Reklama

Kryzys energetyczny. Rosja od lat przygotowywała wojnę z Europą

Rosja jest i będzie bardzo silnie uzależniona od sprzedaży surowców energetycznych, dlatego od wielu lat pracowała nad dywersyfikacją odbiorców, głównie w kierunku państw azjatyckich. Innym sposobem zapewnienia sobie wpływów ze sprzedaży surowców energetycznych, pomimo jej znaczącego zmniejszenia, było podniesienie cen tych ropy i gazu.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Panowało przekonanie że gaz, ropę można kupić tak, jak każdy inny produkt, każdy inny surowiec na rynku. Rosja natomiast od lat przygotowywała się do tego, co dzisiaj widzimy. Po pierwsze przygotowywała alternatywne szlaki dostaw swoich surowców, alternatywne również w kontekście zmiany wektora, czyli np. Związek Sowiecki silnie opierał się na eksporcie surowców energetycznych do Europy.

Rosja odziedziczyła ten prymat również teraz, czyli gros surowców energetycznych trafia do Europy. Jednak w ostatnich 15-20 latach Rosjanie powzięli bardzo dużo działań, aby zdywersyfikować swoje portfolio odbiorców czy to gazu ziemnego, czy ropy naftowej. Ci odbiorcy przez np. terminale LNG na Jamale czy na Sachalinie mogą liczyć na gaz rosyjski w różnych częściach świata, głównie azjatyckiej. To samo dotyczy ropy naftowej. Zbudowane magistrale łączące Rosję z Chinami czy to w przesyle ropy naftowej, czy gazu ziemnego pokazują, że Rosja od lat widziała zagrożenie, widziała pewne konsekwencje swojej polityki imperialnej - z dużym naciskiem na surowce energetyczne. Od wielu lat rozważała ograniczenie podaży gazu do Europy i próby zwiększenia eksportu tego surowca do państw azjatyckich. Rosja jest i będzie bardzo silnie uzależniona od surowców energetycznych, od wpływów generowanych przez sprzedaż surowców energetycznych.

Reklama

- Obecna polityka pokazuje, że Rosjanie znaleźli pewne obejście obniżenia wolumenów w sprzedaży gazu czy surowców energetycznych przez podniesienie cen tych surowców. Czyli nawet sprzedając 30-40 proc. mniejsze wolumeny gazu, teraz zarabiają tyle samo albo nawet więcej niż rok temu. To dlatego, że ceny gazu skoczyły z poziomu 300-400 dolarów za 1000m3 do poziomu 3000 dolarów za 1000m3. Czyli obniżony wolumen sprzedaży gazu został zbilansowany, czy nawet przekroczony przez wyższe ceny tego surowca panujące na światowych rynkach - powiedział serwisowi eNewsroom  Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert.

- Oczywiście to, co Rosja sprzedaje za granicę i to, co odbija sobie na ograniczeniu sprzedaży do Europy dotyka bardzo mocno Europę - dlatego, że duża część państw europejskich nie przewidywała takiego obrotu spraw. Nie przewidywała, że Rosja może posunąć się do działań tak stricte antyrynkowych, do których się posunęła teraz. Budowa połączeń międzysystemowych, infrastruktury takiej, jak Nord Stream czy Nord Stream 2, czy gazociąg Turkish Stream, wcześniej jawiły się w Europie Zachodniej jako projekty czysto komercyjne, które miały w założeniu ułatwić transport rosyjskiego gazu do Europy i uniknąć ewentualnych problemów na trasie tego transportu przez Europę Środkową. Zachodnie państwa Europy uwierzyły w narrację rosyjską o tym, jakoby państwa Europy Środkowej stanowiły zagrożenie dla rosyjskiego gazu biegnącego do Europy i wspierały projekty dywersyfikacji źródeł, czy kierunków dostaw rosyjskiego gazu w omijaniu państw Europy Środkowej. Dzisiaj widzimy, że ta polityka opierania się na surowcach rosyjskich okazała się fiaskiem, ponieważ rosyjski gaz przestał płynąć w ilościach, które są odpowiednie, czy konieczne do funkcjonowania gospodarki europejskiej. To spowodowało znaczny wzrost cen tego surowca na giełdach - wyjaśnia Marszałkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »