Kredyty we frankach. Zbliża się sądny dzień dla frankowiczów i dla banków

W czwartek wygłoszona zostanie ważna opinia rzecznika TSUE dla "frankowiczów" i banków. Choć to, co powie Anthony Collins, rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, może mieć duże znacznie dla sporów z bankami, nie zakończy żadnej sprawy. Frankowicze jeszcze lata mogą czekać na wykładnię prawa pozwalającą sądom wydawać rozstrzygnięcia. Może to ich zachęcić do ugód z bankami.

- Cały sektor bankowy czeka na decyzję TSUE. Może to mieć istotny wpływ na banki w Polsce - powiedziała prezes banku Citi Handlowy Elżbieta Czetwertyńska na niedawnej konferencji prasowej poświęconej prezentacji wyników za IV kwartał 2022 roku.

Nie ma się co łudzić. Zgodnie z agendą rzecznik wygłosi opinię prawdopodobnie tylko w sprawie C-520/21, a to znaczy, że jedna z najważniejszych kwestii w sporach frankowiczów z bankami pozostanie daleka od rozstrzygnięcia. Jaka jest ta najważniejsza kwestia? Kiedy sąd unieważnia umowę kredytową, trzeba mimo wszystko ją jakoś rozliczyć. Bank wypłacił klientowi kredyt, często był to spory kapitał. A kredytobiorca często przez wiele lat spłacał raty, ponosił inne opłaty. Co się w takim razie komu należy - ile kto komu ma oddać?  

Reklama

- Sąd zapytał, czy konsumentowi należy się wartość nominalna środków, czy też wartość pieniądza, która radykalnie się zmieniła w czasie wysokiej inflacji - mówi Interii Piotr Bodył-Szymala, radca prawny specjalizujący się w prawie usług finansowych, Monitor Prawa Bankowego.

Czy zatem bank powinien oddać kredytobiorcy wszelkie wpłacone przez niego raty kredytowe (kapitałowe i odsetkowe) i ewentualnie inne pobrane należności, jak prowizje, opłaty czy składki ubezpieczeniowe, a kredytobiorca bankowi kapitał? Zgoda. A może coś więcej, bo pieniądz stracił na wartości przez ten czas? Tego - czy coś więcej - dotyczyły właśnie pytania prejudycjalne warszawskiego sądu.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Należy dodać od razu jeszcze jeden ważny fakt proceduralny. Opinia rzecznika generalnego ani nie jest dla Trybunału wiążąca, ani nie zapowiada literalnie przyszłego orzeczenia. W sprawie C-520/21, której odpowiedź rzecznika dotyczy, orzeczenie oczekiwane jest dopiero jesienią. Ale to wcale nie zakończy sprawy. W TSUE są jeszcze pytania w sprawie C-756/22, bliźniaczce tamtej. Co i kiedy zrobi z nią TSUE - jeszcze nie wiadomo, choć można spekulować. Trzeba jednak pamiętać, że dopiero rozstrzygnięcie w sprawie C-756/22 pozwoli polskim sądom wydawać wyroki w sprawach frankowych.

Krótka historia sporu o rozliczenie upadłej umowy

Skąd się wzięło to całe zamieszanie? Przypomnijmy, o co w sprawie C-520/21 chodzi. Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, pozwał bank Millennium, domagając się wynagrodzenia za to, że bank korzystał ze spłacanych przez niego rat kapitałowo-odsetkowych. Sędzia Michał Maj stwierdził, że przepisy prawa krajowego nie mówią, co w takiej sytuacji zrobić. A w związku z tym w sierpniu 2021 roku zadał TSUE pytania dotyczące tego, czy klientowi przysługują większe żądania niż zwrotu rat i opłat w wartości nominalnej, i czy bank może domagać się więcej niż nominalna kwota wypłaconego kiedyś klientowi kapitału.

Przypomnijmy pytania sędziego:

Czy strony umowy uznanej za nieważną oprócz zwrotu pieniędzy zapłaconych w wykonaniu tej umowy (bank - kapitału kredytu, konsument - rat, opłat, prowizji i składek ubezpieczeniowych) (...) mogą domagać się także jakichkolwiek innych świadczeń, w tym należności (w szczególności wynagrodzenia, odszkodowania, zwrotu kosztów lub waloryzacji świadczenia) z tytułu tego, że:

  • spełniający świadczenie pieniężne został czasowo pozbawiony możliwości korzystania ze swoich pieniędzy, przez co utracił możliwość zainwestowania ich i osiągnięcia dzięki temu korzyści,
  • spełniający świadczenie pieniężne poniósł koszty obsługi umowy kredytu i przekazania pieniędzy drugiej stronie,
  • otrzymujący świadczenie pieniężne odniósł korzyść polegającą na tym, że mógł czasowo korzystać z cudzych pieniędzy, w tym mógł je zainwestować i dzięki temu uzyskać korzyści,
  • otrzymujący świadczenie pieniężne czasowo miał możliwość korzystania z cudzych pieniędzy nieodpłatnie, co byłoby niemożliwe w warunkach rynkowych,
  • wartość nabywcza pieniędzy spadła na skutek upływu czasu, co oznacza realną stratę dla spełniającego świadczenie pieniężne,
  • czasowe udostępnienie pieniędzy do korzystania może zostać potraktowane jako spełnienie usługi, za którą spełniający świadczenie pieniężne nie otrzymał wynagrodzenia?

Banki wytaczają działa przeciw frankowiczom

Pytania sądu są kluczowe. Ale ponieważ pozwanym był bank, TSUE może nie odpowiedzieć na pytania dotyczące tego, czy bankowi należy się także wynagrodzenie - czyli nie dać odpowiedzi na wszystkie pytania zadane przez warszawski sąd. Czy rzecznik w czwartek wyda opinię w sprawie wszystkich pytań, czy tylko niektórych? To się okaże.

Tu sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, bo nie trzeba było długo czekać, jak Millennium wytoczył proces Arkadiuszowi Szcześniakowi o zwrot nominalnej wartości kapitału oraz opłaty za jego udostępnienie. Sprawa losowo trafiła do tego samego sędziego, który swoje pytania do TSUE jeszcze pogłębił. I to właśnie jest C-756/22. Choć sprawy są bliźniacze, Trybunał - jak dotąd - nie zdecydował się ich połączyć. Niemniej dopiero rozstrzygnięcie w sprawie C-756/22 pozwoli sądom ustalać roszczenia obu stron sporu.

- Sąd zauważywszy to, zwrócił się z pytaniami w sprawie C-756/22. Zadał on wówczas kolejne pytanie, w tym o należny bankowi ekwiwalent za usługę finansową świadczoną na podstawie unieważnianej umowy. Dopiero po rozstrzygnięciu w obu sprawach będziemy mieli pełny pogląd - mówi Piotr Bodył-Szymala i dodaje, iż nie wyklucza, że Trybunał jednak zdecyduje się na ich połączenie, a wyrok wyda w obu równocześnie.

Dodajmy jeszcze, że rozprawa w sprawie C-520/21 odbyła się 12 października zeszłego roku. TSUE otrzymał od polskiego rządu stanowisko sprzyjające kredytobiorcom, a ignorujące argumenty Komisji Nadzoru Finansowego. A ta - przypomnijmy - wyliczyła, że gdyby banki nie mogły dochodzić wynagrodzenia za udostępnienie kapitału, mogłyby ponieść straty w wysokości 100 mld zł, czyli ponad połowy ich aktualnych funduszy własnych, w sytuacji gdyby wszystkie umowy o kredyty frankowe zostały unieważnione. KNF włączyła się dopiero do późniejszej sprawy, C-756/22.

Kto się bezpodstawnie wzbogacił, a kto chce się wzbogacić

Co może być istotne, kredytobiorców wsparł także Rzecznik Praw Obywatelskich. Argumentował on, że choć w polskim prawie nie ma przepisów dotyczących wzajemnych świadczeń obu stron po upadku umowy, to spory frankowe należy traktować w świetle przepisów dotyczących bezpodstawnego wzbogacenia się. Według RPO zarówno bankowi, jak i konsumentowi nie przysługują roszczenia wykraczające poza zwrot kwot, świadczonych w ramach umowy kredytu, która została - na tle prawa krajowego - uznana za nieważną.

"Reżim odpowiedzialności z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia nie przewiduje obowiązku zapłaty utraconych korzyści w przeciwieństwie do reżimu odpowiedzialności odszkodowawczej" - napisano na stronach RPO.    

- Wariant, w którym odmawia się bankom wynagrodzenia za użytkowanie kapitału, jest końcem bankowości - mówił na konferencji prasowej poświęconej prezentacji wyników mBanku jego prezes Cezary Stypułkowski.

Tu mamy jeszcze jedną ważną okoliczność. Konsumentów przed nieuczciwymi praktykami podmiotów profesjonalnych chroni dyrektywa Rady 93/13/EWG z 1993 roku w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. To jej postanowienia - bardzo mocno wspierające prawa konsumentów - będą tłem dla rozstrzygnięć TSUE.  

Procesy mogą potrwać jeszcze całe lata

Wszystko to razem wskazuje, że rozstrzygnięcie pytań prejudycjalnych w sprawach frankowych zajmie samemu TSUE jeszcze lata, a wystąpienie rzecznika generalnego wskaże tylko pewną ścieżkę, tok myślenia, które przecież może się zmienić.  

Na pewno ważne będzie to, czy rzecznik sformułuje odpowiedzi na wszystkie pytania sądu w sprawie C-520/21, czy tylko na te, które dotyczą roszczeń konsumenta wobec banku. Czy zapowie połączenie obu spraw, czy też nie. Ustosunkowanie się do wszystkich pytań lub połączenie spraw byłoby sygnałem, że TSUE traktuje równorzędnie należności i zobowiązania obu stron z ekonomicznego punktu widzenia, nie przesuwając parasola ochronnego nad głowę konsumenta tak daleko, że cała ulewa spada na bank. Ale czy byłoby to zgodne z prokonsumencką dyrektywą?

Przypomnijmy, że w październiku 2019 roku TSUE wypowiedział się w sprawie C-260/18 (państwa Dziubaków przeciwko Raiffeisenowi) uznając, że jeśli umowa kredytowa zawiera niedozwolony (abuzywny) zapis, sąd może ją uznać za nieważną. Nie powiedział wtedy, co dalej, kiedy sąd unieważni umowę. Tamten werdykt uruchomił lawinę pozwów spłacających kredyty we frankach przeciwko bankom i - wbrew intencjom TSUE - zachęcił sądy do ich unieważniania.

Dlaczego wbrew intencjom? Bo dopiero orzeczenie z kwietnia 2021 roku stwierdzało, że nie powinno być żadnego automatyzmu w unieważnianiu umów kredytowych, sąd powinien stwierdzić, czy można umowę dalej wykonywać po usunięciu z niej klauzul abuzywnych, a wręcz powinien starać się ją "uratować". To już bardziej wymagające zadanie dla sądów.

Choć to tylko opinia rzecznika, wyśle ona ważne sygnały mówiące o tym, jak TSUE podchodzi do wzajemnych rozliczeń w sprawach frankowych i w jakim stopniu dla Trybunału liczą się ekonomiczne aspekty upadku umowy, a w jakim tylko czysto prawne.

- Temida powinna być ślepa na to, kto przed nią staje, ale nie powinna być ekonomiczną ignorantką - mówi Piotr Bodył-Szymala.

Dlaczego sygnał z TSUE będzie taki ważny

Stan gry pomiędzy frankowiczami a bankami jest obecnie taki, że choć wciąż pozwów przybywa, coraz więcej kredytobiorców decyduje się na ugody. Najbardziej "frankowe" banki Millennium i mBank podały ostatnio, że w IV kwartale zeszłego roku zawarły więcej ugód, niż otrzymały pozwów. Obłożenie rezerwami kredytów we frankach w wielu instytucjach przekracza już połowę wartości portfela, a to znaczy, że łącznie banki już odłożyły ponad 40 mld zł rezerw na poczet ryzyka prawnego. Nie wygląda na to, żeby wskutek opinii rzecznika banki miały odkładać kolejne miliardy, ewentualnie dopiero po ostatecznym orzeczeniu, spodziewanym po wakacjach, gdyby okazało się dla nich niekorzystne.

Jaki sygnał mogą otrzymać frankowicze? W najdalej idącym scenariuszu TSUE zajmie się sprawą C-756/22 dopiero po orzeczeniu w sprawie C-520/21. To znaczy, że rozstrzygnięcia trudno oczekiwać wcześniej niż w 2025 roku. Potem decyzje zaczną podejmować polskie sądy. Oczywiście będą apelacje. Uprawomocnienia nawet najbardziej korzystnych rozstrzygnięć trudno oczekiwać wcześniej niż za 2-3 lata.

A przez ten czas trzeba płacić raty przy wysokim kursie franka. Przypomnijmy na dodatek, że w Izbie Cywilnej Sądu Najwyższego na odpowiedź czekają zasadnicze pytania pierwszej prezes SN. Odpowiedź okazała się niemożliwa, gdyż do Izby dokooptowano tzw. neosędziów. Wymiar sprawiedliwości został wskutek tego sparaliżowany.

Ciągnące się latami, a przy tym kosztowne procesy, paraliż wymiaru sprawiedliwości - wszystko to może skłonić kredytobiorców do zawierania ugód. Tym bardziej, że banki zaczynają oferować je także klientom będącym z nimi w sądowym sporze. Nawet nie rozstrzygający niczego sygnał z TSUE będzie dla tych trendów bardzo istotny i jedne może wzmocnić, a drugie osłabić.

Jacek Ramotowski

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kredyty walutowe | kredyt we frankach | frankowicze | ugoda frankowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »