Reklama

Kotecki: Tarcza tworzy wrażenie chaosu

Trzeba zrobić wszystko, żeby przedsiębiorstwom przechodzącym szok spowodowany epidemią koronawirusa dostarczyć płynność - mówi ekspert Europejskiego Kongresu Finansowego, były wiceminister finansów Ludwik Kotecki. A oprócz tego najważniejsze są wiarygodność i zaufanie do tego co robi rząd i do tego, co robi NBP.

Sejm ma głosować w piątek nad przedstawioną przez rząd "tarczą antykryzysową". Czy to, co w niej zaplanowano wystarczy, żeby zapobiec pogrążeniu się gospodarki w chaosie, masowym bankructwom przedsiębiorstw, utracie pracy przez miliony Polaków?  

Reklama

- Ustawa tworzy wrażenie chaosu (...) Nie wiemy, czy (zaplanowane działania) okażą się wystarczające (...) A wiarygodność jest zasadnicza - powiedział Ludwik Kotecki podczas webinarium zorganizowanego przez Europejski Kongres Finansowy.

Na rządową "tarczę" składają się dwie kwoty. Jedna to 212 mld zł. To robi wrażenie, bo to ok. 10 proc. naszego PKB. Ale większość z tej kwoty wyczerpują nadzwyczajne działania naszego banku centralnego, NBP, polegające na dostawach gotówki dla banków. Ta gotówka może być zamieniona na kredyt. Ale które przedsiębiorstwo pokusi się o kredyt, jeśli na niewiadomy czas straciło dochody albo płynność?

- Trzeba zadbać o płynność przedsiębiorstw, choćby na okres 2-3 miesięcy, żeby mogły dalej funkcjonować. Powtarzam - płynność, płynność i jeszcze raz płynność - mówił Ludwik Kotecki.

Druga kwota wymieniana przy okazji "tarczy" jest znacznie bardziej skromna i oszacowana została przez analityków na ok. 60-70 mld zł. Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz przyznała w czwartek, że "tarcza" przewiduje zaangażowanie budżetu w kwocie ok. 70 mld zł. I to ma być przeznaczone na bezpośrednią pomoc dla przedsiębiorstw i ludzi tracących pracę.  

"Tarcza" - jako kryterium pomocy dla firm - bierze pod uwagę utratę przychodów. Ale nie bierze pod uwagę innych sytuacji - kiedy firma sprzedaje i wystawia faktury, więc teoretycznie ma przychody, ale kontrahenci jej nie płacą. Przychody są, ale tylko na papierze, a w kasie nie ma gotówki. Nie ma więc z czego zapłacić podatków, ZUS, a nawet pracownikom, nie mówiąc już o innych zobowiązaniach. Tak właśnie powstają zatory płatnicze i to ich najbardziej powinno się unikać. 

- To nie 212 mld zł, tylko jedna trzecia, może jedna czwarta. Potrzebne są działania płynnościowe - dodał Ludwik Kotecki.

Pytanie, czy rząd może sobie pozwolić na zwiększanie deficytu i długu. Ludwik Kotecki oblicza, że obecnie deficyt strukturalny (czyli liczony niezależnie od koniunktury) polskich finansów publicznych wynosi ok. 3 proc. PKB.

- To nie powinno być przeszkodą - powiedział.

- W czasie wojen reguły się uchyla, zawiesza. (Wydatki na "tarczę") będą finansowane z długu a nie z bieżących dochodów i deficyt będzie musiał wzrosnąć. Jeśli wzrośnie we właściwym tempie, będzie można dalej odpowiedzialnie prowadzić finanse państwa - dodał.

Dla gospodarki wiarygodność "tarczy" będzie więc kluczowa, bo jeśli okaże się ona dziurawa, cały wysiłek rządu stanie pod znakiem zapytania. Ale równie ważna jest wiarygodność działań podejmowanych przez NBP. Rada Polityki Pieniężnej na nadzwyczajnym posiedzeniu 17 marca obniżyła stopy procentowe, w tym referencyjną o 0,5 punktu proc. do 1 proc. Dzień wcześniej zarząd NBP zdecydował o wprowadzeniu programów "łagodzenia ilościowego".

To, w połączeniu z danymi o wysokiej inflacji notowanej przed wybuchem epidemii, spowodowało silne osłabienie złotego. Za euro płacono już ponad 4,63 zł, gdy jeszcze na początku marca poniżej 4,3 zł. Dzień po decyzji RPP prezes NBP Adam Glapiński mówił, że przewiduje, iż polska gospodarka wzrośnie w tym roku o 2 proc.

- Destabilizacja kursowa jest także elementem kryzysu (...) Konieczne jest utrzymanie zaufania i wiarygodności - podkreślał Ludwik Kotecki.

ram

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje