Reklama

KPO: Bez miliardów euro z Unii polska gospodarka będzie rozwijała się wolniej

Miały być miliardy euro - na razie wciąż jednak jest brak zgody KE na transfer środków do Polski z Krajowego Planu Odbudowy. Był wielki sukces negocjacyjny po zakończonych rozmowach budżetowych na Radzie Europejskiej i pieniądze, które wesprą wychodzenie kraju z pandemii - obecnie mamy przekaz, że Polska tych funduszy nie potrzebuje. Czy aby na pewno? Ekonomiści mówią wyraźnie: Ich brak to wolniejsze tempo wzrostu polskiego PKB.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Z Krajowego Planu Odbudowy Polsce przysługuje 57 mld euro, z czego 23,7 mld euro to bezzwrotne dotacje, reszta - nisko oprocentowane pożyczki. Jeszcze w tym roku do Polski powinno trafić ok. 4,7 mld euro (jest to zaliczka 13-proc. od 24 i od 12 mld euro, o które wnioskuje obecnie Polska) w ramach prefinansowania na wszystkie reformy, które są przewidziane w KPO.

Polska KPO do Komisji Europejskiej wysłała na początku maja jako ostatni kraj Unii Europejskiej. Mijały kolejne tygodnie, później miesiące i pomimo tego, że kolejne państwa członkowskie dostawały po kolei pieniądze z zaakceptowanych planów odbudowy, Polska wciąż czekała na akceptację KE. Ta czas miała na decyzję do 1 sierpnia.

Reklama

Wakacje czy jednak prawo?

Najpierw na drodze miał stanąć okres wakacyjny. - Wiemy, jaka jest pragmatyka działalności Komisji w sierpniu. Nie było partnera do dyskusji. Tam po prostu jest urlop dla wszystkich. Teraz Komisja wzięła się dość intensywnie do pracy i zakładamy, że w ciągu kilku tygodni będziemy mieli prawdopodobnie wszystkie plany, które zostały złożone zatwierdzone w tym i polski, więc jestem dość spokojny, choć oczywiście mobilizuję Komisję i przy każdej okazji proszę o jak najdynamiczniejsze działanie - tak jeszcze na początku września w rozmowie z Interią podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu opóźnienie tłumaczył wiceminister funduszy Waldemar Buda.

Po drodze pojawiły się opinie, płynące wprost z Brukseli, że problem leży gdzieś indziej. Powodem jest - wskazał unijny komisarz ds. gospodarczych Paolo Gentiloni - polski wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, dotyczący prymatu prawa Unii Europejskiej nad prawem krajowym. Komisja Europejska miała wtedy i wciąż ma obawy o niezależność sądów i wolność mediów w Polsce. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis mówił przecież na początku września, że pieniądze z KPO dla Polski i Węgier "nie zostaną uwolnione", dopóki KE nie stwierdzi, że oba te państwa spełniły europejskie wymogi.

Buda zapewnił jednak, że pieniądze trafią do Polski jeszcze w tym roku. Pytany o to, czy opóźnienie wypłaty pieniędzy z KPO nie jest powiązane z kwestią przestrzegania praworządności w Polsce, podkreślił, że inne sprawy na linii Komisji Europejska-Polska nie mają wielkiego związku z KPO i będą dyskutowane przy innym stoliku negocjacyjnym. Szybko jednak okazało się, że wypłata środków z KPO będzie uzależnione od konkretnych działań przez polską stronę. Jak pisała na początku października "Rzeczpospolita" - sposobem na przełamanie impasu na linii KE-Polska "jest zapisanie w samym KPO szczegółowego planu likwidacji Izby Dyscyplinarnej. Byłby to jeden z tzw. kamieni milowych, czyli warunków, wykonanie których umożliwia wypłatę kolejnych rat".

Polska samowystarczalna?

- Negocjacje z Komisją Europejską nie zakończyły się i one potrwają jeszcze kilka tygodni czy parę miesięcy. Ja się tym nie niepokoję, ponieważ bardzo stabilna sytuacja finansowa Polski, daje nam przestrzeń zarówno dla inwestycji samorządowych, publicznych, prywatnych, które są wspierane przez dobry stan finansów publicznych - powiedział w ubiegłym tygodniu podczas nieformalnego szczytu UE w Słowenii premier Mateusz Morawiecki.

Korzystamy na członkostwie w UE

Dodał też, że rocznie z KPO będzie to około 20 mld zł dla Polski. Żeby sprowadzić ten plan do pewnych proporcji - kontynuował szef rządu - warto porównać te kwoty do funduszu Polski Ład. - Wkrótce będziemy świadkami rozstrzygnięcia (naboru wniosków - red.), decyzji końcowych, które komisja teraz opracowuje. Ten program to będzie 20 mld zł, może nieco więcej, wygenerowanych na skutek stabilnej sytuacji finansów publicznych, dzięki gospodarności - mówił Morawiecki.

Na to, że Polska jest w stanie poradzić sobie bez unijnych pieniędzy wskazywał w zeszłym tygodniu prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. - Bez środków unijnych, którymi teraz nas się szantażuje, jesteśmy w stanie doskonale zapewnić sobie dynamiczny rozwój - powiedział w ubiegłym tygodniu podczas Kongresu 590.

- Bez środków unijnych wspaniale damy sobie radę. Oczywiście że tak. Cały program rozwoju, nasz szybki możemy sami zrealizować - mówił Glapiński na konferencji prasowej po posiedzeniu RPP, dwa dni później. - I to nie jest występowanie z UE. Te środki są ważne, każdy miliard dla gospodarki jest ważny. Ale i tak sobie damy radę - dodał.

Z kolei poseł PiS Marek Suski, stwierdził w Polsat News, że "jeśli weźmiemy pod uwagę wysokość składki, jaką wpłacamy (do UE) i środki, jakie otrzymujemy z Unii, to ta różnica, to jest niewiele w naszym budżecie, to jest ze dwa proc. (różnicy). Więc na pewno bez takich środków jesteśmy w stanie sobie poradzić". Dopytywany czy Polska nie chce już środków unijnych, poseł zaprzeczył. Jak zaznaczył, nie ma podstaw, abyśmy ich nie dostali. - Oczywiście, że chcemy. I w żadnym razie nie ma podstaw, żebyśmy ich nie mieli dostać - przekonywał.

Ekonomiści zdecydowanie: To ważne pieniądze

Pomimo tego, że umniejsza się dzisiaj znaczenie pieniędzy z KPO, to jednak mają one do odegrania ważną rolę - inicjować inwestycje tam, gdzie do tej pory nie było na to środków oraz wspierać kosztowne plany rozwojowe w kluczowych obszarach tj. transformacja energetyczna i cyfrowa czy służba zdrowia.

Opóźnienie będzie miało wpływ na wzrost gospodarczy. Ale nie tylko.

- Ma to wpływ na tempo PKB, ale również trzeba pamiętać, że KPO to pieniądze które są adresowane na konkretne cele. Tak jest skonstruowany program. W odróżnieniu od innych wydatków z koperty "na co się chce", te z KPO miały być konkretne. Szkoda, że to się opóźnia. Pieniądze z UE zapewniałyby finansowanie inwestycji, które niekoniecznie dawałyby mocne rozpędzenie koniunktury na krótką metę, ale adresowały problemy, które gospodarka ma, ale nie było pieniędzy, by się nimi zająć - mówi Interii Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

KPO byłoby też wsparciem dla wzrostu gospodarczego kraju w kolejnych latach. Zdaniem MF średniorocznie to ok. +0,4 proc. PKB.

- Krajowy Plan Odbudowy w pierwszym pełnym roku działania stanowiłby istotny impuls popytowy dla gospodarki, nawet rzędu 1 proc. PKB - ocenia z kolei Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Pieniądze w ramach KPO podzielono według następującego klucza - zielona energia i zmniejszanie energochłonności (14,3 mld euro, w tym pożyczki 8,6 mld euro); zielona, inteligentna mobilność (7,5 mld euro, w tym pożyczki 0,7 mld euro). Cele te stanowią odpowiednio 39,8 proc. i 20,9 proc. wszystkich środków planowanych do wydatkowania w ramach KPO.

Na transformację cyfrową zaplanowano 2,8 mld euro z części grantowej i 2,1 mld euro z części pożyczkowej (łącznie 4,9 mld euro), czyli 13,6 proc. środków planowanych do wydatkowania w ramach KPO przez Polskę. Odporność i konkurencyjność gospodarki to 4,7 mld euro, w tym pożyczki 0,2 mld euro, a efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia - 4,5 mld euro, w tym pożyczki 0,4 mld euro.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »