Reklama

Kopalnie ruszają z inwestycjami. Zwiększają zamówienia

Famur, giełdowy producent maszyn górniczych, obserwuje ożywienie w krajowym sektorze górniczym. To efekt kryzysu energetycznego, niedoborów węgla i wysokich cen surowca. Do tego dochodzi presja rządzących, którzy podkreślają potrzebę zwiększenia wydobycia w polskich kopalniach. Spółka liczy się z dalszym wzrostem zamówień, choć odczuwa też coraz większą konkurencję ze strony chińskich producentów maszyn.

- W trzecim kwartale widać ożywienie na rynku maszyn górniczych. W poprzednich okresach odczuwalne było obciążenie związane z programem wygaszania kopalń, w ostatnim nastąpiło jednak odbicie. Najbardziej widoczne jest ono w sekcji kombajnów. W 2021 roku podpisaliśmy 36 umów dzierżawy nowych kombajnów, tymczasem do końca września tego roku takich umów było 60 - mówił dziennikarzom prezes spółki Mirosław Bendzera.

Panuje też tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o kombajny ścianowe. W ubiegłym roku Famur zawarł siedem umów dzierżawy, a w tym roku, tylko do końca września, dziesięć. Wzrosła też liczba zamówień jeśli chodzi o przenośniki zgrzebłowe.

Reklama

Prezes informuje, że słabiej jest natomiast jak dotąd z zamówieniami na obudowy zmechanizowane. W 2021 r. spółka podpisała umowy na dostawę 200 sekcji obudów zmechanizowanych, w tym roku na razie rozstrzygnął się jeden przetarg na 120 sekcji. Dwa są wciąż procedowane.

Kopalnie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom rynkowym

Jego zdaniem ożywienie  na rynku maszyn to dowód na to, że rodzime zakłady górnicze podejmują prace przygotowawcze w celu zwiększenie wydobycia węgla. Czyli innymi słowy - szykują nowe inwestycje.

- W kraju widać impuls, jeśli chodzi o prace przygotowawcze i inwestycje w kopalniach. Jako konsument życzyłbym sobie, by energetyka konwencjonalna miała stały dopływ surowca, by zapewnić jej ciągłość działania. Od wybuchu wojny w Ukrainie na rynkach panuje duża niepewność. Widać, że kopalnie próbują wyjść naprzeciw oczekiwaniom rynków - mówił.

Pojawia się też sporo zapytań ofertowych z zagranicy, nie przekładają się jednak one na liczbę finalnych zamówień. Trzeba też pamiętać, że zmienił się profil geograficzny sprzedaży Famuru. Przed wojną ponad 20 proc. przychodów firma generowała na rynku rosyjskim. Dziś ten rynek zamarł. Famur uznał, że utracił kontrolę nad rosyjską spółką zależną OOO Famur i zakwalifikował ją do działalności zaniechanej.

Chińczycy w natarciu

Prezes zwraca uwagę na nasilającą się konkurencję producentów maszyn z Chin. - Ekspansja firm chińskich zaczęła jeszcze bardziej przybierać na sile od momentu rozpoczęcia wojny na Ukrainie. Chiny zaczęły wchodzić na rynki rosyjskie, przejmując schedę po podmiotach zachodnich, ale działają też bardzo aktywnie w innych krajach, w których prowadzona jest działalność górnicza, w tym w USA,  Australii czy Kazachstanie - powiedział Bendzera.

Oferują niższe ceny, co przesądza o ich przewadze. Firmy zachodnie bronią się tylko w przypadku projektów, gdzie liczy się efektywność, zaawansowanie technologiczne i zapewnienie obsługi ciągłości sprzętu. - Ale konkurencja jest coraz trudniejsza - podkreśla prezes.

Inwestycje wymagają czasu

Przeprowadzenie inwestycji umożliwiających wzrost wydobycia zajmuje około roku i jest bardzo kosztowne. Trzeba też liczyć się z nieprzewidzianymi sytuacjami, które czasem burzą plany produkcyjne. Są one wynikiem wypadków, czy utrudnień związanych z czynnikami geologicznymi.

Kopanie do tej pory starały się maksymalizować wydobycie przy pomocy maszyn, które są już pod ziemią, eksploatując je w większym stopniu. Górnicy wyrabiali nadgodziny. Inwestycje rok do roku jak dotąd były tylko nieznacznie wyższe. To się jednak zmieni.

Duże projekty na przełomie roku zapowiada Polska Grupa Górnicza. Spółka informowała niedawno, że zamierza zwiększyć wydatki o 2 mld zł. Na przełomie roku mają zostać ogłoszone dwa przetargi na kompleksy ścianowe. Także Bogdanka zaktualizowała założenia strategii, co pozwoli zwiększyć jej potencjalne możliwości produkcyjne po 2026 r. o ok. 10 proc. względem średnich wielkości z obecnej strategii.

Presja na firmy górnicze rośnie

Rząd zapowiadał na początku roku zwiększenie wydobycia w tym roku w spółkach z udziałem Skarbu Państwa o 1-2 mln ton. Jednak - jak mówił Interii Jakub Szkopek z Erste Securities - realne możliwości spółek Skarbu Państwa wskazywały raczej na wolumen o 650 tys. ton większy niż przed rokiem. Ostatecznie jednak, na bazie obniżonych planów produkcyjnych Bogdanki i JSW, okazuje się, że wydobycie w tym roku może spaść o 550 tys. ton względem 2021 r.

W przypadku JSW to przede wszystkim efekt katastrof w kopalniach Pniówek i Zofiówka z kwietnia tego roku. Z kolei Bogdanka początkowo zredukowała cel produkcyjny z 9,5 mln ton do ok. 9,2 mln ton, a półtora tygodnia później do 8,3 mln ton, tłumacząc to zatrzymania wydobycia z jednej ze ścian. Prezes spółki Artur Wasil zapłacił za to utratą stanowiska.

Kopalnie na całym świecie są niedoinwestowane. W 2020 r. ograniczano inwestycje, bo spadł popyt na surowiec, podjęto też środki ostrożności, które miały zapobiec szerzeniu się zachorowań na Covid-19 wśród załogi. W dodatku wszyscy żegnali się z węglem ze względu na politykę klimatyczną. Nikt nie wyobrażał sobie, że można będzie reaktywować stare kopalnie. Celem była dekarbonizacja i zielona transformacja. Wojna na Ukrainie i jej konsekwencje wiele zmieniły. Jak podkreślają eksperci - tymczasowo, bo w długim okresie transformacja wręcz przyspieszy.

morb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »