwagę, jak polskie firmy sprostały tej pandemii, muszę powiedzieć, że my również, chcąc po pierwsze spełnić oczekiwania naszych klientów, przekształciliśmy nasze linie produkcyjne do produkcji płynów do spryskiwaczy na to, żeby zaczęły produkować płyn do dezynfekcji. To jest taka odpowiedzialność, której się podjęliśmy. Sprowadziliśmy do kraju 15 mln maseczek, ale także rozpoczęliśmy współpracę przede wszystkim z polskimi producentami. Mamy u nas na stacjach dostępne maseczki, które są całkowicie wyprodukowane w Polsce, dzięki którym udało się obronić kilkaset miejsc pracy tutaj lokalnie w tych polskich firmach. Wydaje mi się, że takie konsekwentne działanie wszystkich firm, które działają na polskim rynku, niewątpliwie jest dobrym kierunkiem - dodała.

Jak podkreśliła Klarecka, zarząd Orlenu już dwa lata temu postawił sobie za cel strategiczny, żeby na stacjach koncernu było jak najwięcej polskich produktów, wyprodukowanych lokalnie. - Dzisiaj możemy powiedzieć, że 85 proc. produktów, które sprzedajemy na naszych stacjach zostało wyprodukowane w Polsce. Mamy również dużą sieć stacji w Czechach, Niemczech, na Litwie i na Słowacji. Tam również staramy się z polskimi produktami wychodzić i konsumentom z tych krajów je prezentować - wskazywała wiceprezes Orlenu. Jak uzupełniała, takie działanie ma też swoje poparcie w badaniach konsumenckich.

- Konsumenci oczekują od tego typu podmiotów jak nasze, żeby angażowały się we współpracę z lokalnymi dostawcami, ale przede wszystkim konsumenci o wiele lepiej postrzegają produkty polskie, a zwłaszcza produkty rolno-spożywcze pod kątem ich jakości czy tego, że są ekologiczne i zdecydowanie chętniej wolą takie produkty kupować. Myślę, że to taka sytuacja wygrany-wygrany, która zachęca nas do tego, żeby jeszcze więcej współpracy z polskimi producentami nawiązywać - mówiła Patrycja Klarecka.

Kolej to też produkt polski

O zaangażowaniu spółek Skarbu Państwa w dobie pandemii koronawirusa mówił również Rafał Zgorzelski, członek zarządu PKP SA. - PKP SA, ale tu przede wszystkim PKP Intercity bardzo aktywnie wspierały od początku akcję "Lot do domu". To właśnie dzięki zaangażowaniu dzielnych kolejarzy, oczywiście we współpracy z LOT-em, udało się sprowadzić do kraju spoza granic wielu naszych rodaków. To było namacalne zaangażowanie również polskich kolei w akcję. Ale spółki kolejowe zaangażowały się także materialnie we wsparcie ośrodków medycyny czy szpitali. Spółki PKP SA i z grupy PKP przeznaczyły na ten cel ponad 5 mln złotych - wskazywał.

- My też jesteśmy produktem polskim, bo PKP Intercity też jest produktem polskim, co jeszcze kilka lat temu nie było takie oczywiste, bo dla wielu ludzi zarządzających polską koleją narodowy przewoźnik był raczej obciążeniem niż czymś, na czym można budować gospodarkę i rozwój kraju. Na szczęście to się zmieniło - uzupełniał Adam Laskowski, członek Zarządu PKP Intercity.

Laskowski podkreślał również wkład polskich kolei na rzecz rozruszania gospodarki po covidzie. PKP Intercity nadal rozwija swój program inwestycyjny, bo takie działania stanowią szansę, żeby skierować gospodarkę na tory rozwoju, na których znajdowała się wcześniej. Dalsze inwestycje to także nadzieja dla wielu firm, które są ich wykonawcami. - Wspieramy nie tylko spółki z dużych miast. Często są to też mniejsze fabryki z całego kraju, dla których ta informacja, że chcemy działać i chcemy kontynuować nasz program inwestycyjny, była "być albo nie być", jeżeli chodzi o ich funkcjonowanie - mówił wiceprezes PKP Intercity.

Patriotyzm producencki

Ważną rolę w promowaniu produktu polskiego odgrywają działania resortu rolnictwa i Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Instytucje te prowadzą  kampanię edukacyjno-informacyjną #KupujŚwiadomie #Produktpolski, mającą na celu podniesienie świadomości konsumenckiej Polaków.

- Hasło "produkt polski" jest pewną oczywistością, która odnosi się do kształtowania postaw konsumenckich, ale nikt nie będzie się tutaj sprzeczał, że tą postawą, która wyprzedza patriotyczne postawy konsumenckie jest patriotyzm producencki. Tutaj trzeba zrobić wszystko, co daje się zrobić, a podstawą patriotyzmu konsumenckiego jest polska własność - mówił Szymon Giżyński, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

- Z punktu widzenia przedsiębiorcy, wydaje mi się, że wreszcie coś się dzieje. Wreszcie działania są faktycznie widoczne, bo uważam, że produkt polski - oznaczenie towarów, które my rolnicy produkujemy, jest bardzo istotne. Wielu młodych ludzi chce kupować polski produkt. Przyznaje, że podczas zakupu produktu przy sklepowych półkach będzie kierowało się właśnie patriotyzmem gospodarczym. Do tej pory brak było takiego pełnego, czy widocznego oznakowania. Dzisiaj, widząc polską flagę, ci ludzie nie tylko młodzi, ale i starsi dokonują tego zakupu - mówił podczas debaty Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

- U nas cały czas pokutuje coś takiego, że rolnicy są bardzo mocno rozdrobieni. Brakuje nam pewnej współpracy. Brakuje też tego, żebyśmy mogli wywierać większą presję na sieci dystrybucji. Czego jeszcze brakuje? Brakuje w pewnym sensie zjednoczenia się nie tylko rolników, ale też producentów właśnie, żeby móc wywrzeć presję na sieciach dystrybucji - dodawał.  

Podkreślał również, że polska żywność jest bardzo dobrej jakości, przez co często jest atakowana. Za przykład podał ubiegłoroczną aferę z mazowiecką ubojnią, do której trafiało chore bydło. Jeden przypadek nieprzestrzegania standardów posłużył do podważania jakości polskiej wołowiny za granicą. - Nie wszyscy wiemy, ale polska wołowina jest porównywana z tą najlepszą na świecie, argentyńską i właśnie dla tego na nią są największe ataki - wskazał Wójcik.

d.p.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »