Reklama

Koronawirus w Polsce. Zakład fryzjerski: Kluczowe umorzenie składek, dopłaty do pensji i redukcja czynszu

Pani Ania z mężem prowadzą zakład fryzjerski w centrum Warszawy. W "normalnych czasach" kolejki były tam takie, że klienci zapisywali się na kilka dni wcześniej. Zakład stoi zamknięty od 16 marca. Pani Ania nie zwalnia pracowników i mówi, że jeśli epidemia potrwa trzy miesiące to przetrwa. Ale przerażają ją straty, a zwłaszcza konieczność zapłaty czynszu.

Jacek Ramotowski, Interia:  Od 1 kwietnia zakłady fryzjerskie są zamknięte z mocy prawa. Jak pani sobie radzi? Rozumiem, że od wczoraj nie może pani pracować?

Reklama

- Zamknęliśmy nasz zakład już 16 marca. Zrobiliśmy to w trosce o zdrowie klientów, pracowników i nasze. Ale także dlatego, że po ogłoszeniu o zamknięciu szkół co dzień było coraz bardziej pusto. Ludzie się bali. Nie pracujemy już ponad dwa tygodnie.

A pani pracownicy? Ile osób pani zatrudnia?

- Cztery osoby. Też oczywiście nie pracują. Wszyscy czekamy.

Zwolniła ich pani?

- Absolutnie nikogo nie zwalniam i nie zamierzam!

Dlaczego?

- Bo chcę, żeby do nas wrócili jak to się wszystko skończy. Mam nadzieję, że jakoś to się ułoży i firma będzie dalej funkcjonowała. Pracowali u mnie wiele lat i chcę, żeby nadal byli zatrudnieni. A poza tym - mają swoje rodziny.

Płaci im pani?

- Tak. Na razie czekamy, co nasze państwo wymyśli jeśli chodzi o dopłaty do płac. Wtedy będę jakoś chciała się z nimi rozliczyć. Złożyliśmy też wniosek do ZUS, bo na trzy miesiące ma zostać anulowany i ten, który sama płacę, i ten od wynagrodzeń pracowników.

Jakiej pomocy ze strony państwa najbardziej pani oczekuje?  

- W mojej sytuacji najważniejsze są dopłaty do wynagrodzeń pracowników i czynsz. Złożyłam do Zarządu Gospodarki Nieruchomościami (administruje budynkami komunalnymi w Warszawie) wniosek o upust w czynszu. Czynsz mam ogromny. Czekamy na rozpatrzenie tego wniosku. Wiemy, że nie ma opcji całkowitego umorzenia tylko może być ewentualnie upust, ale jaki będzie - tego jeszcze nie wiemy. Bardzo bym chciała, żeby miasto coś zrobiło w kwestii płacenia czynszu. 

A jeśli to potrwa dłużej niż trzy miesiące?

- Już teraz mamy ogromne straty i już teraz jest ciężko. Jestem cały czas dobrej myśli, lecz może być bardzo ciężko.

Rząd proponuje przedsiębiorcom kredyty z wysokimi gwarancjami. Myśli pani o tym?

- Nie, w takiej sytuacji absolutnie nie. Boję się, że w przyszłości nie mogłabym go spłacić.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | polskie firmy | zakład fryzjerski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »